Korona to najlepiej punktująca drużyna Ekstraklasy w meczach wyjazdowych. Większość oczek ze swojego dorobku uzbierała jednak jesienią. Działo się tak dzięki konsekwentnej defensywnej taktyce stosowanej przez trenera Sasala. W Bełchatowie kielczanie zagrali podobnie. Bronili się niemal całym zespołem, a jedyne okazje stwarzali sobie po kontratakach. Najlepszą mieli w pierwszej połowie, ale strzał Andrzeja Niedzielana był zbyt lekki i piłkę sprzed linii bramkowej wybił Drzymont.
GKS od początku nie mógł poradzić sobie z dobrze poukładanymi w obronie kielczanami. Inna sprawa, że akcje gospodarzy były anemiczne i łatwe do rozszyfrowania. Przez pierwszą godzinę zawodnicy trenera Bartoszka próbowali zaskoczyć Małkowskiego tylko strzałami z dystansu. Bramkarz Korony ani razu nie musiał jednak interweniować. Tak naprawdę gorąco pod bramką Korony zrobiło się dopiero w 63. minucie
gry. Szymon Sawala strzelając z pięciu metrów fatalnie przestrzelił.
Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się bez bramek, napastników GKS-u wyręczył snajper Korony - Maciej Tataj. Były piłkarz Dolcanu Ząbki zmienił w drugiej części Andrzeja Niedzielana i miał postraszyć obrońców GKS-u. Tymczasem po jego niefortunnym wybiciu piłki głową - już w doliczonym czasie gry - futbolówka kompletnie zaskoczyła Pareikę i wpadła w górny róg bramki.
Kilkadziesiąt sekund później arbiter zakończył spotkanie. Oprócz punktów kielczanie stracili dwóch zawodników na następną kolejką. W meczu z Legią z powodu kartek nie będą mogli zagrać Pavol Stano i Paweł Sobolewski.