W pierwszych dwóch partiach meczu w Hali Legionów oba zespoły stoczyły jednak "walkę" o to, by... nie przejąć kontroli nad meczem (a także nad losami całej rywalizacji).
Na otwarcie podopieczni Japończyka Schuichi Mizuno oddali za darmo aż siedem punktów po zepsutych zagrywkach. Wydawało się, że nie sposób nie skorzystać z tak wyjątkowej szczodrości (10:7 na początek dla gospodarzy), ale... Fart nie był już tak skuteczny w ataku jak choćby w sobotę na wyjeździe (znów zgasł - na szczęście na chwilę - francuski przyjmujący Xavier Kapfer ), a Pamapol nie popełniał aż tylu prostych błędów. Kielczanie szybko dali się dogonić, a gdy znów odzyskali prowadzenie (20:19), od razu je stracili.
Gościom wystarczyło wykorzystywanie niemal w każdej akcji Białorusina Sierhija Antanowicza, by wygrać końcówkę.
W drugim secie bardzo dobre otwarcie wielunian (6:1), co musiało oznaczać kłopoty. Grzegorz Wagner musiał sięgnąć po rezerwy i trafił. Jego pierwszym wyborem był mało wykorzystywany przez jego poprzednika Dariusza Daszkiewicza kanadyjski środkowy z polskim paszportem Adam Kamiński. Mierzący 204 cm zawodnik, gdy tylko wyciągnął ręce nad siatkę, powodował sporą nerwowość atakujących rywali (wybór go na MVP po ostatnim gwizdku był oczywistością). Po jego bloku kielczanie zbliżyli się do ekipy z Wielunia (14:17) i już jej nie odpuścili. Ściana pod wodzą Kanadyjczyka coraz częściej była nie do przejścia, a Kamiński zaliczył nawet asa serwisowego, choć wcale mocno nie zagrywa (22:19)! Ostatnie piłki nie były jednak łatwe, bo kielczanie przed nimi oddali całą zaliczkę (22:22). Udało się jednak za drugim setbolem, gdy w ślady środkowego z Ameryki przy ataku Sierhija Kapelusa poszedł Piotr Łuka.
Lekcję blokowania kielczanie przedłużyli na kolejną odsłonę. Po dwóch setach było równo (6:6), a w kolejnym Fart już wyraźnie z przodu (11:8). Prowadzona przed japońskiego szkoleniowca ekipa z Wielunia stawała się przy tym bezradna z każdą kolejną piłką. Nawet doświadczony Radosław Rybak posyłał piłki daleko w aut (14:9). Wspomniana seria udanych akcji w obronie zaowocowała brakiem emocji w końcówce - po trzech kolejnych blokach zrobiło się bowiem 21:13 (udało się to nawet Kapferowi). W kolejnej odsłonie rozbiór gości trwał i trwał. Wyluzowany Robert Szczerbaniuk pozwalał sobie nawet na kończenie z drugiej piłki, którą akurat rozgrywał (6:1)... Kielczanom wychodziło wszystko, a gościom absolutnie nic. Dlatego błyskawicznie mecz zbliżał się do końca. Grzegorz Wagner mógł nawet posłać w bój drugiego libero Adama Swaczynę, który będzie musiał zastępować Amerykanina Richarda Lambourna, gdy ten pojedzie na zgrupowanie przed Ligą Światową.
Kibice gospodarzy nie tylko ostatnią piłkę mogli obserwować na stojąco, bo Fart miał aż 12 piłek meczowych (24:12). Choć wielunianie dokonywali już w Hali Legionów cudów, tego nawet w najlepszej dyspozycji nie byliby w stanie zrobić. Ich męczarnie skończył, nawiązując do tradycji pierwszej partii, zepsutą zagrywką Sierhij Kapelus.
Czwarty mecz w przyszły czwartek w Wieluniu.
Fart Kielce -
Pamapol Wielton Wieluń 3:1 (23:25, 26:24, 25;15, 25;15)
Stan rywalizacji: 2:1 (gra się do czterech zwycięstw).
Fart: Dobrowolski, Kapfer, Szczerbaniuk, Jungiewicz, Zniszczoł, Kapfer, Lambourne (libero) oraz Kamiński, Kozłowski, Król, Swaczyna.
Pamapol: Matejczyk, Antanowicz, Zajder, Kapelus, Rybak, Buniak, Milczarek (libero) oraz Stelmach, Babkov, Błoński.
Sędziowali: Jacek Hojka i Katarzyna Sokół (
Wrocław).
Widzów: 1200.
MVP: Adam Kamiński.