Podczas niedawnej konferencji prasowej Zdzisław Kręcina pochwalił się SMS-em z Wilamowic z poparciem dla swojej osoby. Okazuje się, że pozycja futbolowej centrali w maleńkich klubach Podbeskidzia czy Żywiecczyzny wcale nie jest taka silna.
- W ostatnim czasie centrala ograbia kluby stałymi kwotami dla sędziów. Nieważne, czy arbiter jedzie 5, czy 30 km - zawsze ma taką samą opłatę. Obecnie w klasie B opłata dla głównego to zawsze 100 zł, zaś dla asystentów 80. Czyli 260 zł na mecz. Kluby, które mają w B-klasie 13 meczów u siebie w sezonie, muszą mieć na samych sędziów... 3640 zł, których na dodatek nie są w stanie pokryć z wpływów z dofinansowania samorządowego, bo samorząd nie może przekazywać środków... na cele statutowe! - relacjonuje prezes niewielkiego wiejskiego klubu, który gra w B-klasie.
Czesław Biskup jest szefem Beskidzkiego OZPN-u. Łapie się za głowę, gdy słyszy oskarżenia. - Jakoś do mnie nikt nie przychodzi ze skargami na zbyt duże obciążenia. Zapraszam do siedziby związku. A co do sędziów, to dawniej niektórzy mieli lewe kasy, a teraz ta lewizna się pokończyła i trzeba uczciwie płacić i potem wszystko zaksięgować. Nikt nas nie zwolni z obowiązku płacenia arbitrom - wyjaśnia prezes Biskup.
Ale sędziowie to tylko jedna z wielu opłat, które każdy maleńki klubik pokryć musi. Pozostałe to: opłata członkowska do PZPN-u, ubezpieczenie, startowe przed każdym sezonem, uprawnienia zawodników, opłata licencyjna (odnawiana co dwa lata), odbiór boiska plus kary za kartki, którymi karani są piłkarze. Przeciętnie wychodzi, że każdy wiejski klub zapłacić musi rocznie około 10 tys. zł.
Takie opłaty to jednak już stały dochód PZPN-u, pora było wymyślić coś nowego. Niedawno oświadczono prezesom klubów, że od przyszłego roku wprowadzone zostaną licencje trenerskie. To będą niewielkie opłaty, ledwie po 100 zł za sezon - tłumaczyli lokalnym działaczom przedstawiciele OZPN-ów. Ale jest w tym haczyk. Co trzeba zrobić, by taką licencję otrzymać? - Okazało się, że trzeba ukończyć kurs instruktorski (trenerski). Nie minęło wiele czasu, a na stronie Bielskiego OZPN-u pojawiło się ogłoszenie, że organizowany jest kurs za 1600 zł od osoby - wyjaśnia prezes.
Prezes Biskup dziwi się, gdy słyszy te słowa. - Jeśli 50 czy 100 zł to dla tych klubów dużo, to ja gratuluję. A co do tych 1600 zł, to dotyczy przecież tylko tych trenerów, którzy jeszcze kursów nie zrobili. Dla takich ludzi nie ma miejsca. Skończyły się czasy, gdy za stówkę czy piwo ktoś będzie trenował. Musimy uporządkować reguły - zapowiada Biskup.
A szef małego klubu replikuje: - Być może dla pana prezesa to żadne obciążenie, bo wszystkie kluby składają się m.in. na jego pensję, dlatego nie obchodzi go, skąd wiejski klub ma wziąć pieniądze. A w tym wypadku środki te bardzo często pochodzą z prywatnych kieszeni działaczy pasjonatów. Żaden ze znanych mi prezesów LKS-ów na Żywiecczyźnie nie pobiera wynagrodzenia, poświęca jednak swój wolny czas i pieniądze. Proponuję, by pan Biskup zrzekł się wynagrodzenia i podobnie jak prezesi LKS-ów zaczął pracować za darmo. Wtedy okaże się, czy 50 lub 100 zł to żadna kwota - mówi.
PZPN wkrótce może spodziewać się buntu małych klubów, które czują się ograbiane. - Jeśli klubom, które mają budżet średnio na poziomie 5-10 tys. zł, dojdzie nowy tak potężny wydatek, zaczną być po prostu likwidowane! Do tego doprowadzają działacze PZPN-u. Co ciekawe, płacąc składkę członkowską, powinienem jako członek PZPN, jako reprezentant mojego klubu mieć prawo zabierać głos, ale oczywiście nikt nas nie zaprasza do rozmowy. Pamiętają tylko o pieniądzach, które trzeba wyciągnąć z klubów! - denerwuje się prezes LKS-u.