Fot. Daniel Adamski / Agencja GazetaSiatkarze GTPS Gorzów
Choć wynik sobotniego meczu z Pekpolem tego nie oddaje, gorzowianie mieli w Ostrołęce sporą szansę na przywiezienie kompletu punktów. Nie zabrali jednak do Gorzowa ani jednego. Teraz, by GTPS awansował do play-off, musi zdarzyć się cud.
Długo wydawało się, że nasi siatkarze choć jeden punkt do domu przywiozą. Ba, po pierwszym secie mogliśmy nawet wierzyć, że na wyciągnięcie ręki jest zdobycz kompletna. Oto w premierowej odsłonie kibice zgromadzeni w hali im. Arkadiusza Gołasia w Ostrołęce oglądali GTPS skuteczny, kończący ważne piłki, grający z zębem. Nasi prowadzili od początku seta, nieomal przez całą partię. Gospodarzy straszył duet Paweł Maciejewicz - Michał Błoński, ale największą zmorą naszych rywali były w tej partii... własne błędy. Kluczowy moment seta: ze stanu 10:9 dla Pekpolu w kilka minut zrobiło się 19:13 dla GTPS. Wykorzystaliśmy letarg po stronie gospodarzy, przewagę dowieźliśmy ze spokojem.
Gra gorzowian wyglądała nieźle także w drugiej partii... Przez całego seta mieliśmy nieznaczną przewagę, jedno-, dwupunktową. Po ataku Patryka Wojtysiaka, przy stanie 24:23, mieliśmy pierwszego setbola. Nie skończyliśmy jednak seta. Drugą piłkę setową mieliśmy przy stanie 27:26 po bloku na Arturze Żylińskim. Trener gospodarzy zażądał czasu, a ten kojąco podziałał na skołatane nerwy jego podopiecznych. W kolejnych trzech piłkach z gorzowianami rozprawili się Żyliński do spółki z Arturem Jacyszynem.
Na widelcu mieliśmy rywali także w czwartym secie. Prowadziliśmy 20:15, 23:20... A jednak przegraliśmy tę partię do 23 i cały mecz 1:3.
- Facet z Ostrołęki wchodzi na zagrywkę. Tylko przebija na drugą stronę, lekko, żeby broń Boże nie zepsuć. A my pięciu akcji nie możemy skończyć. Cała liga wie, że mamy problem ze środkiem [z ekipą GTPS ostatecznie pojechał do Ostrołęki Marcin Lubiejewski i deklaruje, że zostanie w Gorzowie jeszcze dwa tygodnie - red.], to w ciemno skaczą do skrzydeł. No i tak było w końcówce tego seta. Uznali, że Michał Mysera, który akurat był w pierwszej linii, to dla nich żadne zagrożenie, więc w ciemno skakali do Pawła Maciejewicza i się chłopak nie mógł przebić - rozkłada ręce trener gorzowian Roland Dembończyk. Żałuje straconych w Ostrołęce punktów: - Po jednym punkcie nam zabrakło w drugim i czwartym secie i pewnie byłoby 3:1 dla nas. Szkoda. Teraz przed barażami może nas uchronić jedynie cudowna seria zwycięstw z najlepszymi pierwszoligowcami...