Biorąc pod uwagę możliwości drużyny, akademicy radzili sobie dotychczas nieźle .W lidze zajmowali na ogół 6-7 miejsce, a w Pucharze Challenge awansowali do ćwierćfinału (zmierzą się w nim z francuskim Rennes). W pewnym momencie mieli na koncie pięć kolejnych zwycięstw i dopiero porażka ze Skrą przerwała ich świetną passę. W sobotę drużyna stanęła przed kolejnym wyzwaniem. Musiała stawić czoła wiceliderowi PL Zaksie. Nie zdołała zdobyć nawet seta. A mogła nawet dwa, co oznaczałoby wywiezienie z trudnego terenu przynajmniej jednego, cennego punktu. - Przegrana boli bo prócz tego, że w dwóch setach powalczyliśmy na przewagi, to żadnej wymiernej korzyści z tego nie było - komentuje skrzydłowy Tytana Krzysztof Gierczyński. - Było dokładnie tak samo jak w pierwszym meczu u nas. Wtedy również zagraliśmy dobrze, fajnie walczyliśmy, ale wygrywając 3:1 trzy punkty zdobyli rywale. W rewanżu skończyło się na 3:0, ale była szansa nawet na tie break. Kędzierzyn miał swoje problemy, ale nie umieliśmy tego wykorzystać. O te dwie, trzy piłki byli od nas lepsi.
Terminarz został tak ułożony, że w środę drużynę Marka Kardosa czeka kolejny pojedynek z ligowym potentatem. Do Częstochowy (mecz w hali Polonia, godz. 19) przyjedzie trzecia w tabeli
Asseco Resovia. Drużyna zbudowana za grube miliony, jedna z tych, które miały zepchnąć Skrę z mistrzowskiego stołka. Odebrać jej choćby punkt będzie jeszcze trudniej niż Zaksie, chociaż trzeba pamiętać, że w październiku w
Rzeszowie Tytan sprawił sensację, wygrywając 3:1.
- Pamiętamy o tym i mam nadzieję, że jeśli i tym razem otworzy się przed nami szansa, to ją wykorzystamy - dodaje Gierczyński. - Nie będzie łatwo, bo oni grają ostatnio w optymalnym składzie. Mają szeroką ławkę rezerwowych, a na niej graczy z ogromnymi możliwościami. Wiemy, z kim gramy, ale na pewno nie będzie tak, że podejdziemy do meczu na zasadzie: z Resovią wygrać się nie da. Udowodniliśmy już w tym sezonie, że jesteśmy w stanie sprawiać niespodzianki i w środę o taką też powalczymy.