To zwycięstwo było dla zespołu trenera Igora Griszczuka konieczne. W poniedziałek biało-czerwoni przegrali różnicą aż 19 punktów w Tbilisi z Gruzją. W pierwszym meczu na własnym terenie musieli wygrać, by dalej liczyć się w walce o awans do finałów EuroBasketu 2011 na Litwie. Tylko początek spotkania był nerwowy. Przez ponad dwie minuty żadnemu z zespołów nie udało się zdobyć punktu. Solidarnie pudłowali Polacy, faworyci meczu i ich przeciwnicy - Portugalczycy.
Pierwszy celny rzut oddał rodowity bydgoszczanin Michał Chyliński, jeden z dwóch obok, Filipa Dylewicz, wychowanek Astorii w polskiej reprezentacji. Chyliński zaczął wczorajsze spotkanie w pierwszej piątce i przebywał na parkiecie niemal 26 minut. Zdobył 8 pkt (0/1 za dwa, 2/5 za trzy, 2/2 z wolnych, 2 asysty, 2 zbiórki). Dylewicz, zmiennik Macieja Lampego, miał mniej okazji do grania. Zdobył w 11 minut 2 punkty.
To jednak nie dwaj bydgoszczanie wzbudzali największe zainteresowanie kibiców. Oni czekali najbardziej na efektowne wsady i zagrania środkowego Orlando Magic, Marcina Gortata. Doczekali się go w 5 minucie spotkania po asyście Krzysztofa Szubargi (8:4 dla Polaków). Najgroźniejszym atutem naszej drużyny, szczególnie w pierwszej połowie, okazały się jednak rzuty za trzy punkty. Trafiali Chyliński, Dardan Berisha (4/5 - najlepszy z naszych), Thomas Kelati. Maciej Lampe i Łukasz Koszarek. W drugiej kwarcie kibice zobaczyli prawdziwy festiwal rzutów z dystansu, bo dłużny Polakom nie pozostawał wtedy Jaime Silva.
Polska - Portugalia 86:64
Kwarty: 19:10, 25:23, 22:15, 20:16
Polska: Gortat 19, Lampe 14 (2), Kelati 13 (3), Chyliński 8 (2), Szubarga 0, oraz Berisha 12 (4), Majewski 2, Dylewicz 2, Hrycaniuk 4, Koszarek 0,
Portugalia: Silva 12 (4), Jordao 9 (1), Minhava 8, A. Pinto 7 (1), Cortez 7 (1), Santos 6 (2), Evans 5, P. Pinto 5 (1), Miranda 3 (1), Gomes 2, Silva 0,