- Zostawiłem krzesło, na którym siadał zawsze trener Jerzy Matlak wolne. To ma być znak, symbol, że jest z nami i myślimy o jego trudnej sytuacji - mówi Piotr Makowski, który w zastępstwie pierwszego trenera prowadzi reprezentację Polski w mistrzostwach Europy siatkarek. We wtorek bydgoski szkoleniowiec, asystent Matlaka, zaczął swą pracą od zwycięstwa z Belgią 3:1. Wczoraj stanął z naszymi zawodniczkami oko w oko z zespołem Rosji, jednym z faworytów imprezy w Łodzi
Wojciech Borakiewicz: Jak się czułeś w roli pierwszego szkoleniowca reprezentacji i do tego prowadzącego zespół w tak ważnym meczu, od którego zależały dalsze losy zespołu w mistrzostwach?
Piotr Makowski: Jestem przecież trenerem. To mój zawód, który wykonuję na co dzień, więc czułem się dobrze. Ale z drugiej strony gdzieś tkwiła myśl o Jerzym Matlaku i jego problemach. Dodam, że moje miejsce w zespole jest określone i nie zmienia się mimo obecnego zdarzenia. Sądzę, że człowiek powinien zawsze robić, to co do niego należy, a w tym momencie moim zadaniem było poprowadzenie zespołu do zwycięstwa w meczu z Belgijkami.
Debiut wypadł bardzo dobrze, zwycięstwo z Belgią było bardzo potrzebne.
- Ciężko mi się wypowiadać o tym w tak dramatycznej sytuacji. Od tej strony zawodowej wszystko potoczyło się normalne, jak na ławce trenerskiej w każdym meczu, których w swoim życiu prowadziłem już wiele. I to tyle, bo naprawdę ciężko mi jest poddawać się samoocenie, w związku właśnie z tą trudną sytuacją, jaka spotkała Jerzego Matlaka. Zostawiłem zresztą miejsce, na którym zwykle siedział trener Matlak wolne. Nie usiadłem na nim, bo uznałem, że tak wypada zrobić.
Emocje były wyjątkowe?
- Raczej nie. Może delikatny stres był, ale emocje, które by dodatkowo towarzyszyły, udzieliłyby się zespołowi. To nie byłoby korzystne w tym meczu z pewnością. Byłem spokojny i w ten sposób przekazywałem swoje uwagi drużynie. Przyznam, że w trakcie niektórych meczów ligowych Centrostalu bardziej się denerwowałem niż w łódzkiej Arenie. No, ale może to kwestia narzuconej sobie wewnętrznej kontroli.
Dalej będą jeszcze trudniejsi rywale do pokonania.
- Mecz z Belgią trzeba było wygrać i się udało. Kolejny test jest jeszcze poważniejszy. Mówię o Rosjankach [rozmowa została przeprowadzona przed rozpoczęciem meczu Polska - Rosja - przyp. red.]. Szanse w pojedynku z nimi oceniam na 50 do 50. Hala wypełniona kibicami powinna być naszym sprzymierzeńcem. Dziewczyny już się przyzwyczaiły do grania przy tak licznej publiczności. Wcześniej to może je trochę deprymowało, ale teraz powinno być naszym atutem. Może nam bardzo mocno pomóc, ale oczywiście to my sami musimy grać dobrze i równo, całym zespołem, jak w spotkaniu z Belgią.
W niedzielę koniec mistrzostw. Od razu w poniedziałek wracasz do pracy w klubie?
- Jestem w pracy w Centrostalu praktycznie od razu. Może w poniedziałek, a na pewno we wtorek poprowadzę trening zespołu.