Sport.pl

Dwa poglądy na żużlową Polonię

Wojciech Borakiewicz
01.02.2012 , aktualizacja: 01.02.2012 12:23
A A A Drukuj
Spór w Polonii między prezesem bydgoskiego klubu Marianem Deringiem a dyrektorem sportowym Jerzym Kanclerzem zakończy się najprawdopodobniej dymisją. Kanclerz może odejść już pod koniec lutego. Poszło o wizję zespołu i pieniądze.
Prezes ŻKS Polonia Marian Dering
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Prezes ŻKS Polonia Marian Dering


- Mamy w kilku sprawach z prezesem różne zdania na funkcjonowanie drużyny i klubu - przyznaje dyrektor sportowy bydgoskiej Polonii.

Spór między Kanclerzem a Deringiem nie jest rzeczą nową. Na dobre obaj szefowie klubu poróżnili się, kiedy trwała budowa zespołu na nowy sezon, już po awansie do ekstraligi. Mieli różne wizje drużyny. Dyrektor sportowy marzył o jak najsilniejszym zespole, co oczywiście kosztowałoby więcej. Prezes także chciałby mieć superekipę - to rzecz jasna. Na pierwszym miejscu stawiał jednak pieniądze. Żużlowcy nie mogli kosztować więcej, niż przewidziano w budżecie Polonii na ekstraligę. Ma być to 6,7 miliona złotych.

- Od początku optowałem za zespołem składającym się z sześciu seniorów. To dałoby drużynie zabezpieczenie - przyznaje Kanclerz. Dyrektor sportowy chciał zatrzymać w Polonii Grzegorza Walaska. Były kapitan drużyny odszedł jednak z Bydgoszczy do PGE Marmy Rzeszów, bo nie zgodził się na obniżenie kontraktu. Zaproponował ją zawodnikowi prezes Dering - nie miał w kasie pieniędzy, które zapisano w umowie Walaska rok wcześniej, kiedy ekipę budował poprzedni sternik Polonii Jacek Wojciechowski.

Dering był ostrożny. I nic dziwnego. Dostał nauczkę, kiedy w ub. roku musiał prosić miasto o dodatkowe pieniądze. Walczący wówczas o ekstraligę bydgoski dream team, który z łatwością rozbijał przeciwników w I lidze, był bardzo drogi w utrzymaniu. Przypomnijmy, że miasto musiało przekazać Polonii aż 6 milionów złotych - to rekordowa kwota na sportowy klub. Więcej się nie powtórzy. W tym roku ratusz wesprze żużlowców kwotą mniejszą o połowę.

- Rozumiem te ograniczenia, ale z Walaskiem w składzie walczylibyśmy o pierwszą czwórkę. Rozumuję także następująco: lepszy skład i więcej zwycięstw, to więcej kibiców na trybunach, a w związku z tym większe wpływy do kasy - mówi Kanclerz.

Dering nie zamierzał jednak ryzykować ewentualną niewypłacalnością. Zimą tego roku podobne problemy w Częstochowie i Tarnowie omal nie zakończyły się upadkiem Włókniarza i Unii. Polonia pojedzie bez Walaska, za to z Rosjaninem Artiomem Łągutą i Krzysztofem Buczkowskim.

Obecny konflikt w Polonii wiąże się także z negocjacjami z żużlowcami. Kanclerz z reguły był od nich odsunięty. - Szkoda. W Gorzowie dogadałem się Artiomem Łagutą dosłownie w siedem minut - podkreśla dyrektor sportowy bydgoskiej drużyny. Znajomość zawodników i dobre z nimi kontakty to akurat jego wielki atut wypracowany przez wiele lat istnienia w żużlowym środowisku. Nie pomogła także w relacjach między prezesem a dyrektorem sportowym sprawa Oskara Ajtnera-Golloba. Kanclerz popierał transfer nastoletniego syna Jacka do Polonii. Dering nie zamierzał spełniać finansowych żądań Władysława Golloba.

Obaj szefowie Polonii ciągle mieli więc różne poglądy na wizję i przyszłość drużyny. Ostatnim zarzewiem sporu stała się sprawa połączenia przez Kanclerza funkcji dyrektora sportowego i menedżera zespołu. Nie zgodził się na warunki zaproponowane przez Deringa - Tak się mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To jednak nie w moim stylu spierać się o 300-500 złotych więcej. Są inne, ważniejsze kwestie - podkreśla dyrektor sportowy.

Jaki będzie dalszy los sporu między szefami Polonii, rozstrzygnie rada nadzorcza spółki. Decyzja zapadnie pod koniec lutego, kiedy z sanatorium wróci prezes Dering. Wczoraj nie udało się nam z nim skontaktować.

- Nie chodzi o to, żebyśmy w klubie na korytarzu odwracali się do siebie plecami. Mamy współdziałać. Jeśli nie dojdzie do kompromisu i poczuję, że jestem zbyteczny, odejdę - kończy Kanclerz.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się