Po raz pierwszy od wielu, wielu lat, końcówka jednego z meczów NBA zostanie powtórzona. Dlaczego i co może z tego wyniknąć? A poza tym: który z koszykarzy rzuca za dużo? Kto ma najlepszą fotkę z zabawy sylwestrowej? Który z graczy NBA nie pojedzie na Olimpiadę w skoku wzwyż? Wszystkiego dowiecie się z kolejnego przeglądu minionego tygodnia w NBA.
OBROŃCY
LARRY HUGHES (Cleveland Cavaliers). Obrońca Cavs, mimo że w karierze zdarzało mu się zdobywać powyżej 20 punktów w meczu, nigdy nie mógł pochwalić się wysoką skutecznością z gry. W tym sezonie osiągnął jednak nową jakość - trafia tylko nieco ponad 33% swoich rzutów. Zdesperowani fani Cleveland mają już przepłacanego (12 milionów za sezon) gracza dość. Jeden z nich założył nawet stronę heylarryhughespleasestoptakingsomanybadshots.com, na której umieszcza analizy kolejnych fatalnych meczów Hughesa. Czekamy, aż któryś z naszych mniej tolerancyjnych czytelników założy stronę zczubaniepiszcietyleonba.pl
RON ARTEST (Sacramento Kings). Ron Artest leczy właśnie kontuzję i nie może się doczekać powrotu na parkiet i walki o miejsce w play off, na które szansę "Królowie" (bilans 15-21 i 11 miejsce na Zachodzie) mają równie wielką, co sam Artest na zrobienie kariery muzycznej. Ron to koszykarz wybitnie nieprzewidywalny, ale wiemy o nim dwie rzeczy: jest kiepskim raperem i surowym sędzią. Podczas niedawnego treningu, nie mogąc jeszcze grać razem z kolegami, postanowił zabawić się w arbitra. W jednej z pierwszych akcji dał Justinowi Williamsowi przewinienie techniczne za wieszanie się na koszu.
SKRZYDŁOWI
ANDREI KIRILENKO (Utah Jazz). W zeszłym sezonie Kirilenko płakał bo trener Sloan trzymał go na ławie. Miał nawet zamiar zrezygnować ze swojego lukratywnego kontraktu tylko po to aby móc grać więcej. Panowie podobno się ze sobą dogadali i Rosjanin gra w tym sezonie więcej. Wątpimy czy jego samopoczucie jest dużo lepsze, bo dla odmiany Jazz radzą sobie średnio i gdyby sezon kończył się dziś, nie weszliby do play off, jednak w Sylwestra Rosjanin bawił się znakomicie:
DWIGHT HOWARD (Orlando Magic). Z "Magików" ostatnio zeszło nieco powietrze (5 porażek w ostatnich 7 meczach), ale Howard wciąż jest praktycznie nie do powstrzymania. W przegranym meczu z Denver zaliczył 20 punktów i 13 zbiórek, choć tak naprawdę punktów zdobył 22 - niestety dwa z nich nie do tego kosza co trzeba (przewińcie na 42 sekundę tego skrótu):
CENTER
ANDREW BYNUM (Los Angeles Lakers). Przed sezonem myśleliśmy, że "Jeziorowcy" pójdą na dno, a Kobe poleci na Pluton. Tymczasem Lakers niespodziewanie mają najlepszy bilans w Konferencji Zachodniej. Jednak w najbliższym czasie będą musieli sobie radzić bez swojego młodego centra, który w niedzielnym meczu przeciw Grizzlies odniósł kontuzję kolana i nie zagra przez 8 tygodni. Bynum zalicza w tym sezonie 13,1 punkta, 10,2 zbiórki i rzuca ze skutecznością 63,6%. Przed nim jedynymi graczami Lakers, którzy notowali double-double i mieli ponad 60% z gry, byli Wilt Chamberlain i Kareem Abdul Jabbar. "Jeziorowcom" będzie jego osiągów brakować. Trochę mniej będą tęsknili za jego pomeczowymi wywiadami:
SŁOWO TYGODNIA: Powtórka. Potocznie "powtórne pokazanie, wykonanie czegoś". Powtórka będzie konieczna w przypadku meczu Miami Heat i Atlanty Hawks rozegranego 19 grudnia, a dokładniej powtórka ostatniej minuty meczu. Po raz pierwszy za kadencji Davida Sterna, NBA zgodziło się na taki manewr. Powodem był błąd protokolantów, którzy przy stanie 114-111 dla Hawks wpisali Shaq'owi 6 faul, choć było to dopiero 5 przewinienie. Powtórka ostatnich 51,9 sekund odbędzie się tuż przed kolejnym meczem tych drużyn w Phillips Arena, 8 marca. Grudniowy mecz Heat przegrali, będą mieli szansę się zrehabilitować.
Ciekawostka: podobna sytuacja miała miejsce w sezonie 1978-79 kiedy to konieczna była powtórka przerwanego meczu między Philadelphia Sixers a New Jersey Nets. W czasie między początkiem meczu a jego oficjalnym zakończeniem, obydwie drużyny wymieniły zawodników - do Nets powędrował Harvey Catchings, a do Sixers, Al Skinner i Eric Money. W rezultacie gdy mecz wreszcie dokończono stali oni po przeciwnych stronach barykady w stosunku do pierwszego spotkania, tak więc technicznie rzecz biorąc zmienili barwy klubowe w trakcie meczu. "Ciekawe prawda?"
BILIARDERZY
Nasz klub jest w tym tygodniu wyjątkowo ubogi - grono biliarderów powiększyło się tylko o dwa klasyczne biliardy, jeden autorstwa Ryana Hollinsa z Charlotte (w meczu przeciw Denver), a drugi w wykonaniu Jeremy'ego Richardsona ze Spurs (przeciwko Detroit). Ponieważ Richardson dopiero tydzień temu podpisał kontrakt z San Antonio (wcześniej był liderem strzelców z D-League), więc damy mu jeszcze czas, dlatego biliarderem tygodnia zostaje Ryan Hollins. Hollins został wybrany z 50 numerem draftu NBA przez "Bobki". Mierzący 213 centymetrów center zalicza w tym sezonie średnio 2,4 punkta i 2,5 zbiórki. Cóż - nie w meczu z Nuggets:
Hollins studiował na UCLA i oprócz gry w koszykówkę, trenował również skok wzwyż. Jego najlepszy wynik to 2,08 m. W 1936 roku byłby to rekord świata. W chwili obecnej minimum olimpijskie wynosi 2,30. Kariera skoczka raczej Hollinsowi nie grozi, ale od czasu do czasu potrafi zrobić użytek ze swojej skoczności: