Dobry pomysł, zły pomysł: Milanu nie da się lubić

zczuba
2007-10-04 , aktualizacja: 04.10.2007 16:02
A A A Drukuj
Fot. Andrew Milligan AP
Gdy Dida udawał wczoraj ciężko rannego zadzwoniła do nas osoba z kierownictwa działu sportowego "GW" i narzekała: "Tego Milanu lubić nie sposób! Są trzy razy lepsi piłkarsko, a odstawiają jakieś szopki"
Dobry pomysł: Celtic Park. Milion razy pisaliśmy jaki ten Celtic jest słaby. Wypominaliśmy graczy na poziomie II ligi angielskiej, słabe transfery itd., itp. W LM ta zbieranina nie wygrała jeszcze meczu na wyjeździe. Wydawałoby się, że szczytem marzeniem dla mistrzów Szkocji powinna być walka o trzecie miejsce dające awans do Puchar UEFA. Ale gdy dochodzi do spotkań u siebie Celtic potrafi wygrać z każdym. Tu już nie może być mowy o przypadku, skoro przez ostatni rok w Glasgow poległy Manchester United i Milan. Kibice ich niosą? Murawa gościom nie sprzyja? Stadion Celticu leży na wysokości 3 tys. m.n.p.m? To jakiś futbolowy cud...
Zły pomysł: Milan. Jak ich lubić? Mają wielką drużynę z najmniej efektownym napastnikiem świata (Inzaghi), której zaczyna chcieć się grać kole kwietnia. W dodatku to banda oszustów. Owszem, za wbiegnięcie chuligana na murawę Celtic powinien zostać ukarany, a ów chuligan nigdy nie powinien już wejść na żadną imprezę sportową. Ale to co zrobił Dida nie ma nic wspólnego z grą fair. Brazylijczyk został dotknięty ręką, zaczął bandytę gonić, po czym padł na murawę. Odstawiał cyrk przez kilkanaście minut, aż doszło do zmiany. Liczył na przyznanie walkowera? Na przerwanie meczu? Może zostanie ukarany za symulowanie i próbę oszukania arbitra i widzów.

Dobry pomysł: Alex Ferguson. Niesamowite co wyrabia z Manchesterem. Z drużyny, która zachwycała niebywale efektowną grą i strzela dużo goli zrobił zespół, który ciągle gra efektownie i wygrywa 1:0. Aż sześć razy w tym sezonie MU zwyciężał właśnie w takim stosunku. "Czerwone diabły" przypominają lokomotywę, która dopiero się rozpędza. Do ideału brakuje powrotu do formy Rooneya i Ronaldo, odblokowania Teveza, ciut lepszej gry Naniego.
Zły pomysł: Avram Grant. Po dwóch tygodniach w końcu udało mu się wygrać i to nie z byle kim, bo z Valencią. Trudno po tak krótkim czasie zobaczyć rękę nowego szkoleniowca, ale czytając wypowiedzi piłkarzy można dojść do wniosku, że ta drużyna zaczęła funkcjonować obok trenera. Terry zagrał bo chciał, Drogba zagrał, mimo że zapowiadał odejście. W przeciwieństwie do ery Mourinho żaden z piłkarzy nie powiedział jeszcze o szkoleniowcu dobrego słowa.

Dobry pomysł: Leo Messi. Siedem meczów, siedem goli i gra z innej galaktyki. Argentyńczyk to zjawisko, każdy kibic kochający piłkę powinien mu życzyć zdrowia i formy. Dzięki temu będzie można siadać przed telewizorem i z przyjemnością oglądać geniusza w akcji. Żeby tylko mu nie odbiło, żeby ciągle spędzał wieczory w towarzystwie rodziców, żeby nie zaczął szlajać się po nocnych klubach. Tak jak wiecie kto.
Zły pomysł: Kaka. Kiedy Brazylijczyk rozegrał mecz na miarę najlepszego piłkarza świata 2007 r.? W maju? To nie tak, że go nie doceniamy, ale w tym sezonie nie pokazał zbyt wiele, a Złotą Piłkę pewnie dostanie, za doprowadzenie Milanu do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Budziłaby się w nas złość, gdyby rok temu najlepszym piłkarzem globu nie obwołano Fabio Cannavaro, który w sumie zagrał dobrze może z pięć spotkań (wszystkie na mundialu), a potem znaczenie przyczynił się do kryzysu Realu Madryt. Gorszego zwycięzcy od Włocha po prostu już być nie może.

Dobry pomysł: Polacy w Lidze Mistrzów. Boruc miał zatrzymać Milan, Kuszczak Romę, ale ani jeden ani drugi nie miał ku temu okazji. Pierwszy pewnie będzie miał jeszcze okazję, drugi musi mieć nadzieję. Ale i tak fajnie, że wszyscy ich chwalą, że doceniają trenerzy, dziennikarze i koledzy z zespołu.
Zły pomysł: Polacy w Lidze Mistrzów. Trzech siedziało na ławie (Fabiański, Dudek, Janczyk), czterech na trybunach (Golański, Żewłakow, Żurawski, Kaźmierczak) i trzech grało (Boruc, Kuszczak, Lewandowski). Przed startem tej edycji cieszyliśmy się, że gra ich w fazie grupowej aż dziesięciu. Nigdy wcześniej (wyłączając lata z udziałem Widzewa i Legii) nie było ich aż tylu. Marzyliśmy o pierwszym od marca 2005 r. golu. Dziś te marzenia to wiara w nogę Lewandowskiego. Super, że gra, super że jego drużyna wygrywa i jeszcze bardziej super, że mimo wielkiej konkurencji ciągle jest pewniakiem.

Podziel się