Kto zna nas bliżej, wie, że zarost sportowców otaczamy kultem i jest dla nas równie ważny co nasz własny. Pisaliśmy już o brodach
tu i
tu, a także popełniliśmy
osobliwy ranking ich dotyczący. O wąsach
pisało już "Z Czuba", ale my temat odświeżamy, bo jest okazja. Jest nią internetowe głosowanie na największego wąsacza w sporcie. Wybory zorganizował
Amerykański Instytut Wąsika. Teraz każdy może poprzeć swoją ulubioną zarośniętą sportową wargę spośród nominowanych przez Instytut, albo wpisując własny typ. A zatem
do dzieła!
Po przejrzeniu listy nominowanych nasunęły nam się dwie myśli: po pierwsze zwycięzca może być tylko jeden:

Po drugie okazuje się, że wąs w tym konkursie wcale nie jest wymagany:

I to właśnie Adam Morrison przypomniał nam słynny wąs Larry'ego Birda. No właśnie. Odpowiedź na pytanie "Czy Larry Bird naprawdę miał wąsy?", jest równie łatwa jak w przypadku pytania "Czy istnieje Bóg?". Są ludzie, którzy wierzą, że Bird miał wąsy, są nawet tacy, którzy je widzieli i twierdzili, że do nich przemawiały. My chcemy wierzyć, ale wciąż szukamy namacalnego dowodu. Oto najlepszy, jaki udało nam się znaleźć:

W NBA są jednak zawodnicy z bardziej okazałym zarostem. Liga ta co prawda nie ma na tym polu zbyt bogatej tradycji, ale mimo to, wielu zawodników z dumą nosi modnie przycięty wąsik. Nie sposób wymienić wszystkich, ale chcielibyśmy przypomnieć kilku naszych ulubionych, o których zaroście Adam Morrison marzy codziennie i
płacze z zazdrości.
Charles Barkley - żywy przykład na to, że to nie wąsy zdobią człowieka,
ale człowiek wąsy. Być może nie wspominalibyśmy o nich, gdyby przyczepiony doń koszykarz nie bił się regularnie z maskotkami, nie pluł na małe dziewczynki i nie ścigał się z 67-letnimi sędziami kradnąc im potem całusy. Wąsy nie tylko dodawały wszystkiemu co wyczyniał Sir Charles smaczku, ale też świetnie prezentowały się na zdjęciach.

Derek Harper - pozornie
jego wąsik niczym się nie wyróżniał. Patrząc na grę Harpera w czasach jego świetności, mieliśmy jednak wrażenie, że gdyby go zgolił, to stałby się niewidzialny. Potwierdziło się to, gdy
przeszedł do Lakers. Tak więc w przypadku Dereka, wąsy były nie tylko ozdobą, ale również kotwicą trzymającą go w naszym wymiarze.
Greg Kite - jeden z licznych białych kolesi, którzy grzali ławę w latach 80 i w pierwszej połowie 90, uważany za najgorszego gracza mistrzowskich składów Celtics w 1984 i 1986 roku. Pamiętamy go tylko dlatego, że gdy dawno temu zbieraliśmy karty koszykarskie, mieliśmy w swojej kolekcji właśnie Grega Kite'a. Ciężko o zdjęcie oddające jego wspaniałość, ale uwierzcie, że nie ma wąsów bardziej klasycznych niż
ten. Ponieważ jego fryzura była równie klasyczna, wielu uważało, że Greg był pierwszym koszykarzem z Europy wschodniej w NBA.
Walt Frazier - dawny gwiazdor New York Knicks znalazł się również na liście Amerykańskiego Instytutu Wąsika. I słusznie. Był on od zawsze najbardziej stylowo zarośniętym koszykarzem NBA. Nam będzie się kojarzył głównie ze swoich
niesamowitych bokobrodów, ale wąsy były do nich najlepszym z możliwych dodatkiem.
Patrick Ewing - "King Kong" to nie tylko jeden z najlepszych centrów w historii ligi zawodowej, ale również dumny posiadacz wąsika. Co prawda później zapuścił także bródkę, zmniejszając tym samym nieco ich niezwykłość, ale tego zdjęcia nikt mu już nie odbierze:

John "Hot Rod" Williams - fryzura typu "flat top" oraz wąsik to była, jest i zawsze będzie
zwycięska kombinacja. Świadectwem tego był Patrick Ewing, był też Williams - były skrzydłowy Cleveland Cavaliers. Jego przydomek
"Hot Rod" wziął się od tego, że jako dziecko lubił ślizgać się po podłodze wydając dźwięk silnika samochodowego. Wszedł on na stałe do historii polskiego komentarza sportowego po tym, jak panowie Szaranowicz i
Łabędź (zresztą też niezły wąsacz) przetłumaczyli go jako "Gorący drąg". "Gorący drąg" to zdecydowanie najfajniejsza ksywa, jaką w życiu słyszeliśmy.
Sarunas Marciulionis - pierwszy Litwin w NBA był swojego czasu esencją koszykarza z dawnego ZSRR. Typowa, nie wyróżniająca się niczym fryzura oraz nieodłączny
włochaty kompan tuż pod nosem. Sarunas niestety dość szybko padł ofiarą amerykanizacji i wąsa zgolił. Potem jego karierę skutecznie spowolniły liczne kontuzje.
Dobra - kończymy, bo moglibyśmy tak w nieskończoność. Na pewno wiele wąsów pominęliśmy i nie jesteśmy z tego szczególnie dumni. Zresztą nieważne kto znalazł się na naszej liście. Tak naprawdę chcieliśmy napisać tekst, który mógłby pomóc misji Amerykańskiego Instytutu Wąsika, którą jest "Ochrona praw i walka z dyskryminacją wąsaczy, poprzez promowanie zapuszczania, dbania i kultury wąsika". Zatem zapuszczajmy, dbajmy, eksponujmy i zbierajmy cenne nagrody.
*********************************
Teksty
"Czarne kwiaty, białe korzenie" spółki spiro&kostrzu we wtorki i soboty w serwisie, a więcej w tym klimacie na
sokratesljoekelsoey.blox.pl