Juniorzy Polonii grają o mistrzostwo Polski. Trener Michał Libich opowiada o swoim zespole

Od dziś w Siemiatyczach Polonia Warszawa po raz czwarty w historii będzie walczyć o mistrzostwo Polski juniorów starszych. Tak kończy się, a może dopiero zaczyna historia drużyny, która powstała siedem lat temu po jednym z naborów do sekcji piłkarskiej.
- Kiedy zaczynaliśmy, powiedziałem tym chłopcom, że jak będą dobrze się prowadzić, dobrze pracować, kilku z nich zaistnieje w piłce. Chyba tak się dzieje, skoro są młodsi o rok od swoich rywali, a już walczą mistrzostwo Polski - mówi trener drużyny Polonii rocznik 1987 Michał Libich. Opowiada też o tym, jak powstała, jak trenowała i co dalej będzie się z nią działo.

Wzory z Zachodu

Na pierwszym roku studiów na AWF podszedł do mnie trener Krzysztof Chrobak. Zaproponował mi poprowadzenie w Polonii rocznika 1987. Znał mnie, bo byłem w Polonii zawodnikiem od trampkarza do seniora. Bez wahania przystałem na propozycję.

Grać w lidze zaczęliśmy późno, o dwa lata później niż inne zespoły. Do 14. roku życia chłopcy nie powinni grać o punkty. Bez względu na to, czy ktoś chce grać o wynik, czy nie każdy lubi wygrywać. Taka jest specyfika ligi. Wtedy treningi są przeprowadzane "pod mecz". W przeddzień nie zrobi się przecież większego treningu, bo chłopcy będą zmęczeni. Po meczu trochę odpuszczamy. To już są trzy dni wyjęte z treningu w tygodniu, w skali roku to już będzie bardzo dużo. Na świecie rezygnuje się z lig w młodym wieku. W Anglii nawet do 16. roku życia nie ma lig, tylko turnieje. Nie ma tej presji, na przykład rodziców, jest tylko praca, praca i praca. W Polsce już dziesięciolatki mają ligę, to błąd.

W pracy czerpię wzory z zachodnich lig, ale chodzę na konferencje polskich trenerów, którzy jeżdżą po świecie. Dzięki PZPN odbyłem staż w Covercciano, ośrodku włoskiej federacji piłkarskiej. Jeździłem też sobie do Holandii i Niemiec, tam grupy młodzieżowe trenują na otwartych obiektach. Można wejść i zobaczyć. To jest moje życie, ja się wokół tego kręcę, więc znajduję sobie takie okazje. Podpatrzyć, jak się gdzie indziej pracuje. W Holandii widziałem treningi Ajaksu, w Niemczech byłem w ośrodku Bayernu Monachium.

Szkoła holenderska jest najlepsza na świecie. Ściągają chłopaków z całego świata, ale wykształcili niesamowity system. Stawiają na pewne stałe elementy: koordynacja, technika, później taktyka. To później procentuje.

Treningi w Polonii mamy już takie same jak w Holandii i myślę, że dlatego w Polsce z grupą o rok młodszych chłopaków walczymy teraz o mistrzostwo Polski, a w pierwszym meczu fazy pucharowej pokonaliśmy Lechię Gdańsk 8:1, choć wtedy zagraliśmy systemem 4-5-1, takim jak gra Chelsea Londyn. Na warunki polskie można wychować w ten sposób dobrych zawodników. Ale zdaję sobie sprawę, że nawet trenując tak samo, nie możemy dorównać zawodnikom zachodniej Europy czy teraz wschodniej, gdzie baza treningowa jest świetna. Robimy to samo, ale oni nas wyprzedzają, bo są szybsi.

U nas gra się zazwyczaj na krzywym boisku. Chłopiec przed przyjęciem piłki musi spojrzeć, czy ona mu po drodze gdzieś nie skręciła, nie uciekła od nogi. W Holandii chłopiec nie patrzy już na piłkę, bo wie, że ona przyleci mu do nogi, on już tylko patrzy, gdzie ją podać dalej. W Polsce trenujemy, patrząc najpierw w ziemię, a później w górę, a za granicą najpierw w górę, później ewentualnie w ziemię. Jeśli wykształci się taki nawyk, to wiadomo, że nasza gra będzie wolniejsza.

Poprosiłem trenera reprezentacji Polski Michała Globisza, żeby nie powoływał do kadry piłkarzy z Polonii, miałem przez to z nim na pieńku, ale uważam, że nie ma co przesadzać. W Polsce chłopcy w wieku 18 lat są często już przemęczeni. Jeżeli czytam, że zawodnik, lat 17, rozegrał 60 spotkań w kadrze, a oprócz tego w lidze i pewnie jeszcze w różnych rocznikach, to wiem, że ma on już organizm 30-letniego zawodnika. Każda książka mówi, że taki młody chłopak może grać 30-40 spotkań rocznie. My zrobiliśmy jeden wyjątek. Do kadry garnął się Maciek Biernacki, był jej kapitanem. Nie wyszło to mu na dobre. Ostatnio do nas wrócił. Gdyby nadal grał w kadrze, przypuszczam, że nie byłby już piłkarzem.

Z jednej szkoły

Nie stawiam tylko na treningi piłkarskie. Nie tylko one decydują o sukcesie. Od początku starałem się moim juniorom wpajać zasady, według których zawodnik może się prawidłowo rozwijać. Zaleciłem im odpowiednie odżywianie, wypoczynek. Na początku w szoku byli rodzice. Oni przyzwyczajali się do tego, że idą z dziećmi do McDonalda, a po moich pogadankach musieli z tego zrezygnować. Nie zdarzało mi się chłopaków przyłapać na piciu piwa, były tylko pojedyncze przypadki. Zleciłem chłopcom zajęcia z gimnastyki. Podłapałem kontakty na AWF-ie i potem trenowali na Targówku, w najlepszej sekcji gimnastycznej w Polsce. Ćwiczyli sprawność ruchową, koordynację. Przez te siedem lat zleciłem też pojedyncze zajęcia z aerobiku z dziewczyną, która miała sukcesy w tej dziedzinie.

Większość chłopców trenuje razem od siedmiu lat, aż 18 chodzi do jednej klasy piłkarskiej w Zespole Szkół Sportowych 72 przy ulicy Konwiktorskiej. Taka sytuacja pomaga mi w prowadzeniu treningów, przede wszystkim integruje zespół. Nie mamy problemów z nauką. W tym roku dwójka juniorów zdała matury, jeden bardzo dobrze.

Trenowaliśmy głównie na bocznym, piaszczystym boisku Polonii, tzw. Saharze, ale dzięki naszym sponsorom mieliśmy pieniądze, aby ćwiczyć na boisku w Białołęce, w hali na Bemowie, w naszej szkole sportowej. Nasz sukces można po części wytłumaczyć tym, w jakich warunkach trenują młodzi piłkarze z całej Polski. Na sto klubów pierwszej i drugiej ligi pięć-sześć ma bardzo dobrą bazę treningową. Inni taką jak na Polonii. Wiem coś o tym, bo pisałem na ten temat pracę magisterską.

Chłopcy z Kamiennej

Po awansie do finału wszyscy teraz zaczęli się interesować naszą drużyną. Możemy wreszcie trenować na głównym boisku przy Konwiktorskiej, co przez siedem lat nam się nie zdarzyło. Niby jest zainteresowanie ze strony klubu, wszyscy nas chwalą, ale nie czuję tego, że prezesowi czy trenerom zależy na tych chłopcach. Czuję brak przekonania co do ich umiejętności. A to bardzo ważne, aby im zaufać, nie stracić go, gdy popełnią pierwszy błąd w seniorach. Trzech naszych zawodników - Maciej Biernacki, Cezary Wilk, Mariusz Bacławski - trenowało już z pierwszą drużyną Polonii, otrzymali propozycje podpisania kontraktów.

Na pierwszym miejscu dla tych chłopaków jest Polonia i w niej chcą grać. Starałem się dbać o to, aby przywiązać chłopców do klubu. Zawsze trenowaliśmy ubrani w czarne barwy, kupowałem im albumy o Polonii, razem chodziliśmy na mecze. Część z tych chłopaków siada na trybunie kamiennej i dopinguje pierwszoligowców. Mam w drużynie dwóch chłopców, którzy chodzą na Legię, ale szanują Polonię. Kiedy śpiewamy o Polonii, oni też śpiewają. Są z nami. Bez względu na to, jak potoczy się ich kariera do końca życia, wszystkim nam pozostanie sentyment do klubu.



Turniej w Siemiatyczach

Finałowy turniej o mistrzostwo Polski rocznika 1986 rozpoczyna się dziś w Siemiatyczach. Pierwszym rywalem Polonii dziś o godz. 11 będzie Górnik Łęczna, zespół, który ma w składzie już kilku pierwszoligowych zawodników. W środę o 17 "Czarne Koszule" zmierzą się z SMS Łódź, teoretycznie najsilniejszą drużyną turnieju, której zawodnicy odbywają staże w angielskich Southampton i Boltonie. W piątek Polonia kończy turniej meczem z Wisłą Kraków (godz. 11).