Tajemnicze zakończenie meczu GKS - Odra

Nieudolnie prowadzący zawody Marcin Borski z Warszawy w drodze do szatni został pobity przez rozwścieczonego kibica. Nie wiadomo tylko czy wcześniej zakończył mecz, czy go przerwał.
Po ostatnim gwizdku wszyscy byli przekonani, że sędzia spotkanie zakończył, choć najpierw przedłużył mecz o pięć minut, a nakazał zejście z boiska już w 93. min - zaraz po strzeleniu przez Odrę wyrównującej bramki. Ale później pojawiła się wersja, że... przerwał mecz, bo czuł się zagrożony. Powód pewnie by się znalazł: po golu dla gości kilku oszalaych szalikowców GKS przeskoczyło przez ogrodzenie i wbiegło na murawę.

- Ja wiem, jak było, ale panu tej informacji nie udzielę. Nie chcę mieć nieprzyjemności. Potem powiedzą, że wtrącam się do nie swoich spraw - stwierdził Roman Walczak z Łodzi, który był obserwatorem tego meczu. Sam Borski po meczu nie chciał się wypowiadać. Wczoraj nie odbierał komórki.

Wyniku na razie nie uwzględniamy w tabeli. Dalsze decyzje podejmie Wydział Dyscypliny PZPN. GKS grozi walkower i degradacja - i tak pewna nawet w razie utrzymania remisowego wyniku. W razie walkowera Odra zamiast punktu zyska trzy i na dwie kolejki przed końcem będzie mieć tylko dwa punkty straty do Polonii Warszawa, która zajmuje 12. miejsce.

Czarni lecą w naszą stronę

- Ubiję go, ubiję... - sapał koło reportera "Gazety" około czterdziestoletni mężczyzna w szaliku GKS. Staliśmy w tunelu prowadzącym do szatni. Po zdobyciu przez Odrę wyrównującego gola, arbiter gwizdnął i szybko ruszył w stronę wyjścia otoczony wianuszkiem wściekłych piłkarzy z Katowic. Kiedy był kilka metrów przed tunelem, mężczyzna w szaliku pobiegł w jego stronę. Arbiter dostał kilka ciosów pięścią w twarz. Ochrona - jak zwykle w Katowicach - zaspała. Najprzytomniej zachował się drugi trener GKS Lechosław Olsza, który odciągnął desperata na bok i przekazał w ręce ochroniarzy. W tym czasie kilku łysych osiłków spuściło lanie asystentowi Borskiego. Niewiele brakowało, by już w budynku klubowym dostało się kilku piłkarzom Odry, ale uciekli z powrotem do tunelu. - Ja myślałem, że ci czarni, co lecą w naszą stronę, to ochrona. A tu się okazało, że oni chcą nas lać! - kręcił głową Marek Bęben, drugi trener Odry. Prezes Odry Ireneusz Serwotka został opluty, kibice wybili szybę w szatni Odry.

Przed szatnią sędziów ustawili się ochroniarze, którzy przyprowadzili sprawcę pobicia, by Borski go zidentyfikował. Potem zabrała go policja. - Spodziewam się bardzo wysokich kar nałożonych na klub. Ale sędziowanie pana Borskiego stało na krytycznym poziomie. Nigdy go tak słabego nie widziałem - powiedział zdegustowany prezes GKS Piotr Dziurowicz.

Kartka za nura

Początkowo nic nie zapowiadało emocji. W I połowie gospodarze mieli kłopoty z wyjściem z własnej połowy. Pierwsza poważna akcja dała im gola. W 23. min w narożniku pola karnego Odry Marcin Dymkowski sfaulował Dawida Plizgę. Na trybunach przeważała opinia, że Borski dał karnego (wykorzystał go Krzysztof Markowski), choć nie musiał. - Jak można na taki mecz wyznaczyć takiego arbitra? Przecież Borski jest z Warszawy, w dodatku pracował kiedyś w KGHM [sponsor Zagłębia Lubin - red.]. A przecież Zagłębie i Polonia bronią się przed degradacją! To jest niepoważne, w środowisku sędziowskim nadszedł czas oczyszczenia! - denerwował się prezes Serwotka.

W II połowie wyglądało na to, że Borski próbuje naprawić błąd. Pokazał gospodarzom trzy czerwone kartki, ale tylko pierwsza była bezdyskusyjna. W 73. min Grzegorz Kmiecik zaatakował wyprostowaną nogą Wojciecha Myszora (noga w gipsie). Nerwowo nie wytrzymał Dymkowski i zaatakował Kmiecika. Obaj dostali czerwone kartki. W 82. min drugi żółty kartonik zobaczył Artur Andruszczak. - Sędzia powiedział mi, że przeszkadzałem wykonać rzut wolny - relacjonował piłkarz. W 90. min po jednym ze starć na środku boiska przewrócił się Plizga. Ku zdumieniu wszystkich sędzia dał mu drugą żółtą kartkę. - Powiedział mi, że to "za nura". Niby że symulowałem - opowiadał zdumiony Plizga.

W końcówce Odra dominowała. W 84. min piłkę z pustej bramki wybił Markowski, a w 90. min Tomasz Szewczuk trafił w słupek. Już w doliczonym czasie gry Jan Woś strzałem z obrotu wyrównał.

Dla Gazety

Piotr Dziurowicz, prezes GKS

Sędzia przerwał mecz?! Od pana się o tym dowiaduję, to jakaś bzdura! Kierownik drużyny podpisywał przecież pomeczowy protokół i nie było tam słowa o przerwaniu! Mało tego: w obecności naszego kierownika delegat PZPN wytknął sędziemu błąd przedwczesnego zakończenia spotkania w 93 minucie, bo przecież przedłużył je o pięć minut!

Paweł Maźniewski, kierownik drużyny GKS

W dokumentach które podpisywałem po meczu nie było ani słowa, że spotkanie zostało przerwane! Sędzia w mojej obecności przyznał tylko, że wcześniej zakończył mecz niż planował. Wyraźnie powiedział "zakończył mecz" , a nie "przerwał mecz", są na to świadkowie.

Andrzej Binkowski, delegat PZPN na mecz GKS - Odra

Mecz rzeczywiście został przerwany. Nie mówiliśmy tego od razu, by nie zaogniać sytuacji. Na pewno nie wytykałem panu Borskiemu błędu przedwczesnego zakończenia. Sędzia miał prawo do takiej decyzji. Czuł się zagrożony.

not.pacz

Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19