Sport.pl

Piłkarska II liga: 26. kolejka

Lider drugiej ligi padł na kolana w Sosnowcu. Szkoda tylko, że coraz lepiej grające ostatnio Zagłębie ma zbyt dużą stratę punktową, by myśleć o awansie.


Wygrał także, po raz pierwszy w rundzie wiosennej, Piast Gliwice. Podbeskidziu nie udało się pokonać u siebie dobrze zorganizowanej Jagiellonii. Po raz kolejny zawiódł Ruch Chorzów, który już do przerwy przegrywał trzema bramkami w Ostrowcu Świętokrzyskim.



Podbeskidzie - Jagiellonia 0:0

Bielszczanie rozczarowali. Najgroźniejszą akcję meczu przeprowadzili w 90. min. Kameruńczyk Endene Elokan podał do Mariusza Sachy, który znalazł się sam na sam z bramkarzem Andrzejem Olszewskim. 18-latek z Bielska nie zdążył oddać strzału, bo piłkę wybił mu obrońca Adrian Napierała, który dzień przed meczem był w Finlandii. Napierała zeznawał w sądzie w sprawie Łukasza M., który był oskarżony o dokonanie gwałtu na 16-letniej Fince. Ostatecznie Łukasz M. został uniewinniony. - Spokojnie mnie przepytywano, nie czułem żadnej presji. Cieszę się, że pomogłem swojemu koledze. W czwartek wyleciałem do Finlandii, a w sobotę po południu zjawiłem się w Szczyrku [tam Jagiellonia przygotowywała się do meczu z Podbeskidziem - przyp. red.] - mówił zadowolony Napierała.

Goście byli bliscy zwycięstwa. W 12. min Ernest Konon był w sytuacji sam na sam, ale Łukasz Merda obronił jego strzał, podobnie jak dobitkę Tomasza Pawlaka. W 30. min Paweł Sobolewski miał przed sobą tylko Merdę i obrońcę Artura Prokopa. Trafił jednak w nogi bielskiego obrońcy. Na dziesięć minut przed końcem gry Jacek Chańko huknął z 20 metrów, ale bramkarz nie dał się zaskoczyć. Merda po meczu był tak słaby, że przez kilka minut leżał na murawie. - Dopadł mnie jakiś wirus i przez ostatnie dni byłem bardzo osłabiony. W piątek wieczorem wziąłem ostatni antybiotyk. Przed spotkaniem czułem się dobrze, ale podczas meczu fatalnie. Jestem wykończony. Na dodatek ten remis to dla nas porażka - mówił, ciężko dysząc. W 45. min Łukasz Nawotczyński, walcząc o piłkę, wpadł na Łukasza Błasiaka. Piłkarz Podbeskidzia został odwieziony do szpitala. - To nie było ostre wejście - podkreślał kapitan bielskiej drużyny Adam Kompała. - Błasiak zerwał torebkę stawową. Być może powróci do składu dopiero pod koniec sezonu - mówił kierownik klubu Marek Móll. - Mam problemy z napastnikami i na dodatek Błasiak został wyłączony z kolejnych spotkań - narzekał Żurek.

W jego miejsce wszedł Artur Rozmus, który po 28 minutach został zmieniony przez Rafała Andraszka. - Rozmus przegrywał pojedynki główkowe i po jego błędach piłkę pozyskiwali goście. Dlatego też go zdjąłem - tłumaczył Żurek. Pecha miał pomocnik gości Dariusz Łatka, który dwukrotnie zderzył się w pojedynkach główkowych i miał rozbity łuk brwiowy. W jednym ze starć rękę zwichnął Krzysztof Zalewski z Jagiellonii.

PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA0
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 0
Podbeskidze: Merda - Zięba, Księżyc, Prokop, Rączka Ż - Pater, Koman, Kompała, Jaromin (44. Rozmus, 72. Andraszak) - Elokan Ż, Błasiak

Jagiellonia: Olszewski - Kulig, Nawotczyński, Napierała, Chańko Ż - Łatka, Markiewicz Ż, Zalewski, Sobolewski - Konon (62. Żuberek), Pawlak (81. Matys).

Widzów: 4000 (w tym 100 kibiców Jagiellonii).





Zagłębie - GKS Bełchatów 2:0

Lider drugiej ligi padł na kolana w Sosnowcu. - Udowodniliśmy, że możemy wygrać z każdym - odgrażał się po meczu Dzenan Hosić, obrońca Zagłębia.

Gdy ze składu Zagłębia wypadło kilku kontuzjowanych zawodników, a w tym gronie tak istotni dla gry zespołu Marcin Lachowski i Przemysław Pitry, w Sosnowcu nie brakowało pesymistów, którzy złowieszczyli, że Zagłębie do końca sezonu będzie obawiać się o drugoligowy byt.

Tymczasem trener Krzysztof Tochel poukładał klocki na nowo. - Wszyscy powtarzali, że Zagłębie mają już rozpracowane, to trzeba było coś zmienić - uśmiechał się. Główna zmiana polega na tym, że rolę skrzydłowych pełnią teraz obrońcy, a nominalni skrzydłowi schodzą do środka pola i są odpowiedzialni za rozegranie piłki. Dodatkowo grę lidera rozpracował Bogdan Pikuta, drugi trener sosnowieckiej drużyny.

Jednak GKS Bełchatów - najsilniejszy zespół II ligi - już dawno przestał sobie zaprzątać głowę taktyką, jaką szykuje na nich rywal. Bełchatowianie grają po prostu swoje - przegrywają rzadko (przed Zagłębiem ta sztuka udała się tylko Podbeskidziu i Koronie), u siebie czy na wyjeździe walczą o trzy punkty.

Mecz w Sosnowcu też rozpoczął się od przewagi drużyny gości. GKS dłużej utrzymywał się przy piłce, ale nie kończył akcji strzałami.

W 16. min, w środku pola - wydawało się, że niegroźnie - zderzyli się Janusz Wolański i Dariusz Pawlusiński. Akcja toczyła się dalej, ale pomocnik GKS-u bezwładnie osunął się na murawę. Zawodnicy z Bełchatowa, widząc, że ich kolega nie daje znaku życia, zaczęli krzyczeć: "Lekarza!". Po chwili na boisko wjechała też karetka pogotowia. Pawlusiński ocknął się po kilkudziesięciu sekundach, polał kark zimną wodą i jakby nic wrócił do gry. - Dostałem w przeponę i mnie trochę zamroczyło, straciłem przytomność. Dobrze, że mnie koledzy szybko ocucili - opowiadał potem.

Po kolejnych trzech minutach piłkarze GKS-u mieli jeszcze większy problem. Po rzucie rożnym Tomasza Łuczywka piłka spadła pod nogi Hadisa Zubanovicia. Napastnik Zagłębia nie trafił czysto w piłkę, ale przypadkiem zagrał ją do jeszcze lepiej ustawionego Wojciecha Małochy - strzał z dziesięciu metrów był tak mocny, że bramkarz GKS-u zdołał tylko dobić piłkę. - Dobiegłem do niej pierwszy i było po sprawie - opisywał Ujek, który trafił wślizgiem w piłkę i skierował ją do siatki z kilku metrów.

Ujek - zazwyczaj napastnik - zagrał w sobotę na środku pomocy. - Nawet nie przypuszczałem, że grając na tej pozycji, można mieć tyle okazji do strzelenia bramek - uśmiechał się. Pomocnik sosnowieckiej drużyny był szczególnie aktywny przed przerwą - piłka po jego strzale głową, a potem z woleja o centymetry minęła bramkę Aleksandra Ptaka. - Rozgrywającym wielkim jednak nie jestem. Nie dograłem kolegom z ataku zbyt wielu piłek - ocenił samokrytycznie.

Po stracie bramki GKS zaatakował jeszcze odważniej, ale efektem przewagi w środku pola były tylko przepychanki Grzegorza Króla z obrońcami Zagłębia. Cztery razy napastnik GKS-u przewracał się w polu karnym i błagalnie spoglądał na sędziego, ale za każdym razem interwencje obrońców sosnowieckiej drużyny były zgodne z przepisami. - To jest właśnie drugoligowe bagienko - denerwował się po meczu Król. - Przegrani zawsze narzekają na sędziowanie - skomentował zachowanie swojego piłkarza Mariusz Kuras, trener drużyny z Bełchatowa.

Losy spotkania rozstrzygnęły się tuż po przerwie. Małocha wywalczył rzut wolny tuż przed polem karnym (faul Artura Kościuka), a do piłki podeszli Wolański i Tomasz Łuczywek. Wolański ruszył do piłki pierwszy, ale tylko postraszył bramkarza. Dzieła dokończył wychowanek Zagłębia, który cudownym technicznym strzałem uderzył piłkę ponad murem, a ta wpadła do bramki tuż pod poprzeczką. - Po prostu się udało. Cieszę się, że wpadło, bo na bramkę na Ludowym czekałem blisko rok - mówił Łuczywek, który jest z pewnością najskromniejszym piłkarzem w całej drużynie. Przed meczem z Mławą Łuczywek został kapitanem i zamienił koszulkę z numerem 10 na 14. - Jeszcze raz się okazało, że numery nie grają - żartował Wojciech Rudy, dyrektor klubu.

Sosnowiczanie mieli okazje na kolejne bramki. Z dystansu bardzo groźnie uderzali Wolański i Małocha, który próbował też zaskoczyć Ptaka strzałem głową.

GKS największą szansę na honorową bramkę miał w doliczonym czasie gry, ale Radosława Matusiaka dwa razy skutecznie zatrzymał Marcin Bęben. - W sumie trudno powiedzieć, dlaczego przegraliśmy. Zagraliśmy jedno z lepszych wyjazdowych spotkań w sezonie. Kontrolowaliśmy przebieg gry, mieliśmy sytuacje. Tylko punktów nie ma - dziwił się Pawlusiński.

- Zwycięstwo z liderem ma swoją wymowę. To był heroiczny wysiłek, ale dla naszych kibiców warto się zmęczyć, warto grać - podkreślał Ujek.

Zagłębie Sosnowiec 2 (1)

GKS Bełchatów 0 (0)

Strzelcy bramek

Zagłębie: Ujek (18.), Łuczywek (48.)

Zagłębie: Bęben - Warakomski, Treściński, Hosić, Adżem - Wolański, Morawski Ż, Ujek Ż (80. Madziar), Łuczywek - Zubanović (69. Malinowski), Małocha (87. Chwalibogowski)

GKS: Ptak - Berliński (55. Gierczak), Frohlich, Kościuk - Pawlusiński (82. Górski), Hinc, Garguła, Kuranty, Pietrasiak - Chmiest (67. Matusiak), Król Ż

Widzów: 4500

Piast - Szczakowianka 1:0

Piłkarze Piasta Gliwice odnieśli wiosną pierwsze zwycięstwo. - Jestem szczęśliwy, że w końcu przełamaliśmy tę fatalną passę. Szczególnie cieszy mnie też fakt, że to właśnie ja strzeliłem gola - podkreślał Stanisław Wróbel, napastnik Piasta, który był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Wróbel starał się i wciąż szukał okazji do strzelenia gola. W 14. min, po wrzutce Roberta Sierki w pole karne Szczakowianki, niefortunnie interweniował Maciej Palczewski, który wybił piłkę wprost pod nogi Wróbla. Gliwicki napastnik spokojnie przymierzył i posłał piłkę do pustej bramki. - Na początku rundy trochę chorowałem, potem miałem kłopoty z kostką. Teraz jestem zdrowy i mogę strzelać kolejne gole - uśmiechał się Wróbel, który w tym meczu jeszcze kilkakrotnie mógł pokonać bramkarza z Jaworzna. W 51. min, po jego strzale z pola karnego, piłka najpierw odbiła się od poprzeczki, potem od słupka, a na końcu wyszła w pole. W 89. min napastnik gospodarzy próbował zaskoczyć Palczewskiego strzałem z rzutu wolnego, jednak dobrze ustawiony bramkarz pewnie złapał piłkę. - Sami strzeliliśmy sobie gola, wielka szkoda. Gdyby nie ten błąd, to może mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. Uważam, że można było zremisować w Gliwicach - podkreślał Robert Chudy, pomocnik Szczakowianki.

Gospodarze mocno zapracowali na to zwycięstwo, ponieważ niemal przez cały czas atakowali bramkę Szczakowianki. Jaworznianie w całym meczu stworzyli zaledwie dwie sytuacje strzeleckie. Żadna z nich nie była jednak na tyle groźna, żeby mogła przynieść efekt.

Gospodarze sobotni mecz zakończyli tradycyjnie w dziesiątkę (za drugą żółtą kartkę w 48. min boisko opuścił Paweł Gamla). - To czwarty mecz na własnym boisku, w którym dostajemy czerwoną kartkę. Nie rozumiem tego, bo piłka nożna to nie szachy, a my jako trenerzy wymagamy przecież od zawodników zaangażowania i waleczności - mówił trener gliwiczan Jacek Zieliński. Już kwadrans później siły były jednak wyrównane, bo czerwoną kartkę za faul na środku boiska otrzymał Rafał Naskręt. Do piłkarza Szczakowianki największe pretensje mieli jego koledzy. - Po meczu przeprosiłem drużynę w szatni, uważam jednak, że ten faul nie kwalifikował się na czerwoną kartkę - mówił Naskręt. - Rafał zachował się nieodpowiedzialnie, bo graliśmy z przewagą jednego zawodnika i mogliśmy zremisować. Nie zauważyłem jednak na boisku żadnej brutalności ani złośliwości, więc dziwią mnie trochę niektóre decyzje sędziowskie. Żałuję natomiast, że w 90. min meczu sędzia nie dopatrzył się niczego szczególnego w popchnięciu w polu karnym naszego napastnika - dodał trener Szczakowianki Janusz Białek.

Piast Gliwice 1 (1)

Szczakowianka Jaworzno 0

Strzelec bramki

Wróbel (14.)

Piast: Gorczyca - Michniewicz, Kędziora Ż, Szmatiuk, Zadylak - Kaszowski, Gamla Ż,CZ, Sierka (65. Taraszkiewicz Ż), Kupis - Pałkus Ż (51. Karwan Ż), Wróbel (90. Wysogląd).

Szczakowianka: Palczewski - Naskręt CZ, Copik, Fornalik, Górak Ż - Chudy, Adamus (84. Boś), Chylaszek (46. Wasiu), Anih - Węgier Ż, Solnica Ż.



KSZO - Ruch Chorzów 3:1



Mocno zagubieni w pierwszej połowie chorzowianie pomogli gospodarzom w efektownej wygranej. Ich aktywność w ofensywie trwała zaledwie sześć minut. Na uderzenie z wolnego Jacka Berensztajna odpowiedzieli trzema akacjami w ciągu 180 sekund. Najgroźniejsza z nich była ta środkowa (5. min) - po szybkiej wymianie piłek najaktywniejszy Piotr Ćwielong przymierzył tuż zza pola karnego, ale zmierzającą w górny róg piłkę pewnie, choć ze sporym wysiłkiem, odbił Artur Sarnat. Sposobem KSZO na rozmontowanie defensywy "niebieskich" były akcje skrzydłami inicjowane przez bocznych obrońców, Marcinów - Bogusia i Wróbla. W pierwszej połowie niemal każde dośrodkowanie w pole karne Ruchu pachniało golem. Już w 9. min na lewej stronie przedarł się Boguś i wrzucił na 8. metr spod linii końcowej. Leszek Pokładowski nie zdołał przeciąć dośrodkowania, a Grzegorz Podstawek ładnym wolejem z lewej nogi dał KSZO prowadzenie. Druga bramka padła dla odmiany po akcji prawą stroną. Dariusz Preis wygrał pojedynek biegowy z Maciejem Kaczorowskim i wycofał w pole karne do nadbiegającego Tomasza Feliksiaka. Ten był nieprzepisowo zatrzymany przez Edwarda Stanforda i sędzia wskazał na rzut karny. Berensztajn okazał się pewnym egzekutorem. Rozgrywający KSZO ma też udział przy trzecim trafieniu. W 34. min wykonywał rzut rożny, piłka znów trafiła pod jego nogi, więc zagrał z prawej strony na drugi koniec pola karnego. Tam piłkę głową zgrał Jarosław Solarz, przejął ją Zbigniew Czerniak, a z najbliższej odległości do siatki skierował Feliksiak. Prowadzenie gospodarzy mogło być jeszcze bardziej okazałe - minutę przed przerwą sam na sam z Sebastianem Nowakiem znalazł się ponownie Podstawek, ale bramkarz Ruchu w ostatniej chwili "wyjął" mu piłkę spod nóg.

"Zmiana trenera" - takie okrzyki ze strony garstki chorzowskich szalikowców przywitały piłkarzy Ruchu, wracających z szatni na drugie trzy kwadranse. Piłkarze najwyraźniej stanęli w obronie swojego szkoleniowca, znajdując wreszcie pomysł na grę w ofensywie. Przyniosło to efekt w 58. min. Po prawej stronie przedarł się Michał Smarzyński, a jego dokładne dogranie na 5. metr wykorzystał Ćwielong.

- Zagraliśmy słabo. Pierwsza połowa obnażyła nasze braki. W drugiej byliśmy równorzędnym partnerem dla KSZO. Być może na naszą postawę wpłynęła czterogodzinna podróż. Wysiedliśmy z autokaru półtorej godziny przed meczem. To nas jednak nie tłumaczy. Po prostu pogubiliśmy się - mówił Mariusz Unierzyski, obrońca Ruchu.

KSZO OSTROWIEC3(3)
RUCH CHORZÓW1(0)
BRAMKI

KSZO: Podstawek (9.), Berensztajn (18. z karnego), Feliksiak (34.)

Ruch: Ćwielong (58.)

SKŁADY

KSZO: Sarnat - Wróbel, Czerbniak, Boguś - Solarz - Preis (90. Stefańczyk), Miklosik (62. Sojka), Berensztajn, Kaczmarek - Feliksiak, Podstawek (83. Żelazowski)

Ruch: Nowak - Pokładowski Ż (80. Balul Ż), Kuczma, Sibik, Unierzyski - Smarzyński, Stanford Ż (46. Molek), Kaczorowski (59. Musiał) - Śrutwa - Janoszka, Ćwielong

Widzów: 3000