Sport.pl

Piłkarska II liga: 23. kolejka

?Złodziej!? - to chyba najłagodniejszy okrzyk, jakim pożegnali sędziego Piotra Kotosa kibice Szczakowianki. Arbiter z Wrocławia swoimi decyzjami wypaczył wynik sobotniego meczu w Jaworznie. Gromy na sędziego posypały się również w Chorzowie. Gospodarze nie mogli z kolei darować krakowskiemu arbitrowi Łukaszowi Bartosikowi, że wyrzucił z boiska dwóch piłkarzy Ruchu.


Szczakowianka - Podbeskidzie 1:2

Piłkarze Szczakowianki mieli największy żal do sędziego Kotosa o dwie sytuacje.

Pod koniec pierwszej połowy, przy prowadzeniu gości 1:0, Kotos - chociaż stał kilka metrów obok - nie zauważył, że Łukasz Merda, bramkarz Podbeskidzia, staranował w polu karnym Dariusza Solnicę, nie widział również (w tej sytuacji nie popisał się też sędzia liniowy Andrzej Kotos, brat bliźniak arbitra), że zanim do bramki Szczakowianki trafił Adam Kompała, to podający mu piłkę Hubert Jaromin był na przynajmniej dwumetrowym spalonym. - Takie niezrozumiałe decyzje mogą załamać każdy zespół - smucił się Damian Seweryn, skrzydłowy Szczakowianki. - Faul w polu karnym był ewidentny! - wtórował mu Solnica.

Trenerzy obu drużyn nie chcieli oceniać pracy sędziów. - Najpierw muszę wszystko spokojnie zobaczyć jeszcze raz - podkreślał Janusz Białek, szkoleniowiec Szczakowianki. - Mój zespół był bardziej dojrzały i wygrał zasłużenie - podkreślał dla odmiany Jan Żurek, trener Podbeskidzia.

Piłkarze z Bielska-Białej stwarzali największe zagrożenie pod bramką Macieja Palczewskiego po stałych fragmentach gry. Szczególnie groźnie były dośrodkowania i strzały Grzegorza Patera.

To właśnie po dośrodkowaniu Patera z rzutu rożnego do piłki najwyżej wyskoczył Jarosław Bujok i strzałem głową z 10 m trafił do siatki. - Takie akcje ćwiczymy na treningach. To bodajże już czwarty gol w sezonie, jaki strzeliłem głową - uśmiechał się obrońca Podbeskidzia.

Chwilę wcześniej znakomitą okazję zmarnował Solnica, który trafił w rozpędzonego Merdę. - Myślałem, że został na linii, gdy podniosłem głowę, był już przede mną - żałował napastnik drużyny z Jaworzna.

Piłkarze Szczakowianki ambitnie walczyli o wyrównującą bramkę. Na początku drugiej połowy trzy razy w ciągu pięciu minut formę Merdy sprawdził Seweryn, ale bramkarz Podbeskidzia nie dał się zaskoczyć.

Gospodarze zdobyli bramkę na pięć minut przed końcem spotkania. Robert Chudy wykorzystał gapiostwo Artura Prokopa, ubiegł bramkarza drużyny z Bielska i z bliska trafił do siatki. - Podawałem do Artura Prokopa, ale widać piłka mu podskoczyła na jakiejś nierówności - bronił kolegę Bujok. - Zdążyłem ją tylko musnąć czubkiem buta - tłumaczył Chudy. - Ten mecz był do wygrania, mieliśmy przecież tyle okazji - dodał.

Trener Białek podkreślał, że jego zespół czuł się na stadionie przy ul. Krakowskiej tak samo obco, jak zespół z Bielska. - W tym roku mieliśmy tutaj jeden trening! To już chyba kibice częściej grają na tym boisku - denerwował się.

Wyjaśniamy, że piłkarze Szczakowianki nie mogą trenować na stadionie miejskim zbyt często, by nie zniszczyć pięknej zielonej murawy.

Szczakowianka1 (0)
Podbeskidzie2 (1)
Strzelcy bramek

Szczakowianka: Chudy (85.).

Podbeskidzie: Bujok (44.), Kompała (62.).

Składy

Szczakowianka: Palczewski - Naskręt, Fornalik Ż, Copik, Górak Ż - Seweryn Ż , Chylaszek (79. Chudy), Radziwon, Anih (78. Cygnar Ż) - Solnica, Wasiu (46. Węgier).

Podbeskidzie: Merda Ż - Radler, Księżyc, Prokop, Bujok - Pater Ż (90. Cienciała), Kompała Ż, Koman, Andraszak (84. Makuch) - Ende, Błasiak (46. Jaromin).

Widzów: 2500.











Ruch Chorzów - Widzew Łódź 1:3

Ruch przegrał drugi tej wiosny mecz na własnym boisku. "Niebiescy" kończyli mecz z Widzewem Łódź w dziewiątkę, a sędzia Bartosik już w przerwie spotkania zapowiedział trenerowi Jerzemu Wyrobkowi, że "wykartkuje" chorzowską drużynę.

"Kartkowanie" rozpoczęło się w 55. min. Michał Smarzyński zaatakował około 30 m od swojej bramki Rafała Szweda. Stracie było twarde, Smarzyński przewracając się, uderzył obrońcę Widzewa wyprostowana nogą. Piłkarze Ruchu spodziewali się żółtej kartki, ale gdy zobaczyli w ręce sędziego kartkę czerwoną, złapali się za głowy. - Czerwona kartka to była przesada - podkreślał Krzysztof Ziętek, dyrektor "niebieskich".

- Atak był od tyłu, noga wyciągnięta. Czego chcieć więcej? Szanujmy się - podkreślał Rafał Pawlak, napastnik łódzkiej drużyny.

Nie minęły trzy minuty, a Ruch grał już w dziewiątkę - tym razem sędzią wskazał drogę do szatni Mariuszowi Śrutwie.

Po meczu napastnik Ruchu tłumaczył, o co poszło. - Rozmawiałem ze Szwedem na temat wcześniejszego faulu Smarzyńskiego. Nie mogłem się pogodzić z tą czerwoną kartką. Wymienialiśmy poglądy na temat pracy sędziego, ale moje słowa nie były skierowane do arbitra. Ten wmieszał się w naszą dyskusję, a koniec już państwo znacie - tłumaczył Śrutwa.

Napastnik Ruchu nie chciał zdradzić, za jakie słowa zobaczył czerwony kartonik. Powiedział, że widział opis sytuacji w sędziowskim protokole i zupełnie się z nim nie zgadza. Sprawa na pewno trafi do Wydziału Dyscypliny PZPN-u.

Gdy sędzia Bartosik schodził z murawy, co bardziej krewcy kibice zwymyślali go od najgorszych. "Masz szczęście, ch że to był mecz przyjaźni [kibice Ruchu i Widzewa darzą się sympatią i stworzyli świetną oprawę spotkania - przyp. red.], bo inaczej żywy byś stąd nie wyjechał" - krzyczeli mu prosto do ucha.

Na konferencji prasowej oburzenia postawą sędziego nie krył też trener Jerzy Wyrobek. Szkoleniowiec Ruchu przytoczył słowa, jakie arbiter miał powiedzieć, gdy drużyny wybiegały na drugą połowę: „Jeżeli nadal będzie grał Mosór, to ja was »wykartkuję «”. Bartosik tłumaczył dla odmiany, że wyraził tylko zdziwienie, że trener Wyrobek zmienia trzech zawodników, a nie ma wśród nich Mosóra, który miał na swoim koncie żółtą kartkę.

- To była farsa! - denerwował się Wyrobek. - A ta czerwona kartka dla Widzewa? Przecież ten chłopak [Damian Świerblewski - przyp. red.] był zupełnie niewinny. Co on chciał? Wyrównać rachunki? - pytał. Świerblewski opuścił boisko w 86. min, po tym gdy został ukarany drugą żółtą kartką, tym razem za symulowanie faulu. Sytuacja miała miejsce prawie na środku boiska!

Litości dla sędziego nie miał też Śrutwa, który zdradził, że w czasie meczu sędzia sugerował piłkarzom Ruchu, że mecz jest przez nich sprzedany!

- Ten mecz, cała ta sytuacja... To wszystko nie ma wiele wspólnego ze sportem. Jestem romantykiem, ale z każdym meczem jestem coraz bardziej odzierany ze złudzeń. Im niższa liga, tym więcej reżyserii - smucił się Ziętek.

- Na tym meczu było wielu naszych sympatyków, ludzi, którzy dali pieniądze na utrzymanie tej drużyny. Powtarzali tylko, że na takie widowiska ich nie stać - dodał.

A mecz? Ruch objął prowadzenie po strzale głową Rafała Wawrzyńczoka, który wykorzystał dokładne dośrodkowanie Śrutwy i trafił do siatki z kilku metrów. Po podobnej akcji wyrównał Pawlak. Gdy posypały się kartki dla Ruchu, goście zaczęli grać skrzydłami. Dwa razy dokładnie dograł piłki Jarosław Lato, a Pawlak i Świerblewski z bliska nie dali szans Sebastianowi Nowakowi.

- Gdyby nie te kartki, to tego meczu pewnie byśmy nie przegrali. Gdy było nas już tylko dziewięciu, cofnęliśmy się do obrony, chcieliśmy bronić remisu. Nie udało się W takim meczu jeszcze nie grałem - kręcił głową Wawrzyńczok.

- Zawodnikom z Chorzowa trochę puściły nerwy. Tak się w piłkę nie gra - pouczał Pawlak. - Gdy graliśmy w przewadze, zdawaliśmy sobie sprawę, że bramki są kwestią czasu. Rozciągnęliśmy grę, postawiliśmy na akcje skrzydłami i na efekty nie trzeba było długo czekać - dodał.

Sobotnim meczem z chorzowskimi kibicami pożegnał się Michał Probierz, kiedyś zawodnik Ruchu, a dziś Widzewa. Probierz kilka tygodni temu zapowiedział, że po rundzie wiosennej zakończy karierę. - Zawsze miło wrócić do Chorzowa, zagrać dla tych kibiców. Szkoda tylko, że nie udało się strzelić gola - uśmiechał się.

Ruch Chorzów1 (1)
Widzew Łódź3 (1)Strzelcy bramek
Ruch: Wawrzyńczok (9.).

Widzew: Pawlak (25., 68.), Świerblewski (80.).Ruch: Nowak - Bartos (46. Pokładowski), Mosór Ż, Unierzyski - Foszmańczyk Ż, Błażejewski Ż (46. Kuczma), Sibik, Wawrzyńczok, Molek (46. Smarzyński CZ) - Bizacki Ż, Śrutwa CZ. Widzew: Piekutowski - Wyczałkowski, Szwed Ż, Wawrzyniak - Klepczyński, Kardasz (66. Rybski), Probierz (73. Szeliga), Michalski, Lato - Folc (56. Świerblewski Ż, CZ), Pawlak.

Widzów: 5000.

Kujawiak - Zagłębie Sosnowiec 0:2



Udana wiosenna passa Zagłębia podtrzymana! Sosnowiczanie wywieźli trzy punkty z Włocławka, gdzie nikomu w tym sezonie jeszcze nie udało się wygrać. Była to pierwsza porażka gospodarzy na własnym stadionie od 17 maja 2003 r.! Gospodarze wystąpili z nowym trenerem Bogusławem Baniakiem, który zastąpił kilka dni temu Piotra Tyszkiewicza. Świetnie spisali się tym razem rezerwowi gracze Zagłębia. Wojciech Małocha i Mariusz Ujek zdobyli po bramce, a Tomasz Łuczywek zmusił bramkarza Kujawiaka Jakuba Skrzypca do zagrania ręką poza polem karnym, przez co gospodarze kończyli mecz w osłabieniu.

Początek spotkania to jednak przewaga gospodarzy, którzy już w 5. min byli bliscy objęcia prowadzenia. Jednak znakomitego podania Piotra Klepczarka I nie wykorzystał Marcin Klatt. Niewykorzystana sytuacja zemściła się na włocławianach i już w 12. min Małocha pokonał Skrzypca. Zawodnik Zagłębia na boisku pojawił się kilka minut wcześniej, kiedy to zastąpił kontuzjowanego Hadisa Zubanovicia. Bośniak musiał opuścić boisko z rozbitym łukiem brwiowym, w szpitalu założono mu siedem szwów. Po utracie gola podopieczni Baniaka rzucili się do odrabiania strat. Piłka po strzale Remigiusza Sobocińskiego zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką bramki Zagłębia. Do końca pierwszej połowy gospodarze dominowali na boisku, ale głównie za sprawą dobrze broniącego Marcina Bębna wynik się nie zmienił.

Kiedy w 71. min czerwoną kartkę otrzymał Skrzypiec, Zagłębie wykorzystało szansę. W 82. min sosnowiczanie strzelili drugiego gola po strzale Ujka, który pokonał rezerwowego bramkarza Mariusza Luncika (kiedyś GKS Katowice). Już do końca spotkania podłamani włocławianie nie byli w stanie zdobyć nawet honorowej bramki. - Zagłębie zagrało naprawdę dobry mecz. Rywale przewyższali nas warunkami fizycznymi i twardą, nieustępliwą grą na całym boisku. Szkoda niewykorzystanych sytuacji. Winę za porażkę biorę na siebie - stwierdził po spotkaniu Baniak.

- Zagraliśmy w swoim brzydkim stylu, jak to określają dziennikarze, ale skutecznym. Strzeliliśmy dwie bramki więcej i wygraliśmy. Ze zmianami dzisiaj trafiłem, ale trzeba mieć taką ławkę, żeby wpuszczać zawodników, którzy pomagają. Ja od lat lansuję powiedzenie - pokaż mi, jaką masz ławkę, a ja powiem, jaki masz zespół - podsumował Krzysztof Tochel, trener Zagłębia.

W poniedziałek zabieg artroskopii czeka napastnika sosnowieckiej drużyny Przemysława Pitrego.

Kujawiak0
Zagłębie 2 (1)
Strzelcy bramek

Małocha (12.), Ujek (82.).

Kujawiak: Skrzypiec - Novosad (73. Luncik), Ciesielski, Gaca, Augustyniak, Remień, Bekas (77. Matuszny), Białek, Klepczarek I, Sobociński, Klatt (70. Łukasik).

Zagłębie: Bęben - Warakomski, Malinowski, Treściński, Adžem - Wolański, Morawski, Lachowski, Madziar (79. Ujek), Chwalibogowski (59. Łuczywek) - Zubanović (6. Małocha).

Widzów: 3000



Arka Gdynia - Piast Gliwice 2:0

Mecz w Gdyni stał na słabym poziomie. - Przepraszam za naszą grę. Wiem, że nie wyglądała ona najlepiej, kibice są przyzwyczajeni do znacznie lepiej grającej Arki. Ale tym razem nie mogliśmy zagrać inaczej. Boisko było fatalne, nie dało się na nim grać po ziemi i zapadła decyzja, abyśmy jak najwięcej grali górną piłką - tłumaczył trener Arki Mirosław Dragan. Jego zespół wybierał najprostsze środki do osiągnięcia celu - długie podanie pod bramkę przeciwnika i walka.

Piast próbował z kolei grać po ziemi, grał ładniej niż Arka, ale nie stworzył żadnej dobrej okazji do strzelenia bramki. - To nie pierwszy raz, kiedy brakuje nam sytuacji. Nie wiem, z czego to wynika, ale od kilku spotkań nie potrafimy poważnie zagrozić bramce przeciwnika - mówi Paweł Gamla, pomocnik Piasta. Trener Jacek Zieliński dodał: - Różnica w tabeli między nami i Arką jest duża, ale na boisku nie było tego widać. Zdaję sobie jednak sprawę, że to piłka nożna, a nie łyżwiarstwo figurowe i za dobry styl nikt tu punktów nie przyznaje.

Zdaniem obu trenerów kluczowa okazała się dość szybko strzelona bramka, po której Arka bez większej presji mogła kontrolować wydarzenia na boisku. Gol padł po trzecim dla Arki rzucie różnym, który wykonywał Bartosz Ława. Po jego dośrodkowaniu w polu karnym Piasta powstało zamieszanie, piłka spadła pod nogi stojącego 8 m przed bramką Krzysztofa Sobieraja, który strzałem po ziemi zapewnił Arce prowadzenie.

Drugi gol padł w 78. min. Dariusz Patalan przyjął piłkę w polu karnym i z bliska pokonał Krzysztofa Kozika.

- Nie można wygrać w Gdyni, kiedy popełnia się tak wiele błędów w obronie. Ale nie możemy się załamywać. Nie sztuką jest bowiem cieszyć się po wygranym meczu, ale podnieść się, kiedy nie idzie - podsumował trener Zieliński.

Grzegorz Kubicki

Arka Gdynia2 (1)
Piast Gliwice0
Strzelcy bramek

Sobieraj (25.), Patalan (77.).

Arka: Chamera - Kowalski, Wojnecki Ż, Majda, Sobieraj - Pudysiak, Piskuła (78. Ulanowski), Ława, Gorząd (54. Jelonkowski) - Griszczenko, Patalan (89. Pilch Ż).

Piast: Kozik - Michniewicz (72. Podgórski), Piekarski, Bednarz Ż, Zadylak - Łukaszewski, Gamla Ż, Kędziora, Kupis (67. Żyrkowski) - Kukulski, Sikora (55. Wróbel).

Widzów: 4000.