Sport.pl

Włosi oburzeni zachowaniem kibiców Juventusu

Hańba - pisze włoska prasa o zachowaniu kibiców Juventusu, którzy w niewybredny sposób odrzucili prośbę kibiców Liverpoolu o pojednanie. Bramkarz ?The Reds? Scott Carson przyznaje się do błędu.
Liverpool prowadził po świetnej grze 2:0, kiedy zastępujący kontuzjowanego Jerzego Dudka w bramce Liverpoolu Scott Carson wypuścił piłkę z rąk po niezbyt mocnym uderzeniu głową Fabio Cannavaro. - Po obejrzeniu powtórki na telebimie zrozumiałem, że mogłem interweniować lepiej. Jednak nie mogę rozpamiętywać tej sytuacji, bo to może negatywnie wpłynąć na moją postawę w kolejnym spotkaniu - powiedział 19-letni Carson. - Nie mam pretensji do naszego bramkarza. Nie byliśmy przygotowani na to, co się stało, i zareagowaliśmy za późno. Piłka odbiła się tuż przed Carsonem, co sprawiło mu dodatkowy problem, mimo iż był dobrze ustawiony - powiedział menedżer "The Reds" Rafa Benitez.

Prasa, która tak pastwiła się nad Dudkiem po jego błędzie i golu na 3:1 w meczu z Bayerem Leverkusen, też oszczędza młodego Anglika. "Daily Mirror" woli upajać się, że "The Reds" mimo wygranej 2:1 są już o krok od awansu do "sammi-final" (półfinał to semi-final; tu gra słów od imienia strzelca pierwszego gola Sammi'ego Hyypii). Tylko "Guardian" przyznaje, że Carson zawalił gola pisząc, że "po raz kolejny piłkarze Liverpoolu mimo świetnej gry nie mogą czuć satysfakcji za sprawą swego golkipera".

Włoskie media są pewne, że Juventus odrobi w rewanżu jednobramkową stratę, tak jak to zrobił w konfrontacji z Realem Madryt. Z wielką krytyką spotkali się nie piłkarze Fabio Capello, ale kibice z Turynu. Prasa zarzuca im, że nie potrafili dostosowali się do podniosłej atmosfery pojednania. "Na festiwalu przyjaźni zwyciężyła ignorancja" - podsumowała "La Stampa", pisząc, że włoscy kibice zachowywali się, jakby nie wiedzieli, iż mecz rozgrywany jest w 20. rocznicę tragicznego finału Pucharu Europy na Heysel między obiema drużynami, gdzie zginęło 39 osób. Kibice Liverpoolu stworzyli mozaikę z napisem "Amicizia" (przyjaźń), wnieśli transparent z nazwiskami tragicznie zmarłych. Jednak podczas hymnu "You'll Never Walk Alone" część włoskich kibiców odwróciła się od murawy plecami, wystawiła środkowe palce i gwizdała. "Kibice Liverpoolu we wspaniały sposób poprosili o wybaczenie. Zaoferowali swoją przyjaźń. Niestety, ich prośba rozbiła się o mur ignorancji i obojętności. Mur, niestety, w czarno-białych barwach" - napisała "La Gazzetta dello Sport". Gwizdy w czasie, gdy kapitanowie drużyn z 1985 roku, Michel Platini i Ian Rush, wnosili na murawę transparent z nazwiskami zabitych, sportowy dziennik nazwał hańbą. Z kolei angielski dziennik "Daily Mail" stwierdził, że "Włosi woleli odnowić stare rany, niż je zaleczyć". A "Daily Mirror" podsumował: "Z horroru przeszłości mogła wyrosnąć nadzieja. Szkoda, że tak się nie stało".