Artur Kapela: Doping uskrzydla piłkarzy

Był jednym z wielu talentów płockiej piłki nożnej. Choć ma dopiero 25 lat, nie gra w ekstraklasie, tylko w III-ligowym Zniczu Pruszków. - Co zrobić, takie jest życie - mówi Artur Kapela. - Ale podoba mi się wasza akcja szalikowa
Artur Kapela, eksnafciarz

- Pamiętam, że pierwszy mecz Wisły widziałem, jak grała jeszcze w III lidze. Chodziłem do piątej klasy w SP 4, trenowałem w Jutrzence. Nie wiem, jaki to był mecz, ale tylko dlatego, że akurat mieliśmy na Wiśle rozgrywki szkolne i na spotkanie weszliśmy w trakcie. Dlatego ten szczegół zatarł się w pamięci. Na pewno jednak nie zapomnę tej drużyny z Pawłem Dylewskim i Michałem Pestą. To był zespół. I jaka atmosfera na trybunach. Kibiców co prawda niewielu, ale było fantastycznie, bo na każdą akcję żywo reagowali. Na tyle, żeby mnie, młodego chłopaka, przyciągnąć na stadion. Tak, wtedy złapałem bakcyla. A szalik? Zdobyłem go dopiero później, właściwie jak już sam grałem w Petrochemii w II i I lidze. Czy on w jakikolwiek sposób może pomóc piłkarzom? Jasne. Szale robią barwę, trybuny dzięki nim są kolorowe, a gdy do tego dodać jeszcze doping i śpiewy... to zawodnikom nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Taki doping dodaje skrzydeł i deprymuje przeciwnika. Szkoda, że teraz nie mogę oglądać za często Wisły na żywo. Ale gram w Zniczu Pruszków i uczę się w Warszawie na AWF-ie. Niemniej cały czas trzymam za chłopaków kciuki.