W niedzielę PZN ogłosił, że kończy współpracę z Federerem, który miał zagwarantowane 150 cm kwadratowych na kombinezonie Małysza. To gratka dla sponsorów warta setki tysięcy euro. Prezes związku Paweł Włodarczyk stwierdził, że umowa z Austriakiem była niekorzystna dla PZN i że jej ważność upływa 30 kwietnia br. Menedżer uważa, że wygasa dopiero za rok, o czym świadczy spisany we wrześniu 2004 r. w Zakopanem aneks do kontraktu z PZN z podpisami szefów związku. Włodarczyk twierdzi, że to nie aneks, tylko zwykła, nic niewarta notatka.
Małysz: prezes niewiarygodnyWe wtorek w hotelu Gołębiewski w Wiśle Małysz i Federer ostro zaatakowali na konferencji prasowej Włodarczyka. W tle wywieszono baner reklamujący "oficjalnych partnerów Polskich Skoczków Narciarskich", a na licznych logach nie było ani słowa o PZN.
- Pan prezes Włodarczyk darzy mnie niechęcią, podobnie jak mojego menedżera Ediego Federera. To jest drażniące. Przez wytworzoną przez niego atmosferę nie miałem spokoju podczas ostatniego sezonu - podkreślał Małysz. - Czy jestem zmuszany przez Federera, by tak mówić? To nieprawda, takie jest moje zdanie. Ale oczywiście staję też w obronie Ediego, który pomógł mojej karierze. Dzięki niemu mam także zapewnione pieniądze, które przydadzą się mojej rodzinie, kiedy przestanę skakać.
Małysz zagroził, że zakończy karierę, jeśli Włodarczyk i PZN nie ustąpią w sprawie Federera. - Nie mam innego wyjścia. Bo chciałbym nadal współpracować z kolegami z kadry, ale przede wszystkim z Edim Federerem. A po zerwaniu umowy z Federerem nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z prezesem Włodarczykiem na zaproponowanych przez niego warunkach. Bez PZN nie będę mógł pojechać w przyszłym roku na olimpiadę. Pozostaje mi więc zakończenie kariery, bo nie zamierzam startować w barwach innego kraju. Jestem przecież Polakiem - mówił najlepszy polski skoczek. - Na stronie internetowej związku wyczytałem, że w przypadku zerwania umowy z Federerem PZN zagwarantuje mi równie wysokie pieniądze. To jest absurdalne i kompletnie niewiarygodne zapewnienie. PZN od trzech lat zalega mi z pieniędzmi pochodzącymi z reklam Poczty Polskiej. Jak więc teraz mógłbym zawierzyć prezesowi Włodarczykowi? Może pora przestać przejmować się Polskim Związkiem Narciarskim i powołać nowy Polski Związek Skoczków Narciarskich? - pytał Małysz.
Federer: osobisty atak WłodarczykaSuchej nitki na Włodarczyku nie zostawił też Federer. - W sobotę z mediów dowiedziałem się, że chce zerwać umowę z naszą firmą. Zamiast skontaktować się z nami, wydaje takie oświadczenie w prasie, by od razu zaognić sprawę. Wiem, że równocześnie prezes Włodarczyk prowadzi rozmowy z pewną niemiecką firmą menedżerską - opowiadał Austriak. - Ta kampania przeciwko mnie i Adamowi Małyszowi wszczęta została osobiście przez prezesa Włodarczyka. Wiem, że nie wszyscy w PZN podzielają jego stanowisko - zapewniał menedżer polskiego skoczka.
Federer mówił, jak wiele zrobił dla Małysza i polskich skoków. - Był 1995 rok, kiedy zgłosiłem się do Polaków. Polscy skoczkowie nie odnosili wtedy wielkich sukcesów. Daliśmy im auto, sprzęt narciarski, telefony, by mogli startować w zawodach. W zamian uzyskaliśmy 250 centymetrów powierzchni reklamowej na kombinezonach skoczków, pozostałe 50 centymetrów przypadło PZN - oświadczył Austriak. - Nie widziałem się wtedy z żadnym prezesem PZN, w ogóle nie wiedziałem, że ktoś taki istnieje. Pana Włodarczyka poznałem dopiero na zakończeniu sezonu 2000/01, kiedy Adam Małysz po raz pierwszy zdobył Puchar Świata. Prezes zapowiedział mi wtedy, że jeśli nie zmienimy umowy, to Adam nie będzie mógł dalej reprezentować Polski, a najwyżej Liechtenstein, bo jego sukcesy są krótkotrwałe. Odstąpiłem więc PZN kolejne 100 cm powierzchni reklamowej. Podobnie prezes działał i później. Raz twierdził, że nie podpisał z nami żadnej nowej umowy. Kiedy pokazaliśmy mu dokument, machał tylko ręką. Często nie przypominał sobie wcześniejszych ustaleń. Teraz także twierdzi, że nie podpisał żadnego aneksu, choć przecież mamy napisany ręcznie dokument.
Federer podkreślał, że nigdy nie wykorzystywał nielegalnie wizerunku PZN, co zarzucał mu Włodarczyk. - Nasi partnerzy, którym udostępniliśmy miejsce pod reklamę na kombinezonie Adama Małysza, nigdy nie posługiwali się logo PZN, a jedynie terminem "oficjalny sponsor PZN". Na to nie trzeba mieć żadnych zezwoleń, ale i tak poinformowaliśmy o tym prezesa. Wyraził ustną zgodę, której dzisiaj nie pamięta. Jestem tym zszokowany, w Austrii bowiem ustną umowę stawia się na równi z pisemną - twierdził Austriak. - Mimo to prezes Włodarczyk zagroził niektórym z naszych partnerów procesami sądowymi i teraz te firmy nie chcą nam zapłacić. Trzeba sobie zadać pytanie, czy taki prezes jest jeszcze reprezentatywny?