Sport.pl

Sport w kinie: Ciemna strona ringu

Obecny na polskich ekranach oscarowy triumfator "Za wszelką cenę" to dzieło wyjątkowe, bo pokazuje sport, który nie prowadzi do chwały i nieśmiertelności, lecz do samozniszczenia.
Clint Eastwood odpiął kaburę z magnum 44 i przeobraził się w wytrawnego reżysera, który demitologizuje Amerykę. Najpierw uśmiercił western ("Bez przebaczenia"), teraz niszczy mit "Rocky'ego", czyli wywodzącego się z biednej dzielnicy kandydata na życiowego nieudacznika, którego boks wynosi na szczyt.

Ten klasyczny sportowy wariant dewizy "od pucybuta do milionera", jeden z nieśmiertelnych filmowych schematów, odpowiada powszechnemu spojrzeniu na świat boksu. Świat utożsamiany ze wspaniałymi mistrzami, często także wielkimi osobowościami - jak Joe Frazier, Muhammad Ali czy George Foreman.

U Eastwooda nie ma bohaterów pomników. Nie ma niekończących się sekwencji efektownych, wyczerpujących treningów zwieńczonych spektakularnym triumfem. Jest natomiast stary czempion, z którego boks zrobił kalekę. Trener, który przegrał życie - stracił rodzinę, nęka go poczucie winy za tragedię wychowanka. Kipiący energią młodzieniec, który na razie wyładowuje ją na słabszych, a wkrótce zapewne zostanie "żołnierzem" lokalnego gangu. Niespełna rozumu chuderlak, którego wyrzuciliby z każdego poważnego klubu. Główną bohaterkę, która... - jej losów zdradzać nie można, warto tylko zaznaczyć, że ekranowe postaci znajdą się w sytuacjach ostatecznych, że Eastwood snuje wyrafinowaną historię winy i odkupienia wykraczającą daleko poza sprawy sportu.

Fanom ringowych zmagań oferuje coś jeszcze - trochę gorzkiej prawdy o tym sporcie, prawdy często nieuświadamianej. Choćby tej, że na każdego boksera legendę przypadają miliony przegranych. Że na każdego utalentowanego medialnie Jerzego Kuleja przypadają tysiące zapomnianych mistrzów, którzy po zejściu z ringu nie potrafią sobie znaleźć miejsca w świecie. Że proza bokserskiego życia to cuchnące, zapyziałe sale, takie właśnie, w jakich wegetują bohaterowie Eastwooda. Że na tzw. profesjonalnym ringu pojawia się mnóstwo żywych worków treningowych, te wszystkie beztalencia z Kaukazu czy Białorusi, których wozi się tysiące kilometrów - także do Polski - na podrzędne walki, za które dostają grosze. Że wielu z nich kończy na wózku inwalidzkim.

Boks wywołuje skrajne emocje. Wrogowie widzą w nim prymitywne mordobicie polegające wyłącznie na brutalnej, tępej sile. Entuzjaści doceniają prostotę i uczciwość reguł boksu, Leszek Kołakowski nazywa go sportem szlachetnym i wymagającym. I jedno, i drugie jest pewnie prawdą. U Eastwooda każdy, kto trafia na salę treningową, jest skazany na klęskę. To nie cała prawda, ale jej część. Warto o niej pomyśleć, podziwiając kolejne spektakularne gale, których stawką są mistrzowskie pasy.