PZPN chowa głowę w piasek

PZPN po kolei odwiesza zawodników, którzy zamieszani są w aferę korupcyjną i którym prokuratura postawiła poważne zarzuty. W minionym tygodniu Najwyższa Komisja Odwoławcza przy PZPN anulowała karę zawieszenia napastnikowi Zagłębia Lubin Zbigniewowi M.
W ostatni czwartek związek podobnie postąpił w przypadku byłych graczy Polaru Wrocław - Jacka S. i Tomasza R. A przecież wszystko wskazuje na to, że piłkarze ci mogą być zamieszani w wielki skandal korupcyjny związany z rozgrywkami drugiej ligi w sezonie 2003/04. Wszyscy mają już postawiony przez prokuraturę Wrocław Psie Pole - która wszczęła śledztwo po zeszłorocznych tekstach "Gazety" - zarzut korupcji w sporcie.

- Anulowanie kar zawieszenia dla tych trzech zawodników nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Zbigniew M. nadal jest podejrzany o wręczenie korzyści majątkowej, a Tomasz R i Jacek S. są podejrzani o przyjmowanie łapówek - mówi prokurator Tadeusz Potoka. - Jeśli związek zastosował wobec zawodników środek zapobiegawczy, później konsekwentnie go podtrzymywał, to teraz musiało się wydarzyć coś nowego i ważnego, aby tę decyzje zmienić. Jednak z pism, które otrzymywałem ze związku, nic takiego nie wynikało. Według nas dowody przeciwko tym piłkarzom są mocne.

Gdy tydzień temu anulowano karę Zbigniewowi M. z Zagłębia, w zasadzie nikt z przedstawicieli PZPN nie chciał komentować tej decyzji. Czyżby miało to związek z nieoficjalnymi informacjami, że lobby związane z lubińskim klubem działa skutecznie, a sam związek nie chce mieć kłopotów i systematycznie próbuje tuszować aferę?

Zastanawiać może również dziwny zbieg okoliczności w podejmowaniu przez PZPN niektórych decyzji. W miniony wtorek napastnik Zagłębia Lubin Łukasz M. został zatrzymany w Lipsku przez niemiecką policję, bo fińska prokuratura podejrzewa go o gwałt w Helsinkach w 2001 r. Wiadomo było, że w areszcie może spędzić nawet kilka miesięcy. Już dwa dni później NKO anulowała karę zawieszenia Zbigniewowi M., który teraz może już grać w oficjalnych meczach Zagłębia.

A jeszcze w październiku minionego roku ówczesny przewodniczący Wydziału Dyscypliny Adam Tomczyński mówił "Gazecie", że "są podstawy, by PZPN wszczął postępowanie przeciwko Zagłębiu Lubin, Cracovii oraz Piastowi Gliwice w sprawie korupcji w lidze. Dowody są mocne". Mimo to PZPN nie prowadzi żadnego własnego postępowania wyjaśniającego, choć dwa lata temu, nie mając tak mocnych dowodów, zdegradował do II ligi Szczakowiankę Jaworzno za domniemaną aferę w barażowym dwumeczu ze Świtem Nowy Dwór.

Dziś związek twierdzi, że zawieszenie zawodników nie może trwać w nieskończoność, a swoją bezradność tłumaczy tym, że prokuratura nie chciała przyznać PZPN statusu pokrzywdzonego i jego przedstawiciele nie mieli wglądu w prokuratorskie akta sprawy. - Dla mnie PZPN nie jest pokrzywdzonym w tej aferze - wyjaśnia prokurator Potoka.

W środowisku piłkarskim krąży opinia, że związek koniecznie chciał poznać akta prokuratorskie, ale nie dlatego, by przyspieszyć śledztwo. Taka wiedza mogła posłużyć niektórym osobom do wykorzystania jej w obronie piłkarzy i klubów, które zamieszane są w aferę.

Ostatnio śledztwo prokuratury zostało poszerzone o nowe wątki - poprosiła ona PZPN o protokoły sędziowskie ze wszystkich meczów Zagłębia Lubin z minionego sezonu. - Bo mamy informacje, że mogło dochodzić do nieprawidłowości związanych z sędziowską obsadą meczów Zagłębia, ale także kilku innych klubów - kończy prokurator Potoka.

Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19