Sport.pl

Mariusz Czerkawski: Turyn? Koniecznie!

- Mam 33 lata i następnych igrzysk mogę nie doczekać. Dlatego koniecznie chcę zagrać w Turynie - mówi nasz najlepszy hokeista. Dzisiaj w Rydze biało - czerwoni rozpoczynają walkę o olimpijskie paszporty


Michał Białoński: Po ostatnim treningu przed odlotem do Rygi przechodził Pan zabiegi lecznicze. Co się dzieje?

Mariusz Czerkawski: Doskwiera mi troszeczkę ból ramienia, ale w Rydze wszystko będzie OK. Ten drobny uraz odzywa się już od ponad roku.

Reprezentacja jest światełkiem w ciemnym tunelu upadającego polskiego hokeja. Po grudniowym remisie w starciu z Gwiazdami NHL (3:3) kibice w was wierzą. Jakie panują nastroje w kadrze przed pierwszym starciem z Białorusią?

-Jesteśmy głodni sukcesów, chcemy zdobyć kolejny szczyt. Najpierw w listopadzie Nowym Targu wygraliśmy wstępny etap kwalifikacji, później chłopaki bez mojej pomocy pokonali Białoruś na turnieju w Krynicy, a na koniec 2004 r. zagraliśmy bardzo dobry mecz z Gwiazdami NHL. Teraz przed nami najważniejszy sprawdzian.

Gdy trzynaście lat temu jako dwudziestoletni młokos grałem na olimpiadzie w Albertville nawet na myśl mi nie przyszło, że tak długo przyjdzie mi czekać na kolejne igrzyska. Teraz mam 33 lata i następnych igrzysk mogę nie doczekać. Dlatego koniecznie chcę zagrać w Turynie.

Jakie są nasze atuty?

- Wiara i nadzieja, serca i walka. Rozmawiałem z kolegami. Zrobimy wszystko, żebyśmy sobie w poniedziałek mogli śmiało spojrzeć w oczy i nie mogli zarzucić, że nie zrobiliśmy wszystkiego, by osiągnąć cel.

Łotwa świetnie sobie radziła ostatnio na mistrzostwach świata w Pradze, Białoruś była rewelacją poprzednich igrzysk, Słoweńcy rozbili reprezentację Polski na własnym lodzie - gdy analizuje Pan takie fakty, nie dochodzi do wniosku, że na dobrą sprawę to nie mamy czego w Rydze szukać?

- To wszystko już minęło. Eliminacje na Łotwie mogą otworzyć nowy rozdział dla naszego hokeja. Nigdy tak nie jest, że twoje szanse są zerowe. Nawet jeśli są niewielkie, to możesz wygrać.

Musimy tylko trafić z formą, być w optymalnej dyspozycji. W hokeju drużynę zawsze buduje się od bramkarza. Tomek Jaworski stoi przed niesamowitym wyzwaniem, ale my też musimy mu pomóc, żeby okazji do strzelania na naszą bramkę było jak najmniej. Trzeba czyścić plac boju przed Tomkiem, odpędzać przeciwników. Samą obroną nie wygramy. Trzeba będzie jeszcze strzelić parę bramek. Zadanie jest ciężkie, ale wykonalne.

Jak zagracie?

- Postaramy się grać ostro, twardo i agresywnie. Nie bać się przeciwników. Jednocześnie trzeba wystrzegać się fauli. Na tym poziomie przeciwnik może wykorzystać nasze każde liczebne osłabienie. Liczę na to, że gra w przewadze będzie naszą mocną stroną.

Żeby tak było trzeba mieć zgrane formacje. A Pan z Jackiem Płachtą i Michałem Garboczem mógł trenować tylko dwa razy.

- Ale już nieraz tworzyliśmy jeden atak, więc dobrze się rozumiemy się. Każdy z nas postara się pomóc drużynie.

Nad czym pracowaliście na ostatnich treningach?

- Nad wyprowadzaniem kontrataków, grą obronną tuż przed bramką. Ćwiczyliśmy jak sobie radzić w trzech na trzech, czy trzech na dwóch. W ostatnich 72 godzinach przed imprezą można było już tylko szlifować szczegóły.

Kto będzie kapitanem?

- Po rozmowie z Waldkiem Klisiakiem, który kapitanował podczas długiego zgrupowania w Oświęcimiu, doszedłem do wniosku, że nie ma potrzeby dokonywania zmiany. Ustaliliśmy z trenerem Sidorenką, że tak jak na poprzednim turnieju przedolimpijskim w Nowym Targu, kapitanem będzie Krzysiek Oliwa. Słyszałem różne głosy, że "nie ma co brać go do reprezentacji". Zawsze uważałem i będę to powtarzał, że Krzysiek jest tej kadrze potrzebny, ma na nią bardzo dobry wpływ.

Trener Sidorenko w latach 80. miał okazję występować w ryskim Pałacu Sportu. Mówi, że to takie hokejowe piekło - tak gorąca atmosfera tam panuje. Poradzicie sobie z nią?

- Do tej pory najgorętszą halą była dla mnie stara, 50-letnia arena Boston Bruins. To, co potrafili wyprawiać tamtejsi kibice było, dla mnie niesamowite. Ja miałem to szczęście, że długo grałem tam u siebie. Mogłem się przyzwyczaić do takich warunków: mała, ciasna tafla, tłum kibiców okalających bandy, a każdy z nich hałasuje, robi jazgot tłukąc rękoma w szyby band. Takie warunki panowały w Chicago, Buffalo. W Rydze ściany na pewno będą pomagały Łotwie, ale my się nie ulękniemy. To gospodarze grają pod większą presją, im powinny drżeć ręce.