Tam był sport: narciarska skocznia na Przełęczy Salmopolskiej

Jeśli ktoś jedzie drogą ze Szczyrku do Wisły przez Przełęcz Salmopolską, niech trochę poniżej Białego Krzyża zerknie w prawo. Może zobaczy miejsce, gdzie była narciarska skocznia, na której szybowali Adam Małysz czy Piotr Fijas. Kiedy się spaliła, nikt po niej specjalnie nie płakał
Nawet dziś, gdy nie ma po niej śladu, można wyobrazić sobie jej walory. Z szosy trzeba było na skocznię podejść kawałek drogi. Wkomponowana w górskie zbocze, otoczona lasem. Od samego początku traktowana była jako obiekt zastępczy dla Malinki czy Skalitego, stąd wiecznie niedoinwestowana.

Skocznia została oddana do użytku w połowie lat 80. - Spełniała wszystkie wymagania licencyjne Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Była pięknie położona, na dodatek w tym rejonie Beskidów zawsze bardzo długo utrzymywał się śnieg, od listopada do marca - opowiada Piotr Kruczek, wiceprezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego.

Kiedy niżej, w Wiśle albo Szczyrku, nie można było w żaden sposób przeprowadzić zawodów, pozostawała zawsze skocznia na Salmopolu. - Pamiętam, że kiedyś przyjechał tu na zawody nawet słynny Niemiec Jens Weissflog. Wszędzie skocznie były już pozamykane, a on chciał sobie przedłużyć sezon - opowiada Jarosław Węgrzynkiewicz, były zawodnik ze Szczyrku.

- W połowie marca 1991 roku organizowaliśmy Puchar Europy w skokach. Od kilkunastu dni w całych Beskidach nie było śniegu, ale nam udało się przeprowadzić konkurs na Salmopolu. Zwoziliśmy skąd się dało kosze śniegu, na zeskok sypaliśmy trociny i jakoś się udało - wspomina Tadeusz Pilarz, działacz narciarski z Bielska-Białej. Te zawody wygrał wtedy znany Austriak Franz Neulaendtner, były wicemistrz świata w lotach narciarskich i brązowy medalista MŚ w drużynie.

- To był trudny technicznie obiekt, podobny do Skalitego w Szczyrku. Zaraz po wybiciu z progu zawodnik leciał nad zeskokiem baaardzo wysoko. Można było się wystraszyć... - wspomina Jan Szturc, trener KS Wisła Ustronianka.

Rozbieg skoczni K-85 był drewniany, ustawiony na betonowych podporach. Wśród sosen schowana była drewniana trybunka z wieżą sędziowską. Zawodnicy musieli z nartami podchodzić na rozbieg leśną ścieżką.

- Powstał kiedyś pomysł, żeby zamontować chociaż mały wyciąg, taką wyrwirączkę, ale trzeba byłoby ciągnąć prąd z dołu, jakieś 700 metrów - przypomina sobie Pilarz.

Gospodarzem skoczni był początkowo bielski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Potem przejęły ją władze Szczyrku, ale nie miały pieniędzy ani pomysłu na modernizację. 31 maja 2000 roku skocznia spłonęła. Drewnianą konstrukcję gasiło sześć jednostek straży pożarnej. Nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Skocznia była już wtedy zresztą zagrożona katastrofą budowlaną i przeznaczona do rozbiórki. Wejścia w jej pobliże strzegły znaki ostrzegawcze.

W narciarskim środowisku wielu zwolenników miała teoria, że pożar rozwiązał wszystkie problemy i tak przeznaczonej do rozbiórki skoczni. - To pan tak powiedział... - ucina Pilarz, gdy mu to przypominam.

Rekordzistą skoczni jest mało znany Słowak Ladislav Sulir. Podczas oficjalnego treningu przed zawodami Pucharu Świata grupy B w kombinacji norweskiej w 1994 roku skoczył 91 m, poprawiając o 5 m dotychczasowy rekord Piotra Fijasa. W konkursie Sulir nawet się jednak nie zbliżył do tego wyniku, a najdalej - po 89 m - skakali Austriak Guenther Csar (brązowy medalista olimpijski z Calgary w drużynowej kombinacji) oraz junior z Klimczoka Bystra Łukasz Kruczek, dziś drugi trener kadry skoczków.

W 1995 roku na Salmopolu startował 18-letni wówczas Adam Małysz z KS Wisła. Był jednym z 30 uczestników mistrzostw Polski. Po pierwszej serii Małysz (85 m) miał wyraźną przewagę nad Wojciechem Skupniem z Zakopanego. W drugiej serii niedoświadczony Małysz wylądował na 84. metrze, ale nie ustał skoku. W efekcie mistrzem kraju został Skupień. Ówczesny trener kadry Pavel Mikeszka tak tłumaczył niepowodzenie Małysza na Salmopolu: - Jak Adam robi przy lądowaniu telemark, prawą nogę często za bardzo wysuwa w przód... - To dla mnie nauczka, że nie należy być niczego pewnym za wcześnie - żałował Małysz, który kilka tygodni później zadebiutował w mistrzostwach świata w Thunder Bay, zajmując tam bardzo obiecujące (10. i 11.) lokaty.



Skocznie w Beskidach

Skalite w Szczyrku (K-85) i Wisła Malinka (K-120 w trakcie modernizacji)

Wisła Łabajów (K-65, K-35), Wisła Centrum (K-40), Szczyrk Biła (K-50, K-33), Beskidek w Szczyrku (K-15), Goleszów (K-15), odtwarzana skocznia w Bystrej, w budowie w Gilowicach.



Przenieśmy patrona do Malinki!

Rzadko który obiekt sportowy doczekał się tak barwnego patrona, jak skocznia na Salmopolu. Był nim Zdzisław Hryniewiecki z BBTS Bielsko-Biała, jeden z najbardziej utalentowanych polskich skoczków, którego wspaniale rozwijającą się karierę przerwał tragiczny wypadek. 28 stycznia 1960 roku, kilka dni przed wyjazdem na Igrzyska Olimpijskie do Squaw Valley, 22-letni Hryniewiecki podczas treningu w Wiśle Malince uderzył plecami o zeskok i złamał kręgosłup. Resztę życia spędził na wózku inwalidzkim. Zmarł w 1981 roku. Skocznia na Salmopolu została nazwana właśnie jego imieniem. Nie ma już tej skoczni, nie ma pamiątkowej tablicy, ale pozostała pamięć o wielkim sportowcu.

Właśnie mija 45 lat od tragicznego wypadku w Malince. W tym roku obiekt, na którym Hryniewiecki zakończył sportową karierę, ma zostać - po kilkuletniej modernizacji - ponownie oddany do użytku. Naszym zdaniem to wymarzona okazja, aby nadać jej imię właśnie Zdzisława Hryniewieckiego.

pzaw





Na żywo
Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19