Sport.pl

Podsumowanie występów Pogoni w rundzie jesiennej

"Wisła, Legia, Pogoń?" tak zapowiadałem sezon 2004-2005. Liczyłem, że ambitny beniaminek może podbić ligowe rozgrywki i wyrosnąć na nową jakość ekstraklasy. Zagłębiu i Cracovii innym debiutantom udało się. Pogoń miała taką szansę, ale ją zmarnowała

Czy szczecińskich kibiców cieszy dziewiąta lokata? Wątpię. Mamy tylko trzy punkty przewagi nad 13. Lechem Poznań. Ostatni GKS Katowice raczej przestał się już liczyć. Od początku skazywany był na spadek i zgromadził zaledwie osiem punktów. Pogoń 15, ale dystans do trzeciego w tabeli Groclinu Grodzisk wynosi już dziesięć oczek i trudno wierzyć, że na wiosnę szczeciński zespół zmniejszy ten dystans. Marzenia o wywalczeniu miejsca gwarantującego start w Pucharze UEFA trzeba odłożyć na przyszły sezon. Pozostaje jeszcze jedna furtka Puchar Polski. Pogoń jest już w 1/8 finału, ale przed nią daleka droga.

Czemu się nie udało?

Byle jakie granie

Jesienne mecze Pogoni oglądało się jakby za karę. Świetne połówki z Legią, Lechem, dobre fragmenty z Amicą, Cracovią to jednak za mało jak na 13 ligowych występów. Chciałbym, by gra Pogoni w końcu zaczęła robić dobre wrażenie przez 90 minut, a forma utrzymywała się przez całą rundę lub jej większość. Jesienią dyspozycja była daleka od dobrej.

Zupełnym nieporozumieniem była gra w systemie 4-2-3-1 preferowanym przez twórcę awansu do ekstraklasy Bogusława Baniaka. Rywale dość szybko i skutecznie potrafili wybić każdy atut Pogoni. W dodatku portowcy grali bardzo defensywną piłkę. A gdy już atakowali, to zbyt małą liczbą graczy, by zagrozić rywalom. Za Baniaka drużyna lepiej się spisywała, gdy szkoleniowiec musiał odejść od swojego systemu (Lech, GKS). Były trener wydał na siebie wyrok w Płocku, gdy nie wiedzieć czemu zrezygnował z ustawienia 4-4-2 i przez to stracił choćby punkt.

Baniaka zastąpił Bohumil Panik i z grą Pogoni wcale nie jest lepiej, z tym że plusem dla nowego szkoleniowca jest zdecydowana poprawa gry obrońców. Nie popełniają już tak wielu błędów. Panik preferuje system 4-3-3, co na razie wygląda na duży chaos w przednich formacjach.

Po pucharowych grach, choć zakończonych awansem, także pozostanie duży niedosyt związany z porażkami z drugo- (Świt) i trzecioligowcem (Mazowsze).

Panowie, odwagi

15 punktów nie jest oczywiście szczytem możliwości zespołu. Dorobek nie mógł być większy, bo portowcy zbyt rzadko punktowali w meczach wyjazdowych. Jedynie z Polonii i Zagłębia wracali z punktem. Zwycięstwa nie było.

Nie wiemy, co się dzieje tłumaczyli taką postawę zawodnicy.

Może to przez pułapkę, którą sami zastawili sobie piłkarze i szkoleniowcy. Jesienią powtarzali bardzo irytujący schemat na wyjeździe nic nie stracić, a może coś wejdzie (dla porównania grając u siebie zaatakować, strzelić i wybronić).

Taka pasywna postawa nie przynosiła powodzenia i wątpliwe, by przyniosła efekty wiosną. Wygrywają odważni.

Chybione transfery

Zupełnie nie udał się pomysł z zatrudnieniem do pomocy Baniakowi czeskiego młodego szkoleniowca Pavla Malury. Najpierw było zamieszanie, kto będzie za co odpowiadał, później nie było wyników. Według przedsezonowych zapewnień szefem miał być Baniak, ale za porażki w dwóch pierwszych meczach obarczono Malurę.

Dziewiąta lokata to również wynik przeprowadzonych przed sezonem zmian kadrowych. Przypomnę, że pozbyto się Bogusława Wyparły, Artura Andruszczaka i Radosława Bilińskiego. W ich miejsce przyszli piłkarze z nazwiskami: Rafał Grzelak, Waldemar Grzanka, Michał Probierz, Maciej Terlecki i Giuliano. Nowi grali słabo i z szumnych zapowiedzi działaczy o wzmocnieniach nic nie wyszło.

Liga pokazała również, jak wiele Pogoń straciła na zawodnikach, z których zrezygnowała. Na początku sezonu było sporo pretensji do Krzysztofa Pilarza (wcześniej grał Wyparło), gry środkowych pomocników (Biliński), a prawi pomocnicy (Andruszczak) byli słabi lub często kontuzjowani.

Na szczęście szybko zauważono, że drużyna potrzebuje faktycznych wzmocnień i sprowadzono Claudio Milara. Urugwajczyk faktycznie był udanym transferem i zapewnił drużynie kilka punktów.

Brak stabilizacji

Przybycie Milara rozpętało jednak burzę wokół Pogoni, a ona uwidoczniła słabość organizacyjną. Włodarzom nie spodobało się, że największa witryna internetowa poświęcona klubowi podaje informacje inne niż oficjalna propaganda. Zmusili ją do zamknięcia. Dziennikarzy, którzy najgłośniej zaprotestowali (w tym autora), odsądzono od czci i wiary. Właściciel klubu Antoni Ptak po raz kolejny (trzeci w 2004 roku) zagroził odejściem, zaprzestaniem finansowania Pogoni i nawet czasowo groźbę wprowadził w życie. Pozostali działacze spanikowali, pokazując słabość i brak pomysłu na funkcjonowanie sportowej wizytówki Zachodniopomorskiego.

Od tamtej pory o Pogoni więcej się jednak mówiło w kontekście rozmów z władzami Szczecina o formie dofinansowania klubu i jego przyszłości. Kibice mogą spokojnie zapaść w sen zimowy. Wszystko jest teraz na dobrej drodze: Pogoń będzie zarabiała z miejskiego inkasa, a może również wydzierżawi Śnieżną Górkę.

Krok do przodu

Czego więc brakuje Pogoni, aby móc o niej mówić jako o profesjonalnie zorganizowanym klubie z zespołem na miarę europejskich pucharów? Drużynie przydałoby się dwóch obrońców, w tym jeden do kierowania tym blokiem; oraz napastnik partner dla Milara. Poza tym: stylu (myśli taktycznej) i charakteru walczaków. A wokół zespołu braków jest znacznie więcej: przede wszystkim trzeba ostro zabrać się za modernizację stadionu (w pierwszej kolejności trybuna VIP, prasowa, zadaszenie kolejnych sektorów), nie ma rzetelnej informacji, klarownego podziału kompetencji działaczy i osoby od poszukiwania sponsorów. Wszystkiego nie da się poprawić od razu, ale do pierwszego wiosennego meczu Pogoń musi zrobić krok do przodu.