Tadeusz Świątek wrócił do Płocka

Przy 70-tysięcznej publiczności grał przeciwko Michelowi Platiniemu i Paolo Rossiemu z Juventusu, stawał oko w oko z Ianem Rushem z Liverpoolu, w koszulce Yukongu Seul zdobywał mistrzostwo Korei. A teraz pracuje w Miejskim Zespole Obiektów Sportowych i myśli o... utworzeniu płockiej piłkarskiej drużyny kobiet.
Tadeusz Świątek, który z płockich kibiców nie zna tego nazwiska? W pierwszej drużynie Wisły jako niespełna 17-letni chłopak zadebiutował pod koniec lat 90. I to jak! Płocczanie przegrali wtedy w Zduńskiej Woli z Pogonią 2:3, ale obie bramki dla nafciarzy zdobył właśnie on.

Rok później wraz z kolegami po raz pierwszy w historii klubu awansował do II ligi, a już w 1982 r. wpadł w oko działaczom łódzkiego Widzewa. Występował w nim aż przez siedem lat. Dwukrotnie zdobył wicemistrzostwo Polski, jego drużyna była najlepsza w rozgrywkach Pucharu Polski. No i największy sukces - półfinał Pucharu Europy, odpowiednika dzisiejszej Ligi Mistrzów.

- Na stadion w Turynie przyszło 70 tys. ludzi, graliśmy przeciwko Cabriniemu, Scirei, Tardelliemu - włoskim gwiazdom, które pół roku wcześniej wywalczyły mistrzostwo świata - przypomina Świątek. - Ale jeszcze wcześniej był zwycięski dwumecz ze słynnym Liverpoolem. To wtedy nasz trener postawił przede mną wyjątkowo odpowiedzialne zadanie: "masz pilnować swojego idola, największą gwiazdę w historii klubu, Kenny'ego Dalglisha" - przypomina Świątek. - Myślę, że spisałem się bez zarzutu, Szkot kopnął piłkę najwyżej kilka razy.

Z Widzewem Tadeusz Świątek nie zdobył jednak mistrzostwa kraju, dokonał tego dopiero w Yukongu Seul w Korei Płd. Jednocześnie został wybrany na najlepszyego obcokrajowca w całej lidze, jako jedyny z drużyny trafił do jedenastki sezonu. Do Polski wrócił po 3,5 roku, występował jeszcze przez rundę m.in. w warszawskiej Polonii. W Płocku jest od kilku miesięcy. - Chciałem pracować w Wiśle, ale nie zostałem przyjęty zbyt chętnie - mówi. - Znalazł pracę w MZOS-ie, w dziale marketingu i promocji sportu. Właśnie organizuje Płocką Ligę Piłki Nożnej - w niedzielę o godz. 14 w hali w Borowiczkach rozgrywki zacznie 16 drużyn.

Świątek skończył kurs trenerski, po głowie chodzi mu zamiar utworzenia żeńskiej drużyny futbolowej. - W ciągu dwóch-trzech lat jesteśmy w stanie mieć tu pierwszą ligę - zapewnia.

Tadeusz Świątek

Pochodzi z Żarowa, to dolnośląska miejscowość pod Świdnicą. Miał osiem lat, gdy w 1969 r. przeprowadził się z rodzicami do Płocka. - Ojciec dostał pracę w Petrochemii - wspomina. Skończył płocką "Siedemdziesiątkę" (dwa razy zdobył w jej barwach mistrzostwo Polski juniorów), ale maturę zdawał już w technikum w Łodzi. Poważną przygodę z piłką zaczął dość późno, bo dopiero w wieku 14 lat. I dość przypadkowo. - Że mam smykałkę wypatrzył sąsiad z osiedla Łukasiewicza, który obserwował, jak gram w piłkę - opowiada. - Zaprowadził na stadion, a tam na początku zajął się mną Szczepan Targowski, obecny wiceprezes Wisły. Na początku nie rzucałem się w oczy. Taki byłem mały i chudziutki.