Sport.pl

Radomsko: Krzyczeli na nas. PZPN: Nikt nie krzyczał

- W czasie posiedzenia Wydziału Dyscypliny próbowano na nas krzyczeć i zasugerowano, aby zawrzeć porozumienie z zawodnikami, bo nie mamy dowodów na przekupstwo - mówi Jerzy Strzembosz, były członek zarządu Radomska.
Artur Brzozowski: Dlaczego zrezygnowaliście z dochodzenia prawdy?

Jerzy Strzembosz (były członek zarządu i były rzecznik RKS Radomsko): Zrezygnowaliśmy z prostej przyczyny - Wydział Gier i Dyscypliny zażądał od nas konkretnych dowodów. A my takich dowodów nie mieliśmy, poza tym, że u naszych zawodników nie było walki i zaangażowania. Przedstawiliśmy w PZPN kasetę z meczu oraz wycinki prasowe negatywnie oceniające postawę piłkarzy Radomska.

Ale w czasie posiedzenia Wydziału Dyscypliny próbowano na nas krzyczeć i zasugerowano, aby zawrzeć porozumienie z zawodnikami, bo nie mamy dowodów na przekupstwo. Dobrze, że mam na to wszystko świadka, był ze mną Mariusz Domagała, członek zarządu Radomska.

Z częścią zawodników, których chcieliście zdyskwalifikować, doszliście do porozumienia.

- Ustaliliśmy, że zawodnicy zrzekną się dwóch lub trzech - dokładnie nie pamiętam - premii meczowych. I tak się stało.

PZPN: Nikt nie krzyczał

Mirosław Maciorowski: Dlaczego wydział nie wyjaśnił sprawy?

Stanisław Wzorek (Wydział Dyscypliny PZPN): Działacze Radomska złożyli wniosek o ukaranie zawodników, a później go wycofali. Nie wiem dlaczego.

Jerzy Strzembosz mówi, że sugestia, by dogadać się z zawodnikami, wyszła m.in. od członków wydziału. Że wręcz na nich krzyczano.

- Nic podobnego. Nie było żadnych nacisków. Nie pamiętam dobrze szczegółów, ale z naszej strony nie padły słowa skłaniające działaczy do dogadania się z zawodnikami. Zażądaliśmy natomiast dowodów.

To dlaczego działacze odebrali Wasze działanie jako nacisk?

- Nie wiem. Różnie ludzie odbierają nasze zachowanie. Przewodniczący wydziału, pan Adam Tomczyński to doświadczony sędzia, nie pozwoliłby sobie na takie zachowanie. Oczywiście wszyscy widzieli, że mecz był sprzedany, bo ślepy by to zauważył. Grali tak długo, aż Murdza strzelił gola z pięciu metrów. Ten mecz był przecież w telewizji. Ale dowodów na sprzedaż nie było.

I choć wszyscy to widzieli, to nie jest wystarczające do wszczęcia postępowania?

- Wydział w wyjątkowych sytuacjach wszczyna postępowania z urzędu. Zwykle robi się to na wniosek. Jeszcze raz więc powiem, że wniosek wycofano. Jest w tej sprawie orzeczenie, do wglądu w każdej chwili. Nie przedstawiono nam dowodów, ale jedynie domysły. A może ci piłkarze nie mieli siły i dlatego przegrali. A może nie umieli grać... Na całym świecie tak jest, że jak nie ma dowodów, to trudno kogokolwiek ukarać.