Edward Socha dla "Gazety": Nie poniosłem porażki

Denerwuję się, kiedy słyszę komentarze, że "spadłem z wysokiego konia". Nastały ciężkie czasy i cieszę się, że po odejściu z Legii od razu znalazłem zatrudnienie w Żywcu. Jednak od stycznia będę pracował w ekstraklasie lub drugiej lidze - mówi Edward Socha, dyrektor sportowy IV-ligowej Koszarawy Żywiec.
Leszek Błażyński: Czy praca w Koszarawie zaspokaja Pańskie ambicje?

Edward Socha: Jestem zadowolony z tego, że znalazłem się w Żywcu. Mogę się tu realizować. Chcemy podobnie jak Szczakowianka Jaworzno czy Korona Kielce najpierw awansować do trzeciej, a później drugiej ligi. Przez kilka lat byłem poza domem, bo kiedy pracowałem w Odrze Wodzisław mieszkałem w Mielcu. Osiem miesięcy temu wybudowałem dom w Wodzisławiu, ale znalazłem zatrudnienie w Warszawie. Teraz wreszcie mogę więcej czasu spędzić z rodziną, bo z Wodzisławia mam niedaleko do Żywca. To jest kolejny plus nowego miejsca zatrudnienia

Jest Pan zadowolony z pracy, jaką wykonał w Legii Warszawa?

- Ja wcale nie poniosłem porażki! Moją największą zasługą było sprowadzenie do Legii czwórki bardzo utalentowanych piłkarzy: 16-letniego Macieja Korzyma, 18-letniego Jakuba Rzeźniczaka i 19-latków Eddiego Stanforda oraz Marcina Smolińskiego. Długo jeszcze Legii nie uda się zakontraktować tak zdolnych piłkarzy za tak małe pieniądze. Wszyscy kosztowali symboliczne sumy. Zabolało mnie, kiedy przeczytałem w jednej z gazet, że zostałem zwolniony z Legii za nieudane transfery. Zaznaczam, że nie zwolniono mnie. Nie przystałem na nowe warunki jakie mi zaproponowano. Jako konsultant ds. sportowych ITI powinienem być partnerem dla trenera, a Legia dążyła do tego, aby nowy trener [Jozef Chovanec - przyp. red.] pełnił w klubie trzy funkcje. W Warszawie była identyczna sytuacja jak w Wiśle Kraków, dlatego odszedłem z obu klubów. Dopiero niedawno podczas meczu Odry Wodzisław z Wisłą Kraków rozmawiałem z trenerem Henrykiem Kasperczakiem i wszystko sobie wyjaśniliśmy [na początku 2004 roku Socha miał pracować w Wiśle Kraków. Kasperczak stwierdził, że Socha będzie zajmował się tylko wyszukiwaniem młodych talentów w niższych ligach - przyp. red.]. Uważam, że dobrze się wywiązałem z pracy w Legii. Jedynie nie udało mi się zatrzymać Aleksandra Vukovicia [Serb przeszedł do greckiego GS Lyttos Ergotelis - przyp. red.], ale nie było to zależne ode mnie, a od finansów.

Stolicę musiał Pan zamienić na prowincję.

- Nastały ciężkie czasy i cieszę się, że od razu po odejściu z Legii znalazłem pracę w Żywcu. Nie lekceważmy jednak małych klubów. Koszarawa ma przed sobą przyszłość. Od stycznia przyszłego roku poza Koszarawą będę pracował w jakimś klubie ekstraklasy lub II ligi. Otrzymałem kilka poważnych ofert.

Jednak prezes Odry Wodzisław Ireneusz Serwotka nie kontaktował się z Panem.

- W Odrze spędziłem pięć lat i ten klub jest mi bardzo bliski. Ostatnio kilka razy spotykałem się z Serwotką, bo jesteśmy przyjaciółmi, ale nie oferował mi pracy. Ja chciałbym wrócić do Odry, ale nie mogę na siłę pchać się do klubu. Decyzja należy do prezesa. Jeśli będzie uważał, że mu pomogę, na pewno do mnie zadzwoni.

Kiedy odszedł Pan z Wodzisławia zespół zaczął grać coraz gorzej. Czy Odra nie potrafi dać sobie rady bez Pana?

Nie chcę oceniać polityki transferowej klubu, ale oglądałem mecze Odry i zespół gra nieźle. Wodzisławianie mają problemy ze skutecznością i nie sprzyja im szczęście. Jestem sercem z klubem i wierzę w to, że utrzyma się w ekstraklasie. Czy z moją pomocą? Czas pokaże.



Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19