Sport.pl

Polska Liga Siatkówki: Jastrzębski Węgiel - Skra 0:3, Radlin - KP Sosnowiec 1:3

Siatkarze z Jastrzębia ten sezon rozpoczęli zupełnie nieudanie. Po czterech kolejkach nasz zespół ma na koncie trzy porażki, a licząc z niedawnym meczem pucharowym w Wiedniu, seria kolejnych przegranych wzrosła do czterech. Tym razem komplet punktów z hali w Szerokiej, która w ubiegłym sezonie była prawdziwą twierdzą, wywiózł zespół z Bełchatowa.

Gospodarze nie byli faworytem sobotniego meczu. Rywale to ekipa gwiazd, jeden z głównych kandydatów do złotego medalu. Liderem drużyny Ireneusza Mazura był w tym meczu Piotr Gruszka. Przed sezonem o tego zawodnika, mającego doświadczenie gry w ligach Francji i Włoch, ze Skrą rywalizowało też Jastrzębie. - Miałem propozycję z Jastrzębia, wybrałem jednak lepszą ofertę z Bełchatowa i teraz dla niego gram najlepiej jak potrafię - przyznał Gruszka.

Gospodarze mogą chyba żałować, że nie przekonali reprezentacyjnego atakującego do gry w swoim klubie. W sobotę to on bowiem był głównym katem jastrzębskich siatkarzy. - My, niestety, nie mieliśmy tak znakomitego lidera. Gruszka zademonstrował wielki repertuar akcji w ataku - chwalił potem trener Igor Prielożny.

Wszystkie trzy sety sobotniego meczu były bliźniaczo podobne. Za każdym razem gospodarze toczyli wyrównaną walkę gdzieś tak do połowy seta, w każdym nawet prowadzili. W pierwszej części było 12:10, w drugiej 13;10, a w trzeciej 8:5 i 14:13. Końcówka jednak w każdym z setów była popisem ekipy gości. Trener Prielożny uważnie studiował arkusze obserwacyjne statystyk prowadzone przez swego asystenta, zmieniał taktykę, wprowadzał dublerów. Dwoił się i troił Przemysław Michalczyk, nieźle radził sobie Marcin Wika, lepiej niż poprzednio zagrał Portorykańczyk Victor Rivera, dobrą zmianę dał Arkadiusz Terlecki. Wszystko na darmo. Gruszka i koledzy w pewnym momencie przyspieszali, włączali dodatkowy napęd i odjeżdżali naszym.

Po meczu trener Mazur był wyjątkowo kurtuazyjny. - Gospodarze zagrali znakomicie, gdyby wynik był odwrotny nikt nie mógłby mieć pretensji - mówił.

Smutne natomiast, że coraz mniej kibiców przychodzi do hali w Szerokiej. Na ostatnim meczu, mimo że na parkiecie widzieliśmy ponad połowę reprezentacji Polski, na trybunach było sporo wolnych miejsc. Nie tak dawno było to nie do pomyślenia. Kiepsko to wróży przed meczami Ligi Mistrzów, z których najbliższy - z Vojvodiną Nowy Sad - już jutro w trzytysięcznym obiekcie w Dąbrowie Górniczej.

KS Jastrzębski Węgiel - Skra Bełchatów 0:3 (19:25, 19:25, 21:25)

Węgiel: Chudik, Rybak, Michalczyk, Wika, Nowak, Pliński, Rusek (libero) oraz V. Rivera, Pilarz, Terlecki, J. Rivera, Kurian.

Skra: Stelmach, Wlazły, Szczerbaniuk, Gruszka, Wnuk, Milczarek, Ignaczak (libero) oraz Maciejewicz.

Górnik Radlin - KP Polska Energia Sosnowiec 1:3



Kibice radlinian ostrzyli sobie apetyty na pierwszy sukces swojej drużyny. Nadziei dodawały im kiepskie ostatnio mecze sosnowiczan w lidze i europejskich pucharach. - Radlin to nie belgijskie Noliko. Nie będzie tak źle - pocieszał się przed meczem Jakub Łomacz, czołowy zawodnik Kazików.

Jednak w pierwszym secie beniaminek z Radlina, skazywany w tym sezonie na pożarcie, zagrał nawet lepiej od wspomnianych Belgów. Gospodarze od początku zaatakowali ze wszystkich sił. Solidna zagrywka, uważna gra na przyjęciu spowodowały, że goście mieli problemy. Sosnowiczanie w tym okresie sprawiali wrażenie zupełnie zagubionych. Na niewiele się zdawały rady trenera Mariana Kardasa, radlinianie pewnie wygrali swego pierwszego seta w ekstraklasie, pozwalając rywalom zdobyć ledwie 15 punktów! - Nasz blok był koszmarny, przyjęcie słabiutkie - mówił potem Kardas.

Wydawało się, że beniaminek wygra łatwo cały mecz. Jednak zmiany poczynione w sosnowieckim zespole zupełnie odmieniły przebieg gry. Za słabo spisującego się Szymona Żurawskiego na parkiet wszedł Litwin Haroldas Cyvas i spisywał się znakomicie. - To był nasz cichy bohater - mógł się cieszyć trener sosnowiczan.

Cyvas okazał się siłą napędową w ataku, natomiast na przyjęciu z dobrej strony pokazał się Radosław Panas. To był pierwszy mecz sprowadzonego przed sezonem z Częstochowy zawodnika, po kontuzji wreszcie wrócił na parkiet i zagrał dobrze, pomagając sosnowiczanom w odniesieniu zwycięstwa. Kaziki miały jeszcze problemy w czwartym secie - wtedy Górnik prowadził nawet 18:15, jednak trzy bloki Cyvasa w tym okresie gry przesądziły o tym, że tie-break nie był potrzebny.

Wszyscy byli po meczu zadowoleni? Pewnie nie do końca, ale... Sosnowiczanie zgarnęli komplet punktów, a radlinianie wygrali swego pierwszego seta w lidze. To może okazać się dobrym prognostykiem przed bardzo ważnym dla nich meczem z walczącą również o utrzymanie Nysą, który czeka ich już za niecałe dwa tygodnie.

Górnik Radlin 1 (25, 19, 23, 20)
KP Sosnowiec 3 (15, 25, 25, 25)
Górnik: Lip, Lisiecki, Domonik, Grygiel, Pęcherz, Szabelski, Dohnal (libero) oraz Sobczyński, Barteczko, Fijoł.

Energia: Żygadło, Żurawski, Zelić, Kudłacik, Łomacz, Soroka, Legień (libero) oraz Bartman, Cyvas, Panas.