Maciej Skorża (trener Amiki Wronki): Poznałem w Legii mnóstwo wspaniałych ludzi

Chcemy sprawić niespodziankę. Zespół z Warszawy znam dobrze, nawet bardzo dobrze. Pracowałem na Łazienkowskiej kilka lat, teraz to najpoważniejszy konkurent Wisły Kraków. Ale mój zespół się nie podda - zapowiada 33-letni trener Amiki. W piątek o 20 Legia zagra we Wronkach, transmisja w Canal +


Robert Błoński: Oglądał Pan mecz Legii w Szczecinie?

Maciej Skorża: Pewnie.

I co Pan powie o grze Legii?

- Potwierdziła swoje wszystkie atuty. Ma doskonale zorganizowaną grę, pomysł na realizację założeń, rozegranie piłki. To wszystko poparte jest dobrą techniką i indywidualnymi umiejętnościami.

Ale po 30 minutach mogło być 2:0 dla Pogoni. Albo nawet 3:0.

- Tak. Ale nie wynikało to z tego, że Pogoń grała jakoś specjalnie rewelacyjnie. Okazje, jakie mieli gospodarze, nie były ich zasługą, tylko konsekwencją błędów i niefrasobliwości legionistów. To nie Pogoń stworzyła te sytuacje, to Legia im je podarowała. Poza tym ten karny... Też się zastanawiam, czy był faul Marka Jóźwiaka. Owszem, było zetknięcie rękoma z Batatą, ale wątpię, czy ja podyktowałbym karnego... Legia na pewno nie jest w kiepskiej formie. To silny zespół. Jego siłą jest doskonale poukładana pomoc, która wspiera napastników. Z siłą Włodarczyka i Saganowskiego może się równać jedynie duet napastników z Krakowa czyli Żurawski z Frankowskim.

Jak przeczytają to napastnicy Amiki Paweł Kryszałowicz i Jacek Dembiński [obaj strzelili po bramce w pierwszej kolejce, w wyjazdowym meczu w Wodzisławiu - rb], to uznają, że Pan w nich nie wierzy...

- Ależ skąd! Tylko mi nie wypada mówić o swojej drużynie, a w szczególności o jej atutach. Pawła i Jacka na pewno nie uważam za gorszych napastników od tych z Legii czy Wisły.

Wróćmy do meczu w Szczecinie. Jak na faworyta, Legia popełniła chyba za dużo błędów.

- To był pierwszy mecz. Zabrakło Vukovicia i Zielińskiego. Nie wszystko grało, jak powinno. Ale Legia to taka drużyna, w której z meczu na mecz wszystko będzie coraz lepsze. Ja tylko mam nadzieję, że to jest broń obusieczna... Że i Amica nie popełni prostych błędów z meczu w Wodzisławiu.

Jakich błędów?

- Chodzi mi o organizację gry defensywnej drużyny. Ustawienie pomocników w momencie straty piłki. No i środkowych obrońców. Za dużo było nieporozumień.

Czy, Pana zdaniem, obecna Legia to lepszy zespół niż wiosną?

- Jacek Magiera powiedział, że to "co najmniej tak samo dobry zespół, jak w poprzedniej rundzie". Zgadzam się z tym. To jedyny... hmmm... no może nie jedyny, ale na pewno najgroźniejszy rywal Wisły Kraków w walce o tytuł mistrza Polski.

Trener Dariusz Kubicki został skrytykowany za zestawienie zespołu w Szczecinie... Z dziewięciu nowych zawodników zagrał tylko jeden, choć trzeba pamiętać o kontuzjach Kowalskiego i Djokovicia.

- Darek Kubicki to jest zbyt dobry trener, by na ławce zostawić lepszego zawodnika, kosztem słabszego. On ma w tym wszystkim najlepsze rozeznanie. Nie wszyscy nowi piłkarze byli i są od razu gotowi do gry w ekstraklasie i to w takim klubie, jak Legia. Ci, co ewentualnie mogliby grać od razu, są kontuzjowani. Bywa. Reszta, to przyszłość tej drużyny. Tego klubu. Nie uważam Darka za konserwatystę. On najlepiej wie, czego Legii potrzeba najbardziej.

Ale czy skład Legii w Szczecinie w jakimkolwiek stopniu Pana zaskoczył?

- Po co ta nagonka na "Kubę"? Zupełnie jej nie rozumiem. To szukanie dziury w całym. On ustala taktykę, skład. I wygrywa. Trzeba mu gratulować, a nie się czepiać.

Ma Pan 33 lata. To mało, jak na trenera w ekstraklasie. Jest Pan młodszy od wielu zawodników...

- O przepraszam! W Amice tylko od dwóch: Pawła Skrzypka i Jacka Dembińskiego (śmiech)

Nie przeszkadza to Panu, że w większości klubów ekstraklasy są mężczyźni starsi jeszcze grający w piłkę?

- Ależ skąd. Ja znam świetnie np. Zielińskiego, Jóźwiaka, starszego Sokołowskiego z Legii. Byłem w Warszawie na stażu, kiedy oni grali w piłkę. Miło mi będzie się z nimi spotkać. Ale wiek, różnica, to kto młodszy, kto starszy nie robi na mnie żadnego wrażenia. Nie uważam, że jestem za młody. Taki sam jak inni szkoleniowcy. Poddani tym samym kryteriom oceny. Wszystko zweryfikują wyniki. To, kto ile ma lat, nie ma znaczenia.

Amica postępuje odwrotnie niż Legia. Stawia na młodych zawodników.

- Taka jest polityka klubu. Od dawna bardzo dobrze pracuje się tu z młodzieżą. Ale już nikogo nie zadowala mistrzostwo czy wicemistrzostwo Polski juniorów. Chcą mieć z nich pożytek także w seniorach. I ja mam na nich postawić. Taka moja rola. Ale to nie będzie usprawiedliwienie, jeśli wyniki nie spełnią oczekiwań. Nie powiem, że to wszystko przez to, iż musiał grać Kikut, a nie Zieńczuk. Zresztą młodych graczy nie wolno za wcześnie wrzucać na głęboką wodę. Nie chcę, by się spalili psychicznie, zblokowali.

Niech Pan przypomni o swojej pracy w Legii.

- Ściągnął mnie tu w 1994 roku znakomity trener młodzieży, Tadeusz Chruściński. Najpierw, przez cztery lata, pracowałem na Fortach Bema. Potem prowadziłem zespół juniorów. W międzyczasie odbyłem staż w drużynie Pawła Janasa. Przez dwa lata byłem na każdym treningu, meczu i obozie tamtej drużyny.

Czego się Pan nauczył?

- To była ekipa Leszka Pisza, Adasia Fedoruka, Zbyszka Mandziejewicza... Można powiedzieć, że różnych rzeczy "liznąłem" (śmiech). Poza tym zdobywaliśmy tytuł mistrza Polski i graliśmy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Poznałem w Legii mnóstwo wspaniałych ludzi. To dlatego teraz trenerem bramkarzy we Wronkach jest Maciek Szczęsny. A w ogóle, to pierwszą osobą, której zaproponowałem współpracę, był Jacek Bednarz. Odmówił, bo już podjął się roli rzecznika prasowego Legii. Ale do klubu z Łazienkowskiej mam wielki sentyment, spotkałem tam mnóstwo wspaniałych ludzi.

Czy także dlatego mecz z Legią jest dla Pana jakoś szczególnie wyjątkowy?

- Dreszczyk emocji jest. Ale nie traktuję tego meczu, jak nie wiadomo co wielkiego. Trzy punkty są takie same, jak te zdobyte w Wodzisławiu. Dla Amiki bardzo, bardzo istotny będzie początek. Mamy za wąską kadrę, by skutecznie rywalizować w lidze, Pucharze Polski i Pucharze UEFA. A meczów jest sporo. I ja wiem, że mój zespół czeka w tej rundzie trudny moment. Posypią się kartki, urazy i będą musieli grać młodzi zawodnicy. Za mało doświadczeni, by podołać. Dlatego istotny jest każdy punkt zdobyty na początku.

Ma Pan pomysł na Legię?

- Zawsze jest jakiś sposób na rywala. Kiedy byłem asystentem Mirka Jabłońskiego w Płocku, Wisła ograła Legię 2:1. Zespół z Warszawy ma słabe strony i w nie w piątek uderzymy...

Defensywa? Brakuje Jacka Zielińskiego.

- Nie chodzi o indywidualności, a o zespół. Jacek to wspaniały piłkarz, ale w Szczecinie z powodzeniem zastąpił go Choto. Chodzi mi raczej o błędy, jakie Legia popełnia jako zespół. W organizacji gry...

Jest Pan asystentem Pawła Janasa w reprezentacji. Wydział Szkolenia długo nie chciał się zgodzić, by łączył Pan funkcję z prowadzeniem klubu I-ligowego.

- Tak. Miałem z tym problemy. Był sprzeciw, na jednym z posiedzeń, przekazano mi, że to zły pomysł, bym pracował w kadrze i klubie. Ale pewne sprawy były już posunięte za daleko. Dałem słowo we Wronkach, miałem związane ręce, nie było odwrotu. Nie podpisałem co prawda żadnego kontraktu, ale wycofać się nie mogłem. Liczyłem na zrozumienie i wyrozumiałość Wydziału Szkolenia...

I?

- Komisja Licencyjna, bez żadnych podtekstów, wydała mi pozwolenie na prowadzenie drużyny z ekstraklasy. Czyli chyba jest w porządku. Złość i sprzeciw minęły.

Kto jest faworytem piątkowego meczu?

- Jasne, że Legia. A my będziemy się starali sprawić niespodziankę. To nie kurtuazja, tylko rzetelna ocena faktów.

Ma Pan jakieś problemy przed meczem z Legią?

- Na pewno nie zagrają (tak, jak w pierwszym meczu) kontuzjowani Arek Bąk, Jarek Bieniuk i Remek Sobociński. Po spotkaniu z Odrą kłopoty mieli Paweł Kryszałowicz i Marcin Burkhardt. Ich występ nie jest pewny, nie trenowali kilka dni. Będę więc szczęśliwy, jeśli przeciwko Legii zagra ten sam zespół, co w Wodzisławiu.



Skomentuj:
Maciej Skorża (trener Amiki Wronki): Poznałem w Legii mnóstwo wspaniałych ludzi
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz