Sport.pl

Rozmowa z Michałem Globiszem

Łukasz Pałucha: W znanej serialowej piosence Andrzej Rosiewicz śpiewał, że "40 lat minęło jak jeden dzień". Czy równie szybko minęło 30 lat Pana pracy trenerskiej?

Michał Globisz: Tak, nie mogę uwierzyć, że już 30 lat jestem trenerem. Cały czas mi się wydaje, że to ja ma 30 lat. Te lata minęły jak jeden błysk. Taki jubileusz to czas do refleksji, nie raz zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem skręcając z kierunku ekonomii na piłkę nożną. Wiem już, że dobrze zrobiłem. Nie żałuję tego, bo poszedłem tam, gdzie wskazywało mi serce. Mam szczęście bo robię to, co lubię. Przez 30 lat z radością chodziłem do pracy. Dzięki futbolowi poznałem wielu wspaniałych ludzi i zwiedziłem świat.

Czy miał Pan kiedyś moment zwątpienia i chciał porzucić piłkę?

- W życiu są zawsze piękne chwile i trudne. Dla trenera najgorsze są porażki zespołu. Przeżyłem kilka niepowodzeń, ale nigdy nie załamały mnie one na tyle bym pomyślał o rzuceniu piłki. Choć głównie ze względów finansowych praca trenera była ciężka. Dlatego musiałem jeździć zagranicę na prace sezonowe zbierać winogrona i sadzić sałatę, zakładać nie w pełni legalną wypożyczalnię kaset wideo. Zawsze mogłem jednak liczyć na oparcie w żonie Maryli, która rozumiała moją pasję. To właśnie przecież dzięki niej zaczęła się moja kariera trenerska, to dzięki niej poznałem Wojciecha Łazarka i stałem się jego trenerskim wychowankiem.

Razem z trenerem Łazarkiem trafił Pan do Lechii Gdańsk. Jak trener, znany teraz przede wszystkim z pracy z młodzieżą, wspomina prowadzenie I-ligowej drużyny seniorów?

- Przygodę z I-ligową Lechią wspominam bardzo sympatycznie, mimo iż przez to, że broniliśmy się przed spadkiem, nie miałem luksusu spokojnej pracy. Każdy mecz był walką o przetrwanie i towarzyszył mu wielki stres. Udało mi się jednak dwukrotnie uratować Lechię przed degradacją i stworzyć ciekawy, zdyscyplinowany zespół.

Myśli Pan jeszcze o tym, żeby poprowadzić zespół seniorów?

- Czasami zastanawiam się nad tym, jednak gdy patrzę na to, co dzieje się w polskich ligach, to tracę ochotę. Dzisiaj trener nie wie, czy następnego dnia poprowadzi trening, prezesi klubów szaleją, zatrudniając w jednym sezonie kilku szkoleniowców. Ja cenię sobie stabilizację. Trener nie może być rozliczany za to, co zrobi w miesiąc. Musi mieć czas, żeby nauczyć piłkarzy swojego stylu gry, zgrać zespół. Działacze powinni wybierać trenerów, którym powierzą swoją drużynę na kilka lat, do których mają zaufanie, że uczciwie wykonają swoją pracę. Bez cierpliwości nie da się zbudować wielkie drużyny. Jeśli nic się nie zmieni, to pozostanę przy pracy w PZPN z młodzieżowymi reprezentacjami. Pracując dla PZPN mam komfort. Szkolenie i wychowywanie młodzieży sprawia mi dużą radość, daje ogromną satysfakcję. Szczególnie gdy trenowany przez ze mnie piłkarz robi potem karierę.

Jak długo zamierza Pan jeszcze pracować jako trener?

- Chcę trenować do 65. roku życia [czyli jeszcze jeszcze 7 lat - red.]. Potem nie zamierzam jednak jednym mocnym cięciem zerwać kontaktu z futbolem. Piłka nożna to moja pasja i bez niej nie mógłbym normalnie żyć. Myślę, że przez tyle lat zebrałem dużo doświadczeń, byłem zapraszany na międzynarodowe kongresy piłkarskie i seminaria i mogę podzielić się swoja wiedzą. Mogę być przydatny dla młodych trenerów, koordynować pracę w szkole czy społecznie pracować w Pomorskim Związku Piłkarskim.