Sport.pl

Poprzednik Wernera Liczki: opowieść o Vilemie Lugrze, pierwszym czeskim trenerze Górnika Zabrze

Przed Wernerem Liczką tylko raz czeski trener prowadził piłkarzy Górnika Zabrze. Niektórzy powtarzają anegdotę, że Vilem Lugr tak naprawdę był... śpiewakiem operetkowym, a do Polski przyjechał na trenerskich papierach brata i jakoś musiał sobie radzić w tym fachu.


Pierwszy Czech trenował Górnika prawie pół wieku temu. Vilem Lugr - podobnie jak Liczka - był mocno związany z Ostrawą, choć urodził się w 1910 r. w Podebradach, niewielkiej miejscowości nad Łabą, która kojarzy się przede wszystkim z pochodzącym stamtąd pierwszym królem husyckim Jerzym z Podebradów. W młodości był solidnym, ligowym piłkarzem. Grał w Ołomuńcu i Brnie. Potem przeniósł się do Prostejova. Najlepiej zapamiętano go jednak jako twardego obrońcę SK Slezska Ostrava (dziś Banik). Do Ostrawy Lugr trafił jesienią 1937 r., gdy zespół awansował do ekstraklasy. W pierwszym meczu śląski beniaminek pokonał na własnym stadionie rywali z Bratysławy aż 4:1, zaś w drugim spotkaniu sensacyjnie ograł w Pradze mistrzowską Spartę (3:2). - Lugr był znakomitym obrońcą i podporą drużyny, a przy tym kapitanem zespołu. Co ciekawe, w styczniu 1938 r. przez 20 dni Lugr był... także trenerem Slezskej Ostravy - opowiada Erich Vaclav, emerytowany profesor uniwersytetu w Pradze, który przygotowuje najnowsze wydawnictwo o historii Banika. Według wyliczeń profesora Vaclava, w barwach SK Slezska Ostrava Lugr wystąpił w 69 meczach, strzelając jednego gola. Co ciekawe na co dzień pracował w ostrawskiej policji.

Po ojcowsku

Jak trafił do Polski? To było latem 1957 r. Ekipa Lecha Poznań była przebywała na tournée po Czechosłowacji. Poznaniacy nie byli w najlepszych nastrojach, w lidze mieli za sobą już 11 kolejek i wciąż pozostawali bez choćby pojedynczej wygranej. - Szukaliśmy nowego trenera. W Czechosłowacji nasz kierownik Antoni Skowroński nawiązał kontakt z kierownictwem miejscowego okręgowego związku. Dogadali się szybko, Czesi w mig wyszukali nam nowego trenera. Dwa tygodnie potem w Poznaniu pojawił się Lugr - opowiada Henryk Czapczyk, który współpracował z czeskim szkoleniowcem podczas jego pracy w "Kolejorzu". Pod okiem zagranicznego fachowca Lech zaczął grać lepiej, wygrał pięć spotkań (m.in. 4:0 z Ruchem Chorzów), ale to było za mało, by utrzymać zespół w ekstraklasie. - Moim zdaniem to był najlepszy trener w historii Lecha. Fachowiec znakomity, dawał w kość, ale wiedział, co robi. Powiadaliśmy, że zgrupowania, które robił, to nie obozy sportowe, ale... koncentracyjne - przypomina Henryk Wróbel, czołowy piłkarz Lecha w tamtym okresie.

Mimo spadku z ekstraklasy Lugr pozostał w klubie i przepracował z poznaniakami jeden sezon w drugiej lidze. Nie udało mu się wywalczyć awansu i odszedł. Trafił do wrocławskiego Śląska. Wspomina Roman Bazan, który w tym czasie odbywał we Wrocławiu wojskową służbę: - Pamiętam go dobrze. Był naprawdę dobrym fachowcem. Miał swoją koncepcję i zdania nie zmieniał. Z wyglądu trochę przypominał marszałka Oleksego - łysawy, tęgawy, sympatyczny...

Wrocławscy piłkarze mówią, że "Lugier" traktował ich jak swoje dzieci, po ojcowsku. - I tak byliśmy w koszarach, nie było sensu nas jeszcze bardziej brać w karby - opowiada trener Paweł Kowalski, który wówczas grał w Śląsku Wrocław

Promem w jedną stronę

Podczas pobytu we Wrocławiu Lugra wypatrzyli działacze z Zabrza. - Dostał bardzo dobrą ofertę, nic dziwnego, że pożegnał Wrocław - mówi trener Paweł Kowalski, który wtedy grał w Śląsku.

Pobyt w Zabrzu czeski trener zaczął od wygranej nad Lechią, ale potem jego podopieczni, wśród których pierwsze skrzypce grali Erwin Wilczek i Ernest Pohl, zwycięstwa przeplatali porażkami. To się niezbyt w Zabrzu podobało, bo Górnik bronił przecież mistrzowskiego tytułu. - Sympatyczny człowiek, korpulentny, łysawy. Zbyt długo jednak z nami nie popracował - przypomina sobie Jan Kowalski, który grał w tamtej drużynie.

W czerwcu skończyła się pierwsza część rozgrywek, zespoły miały miesięczną przerwę. Górnik wyjechał do Szwecji na obóz i kilka towarzyskich meczów. Z powrotem Lugr już nie wrócił. - Wyszedł na miasto i tyleśmy go widzieli - mówi Jan Kowalski.

Lugr odnalazł się w... Norrkoping, zwanym przez miejscowych szwedzkim Manchesterem. Skandynawski klimat posłużył czeskiemu trenerowi, który właśnie skończył pięćdziesiątkę. Właśnie w Szwecji Lugr zanotował swój największy trenerski sukces. W 1963 r. z IFK Norrkoping zdobył mistrzostwo Szwecji. - Trenował nasz zespół przez dwa sezony, najpierw sięgnęliśmy po złoto, a rok potem skończyliśmy rozgrywki na czwartym miejscu - mówi Par Morell, działacz IFK.

Lugr miał w Norrkoping grupę znakomitych zawodników, m.in. Bengta Nyholma (przydomek "Zamora") oraz wielokrotnego reprezentanta Szwecji Ake "Bajdoffa" Johanssona. W Pucharze Mistrzów drużyna Lugra pokonała w I rundzie belgijski Standard Liege, a w drugiej wpadła na obrońców tytułu - AC Milan. W pierwszym spotkaniu padł sensacyjny remis (1:1), ale w rewanżu Włosi nie dali szans podopiecznym Lugra, wygrywając 5:2. Co ciekawe, Górnik Zabrze też skończył rywalizację w tej samej rundzie, przegrywając dwumecz z Duklą Praga.

Brał na potańcówki

Co wiadomo o prywatnym życiu Lugra? Zawodnicy z Lecha mówią, że Czechowi niezbyt się wiodło. - Żona od niego odeszła, zostawiając mu dwójkę dzieci. Te dzieciaki wychowywały potem siostry zakonne w jednym z czeskich klasztorów - przypomina Wróbel. Polscy piłkarze zapamiętali tęgawego szkoleniowca jako duszę towarzystwa. Nieraz zdarzało się, że brał swoich piłkarzy na potańcówki czy symboliczne piwo. Sam brylował w... śpiewie. Zawodnicy powtarzają anegdotę, że Lugr tak na prawdę był... śpiewakiem operetkowym, a do Polski przyjechał na trenerskich papierach brata i jakoś musiał sobie radzić w tym fachu. - Głos miał piękny, zdecydowanie był najlepszym śpiewakiem wśród trenerów - zaklina się Czapczyk. Zawodnicy pamiętają, że Lugr śpiewał im na... odprawach przed niektórymi meczami.

Po pobycie w Szwecji Czech wrócił w rodzinne strony. Nie szukał jednak zerwanych kontaktów z miejscowym światkiem futbolowym. Wybrał samotność. Zmarł jesienią 1981 r. w Ostrawie.



VILEM LUGR

trener Górnika Zabrze od 11 stycznia do 30 czerwca 1960 r. Prowadził zabrzan w 12 meczach ligowych: 5 razy wygrał, 3 razy zremisował i 4 razy przegrał. Po 12 kolejkach drużynę przejął od Czecha Augustyn Dziwisz. W sezonie 1960 (grano systemem jesień - wiosna) broniący mistrzowskiego tytułu zabrzanie zajęli ostatecznie trzecie miejsce.