Prezes Polaru Wrocław o aferze korupcyjnej: Oczyszczę klub

Jak zatrudniałem Tomasza Romaniuka, usłyszałem wzruszającą opowieść, jak w innym jego klubie trener i czterech piłkarzy handlowało meczami, a Romaniuk nie mógł na to patrzeć. I ja się na to nabrałem - mówi Bogdan Ludkowski
O aferze z udziałem piłkarzy tego drugoligowego klubu po raz pierwszy napisaliśmy 13 maja. Zawodnicy Polaru opowiedzieli działaczom w obecności ponad 20 świadków, że otrzymywali propozycje sprzedawania meczów. Potem Ireneusz Chrzanowski mówił nam o meczu z Zagłębiem Lubin, podczas którego Grzegorz Niciński miał powiedzieć: "Nie kop, mecz jest i tak ułożony".

Napisaliśmy też o spotkaniu towarzyskim dzień po spotkaniu z Zagłębiem, podczas którego inny gracz z Lubinaa potwierdził, że mecz został kupiony za 27 tys. zł. Marcin Foltyn, bramkarz Polaru, przyznał się do otrzymania dziwnego telefonu od byłego piłkarza Polaru (dziś Śląska Wrocław) Marka Grabowskiego przed meczami z Cracovią Kraków oraz Pogonią Szczecin. Foltyn dostał też SMS-a od piłkarza Świtu Nowy Dwór Mazowiecki Radosława Jasińskiego z pytaniem, czy mecz Polaru z Zagłębiem jest "podpierany". Do telefonów w sprawie sprzedaży meczów przyznał się też Tomasz Romaniuk, obrońca Polaru, były gracz m.in. Zagłębia Lubin. Piłkarz nie chciał zdradzić działaczom, kto do niego dzwonił. Został za to wyrzucony z drużyny tuż przed meczem ze Stasiakiem KSZO Opoczno.

Artur Brzozowski, Mirosław Maciorowski: Co Pan powiedział w zeszłym tygodniu na przesłuchaniu komisji dyscyplinarnej PZPN?

Bogdan Ludkowski, prezes Polaru Wrocław: Opowiedziałem o moim zaangażowaniu w klub. O tym, że gdy zostałem prezesem, postanowiłem czterech piłkarzy odsunąć od zespołu, bo miałem wobec nich podejrzenia o kupczenie meczami. Opowiadałem, jak zatrudniałem nowych zawodników z wiarą, że nie dojdzie już do handlu meczami. Przede wszystkim jednak przyjechałem do Warszawy, do PZPN, pomóc rozwikłać aferę korupcyjną, a zostałem potraktowany jak oskarżony. Forma zadawania pytań przez członków wydziału uwłaczała mojej godności. Po którymś kolejnym niedorzecznym pytaniu nie wytrzymałem i poprosiłem, by zmienili ton, bo nie będę odpowiadał.

Jakie pytania Panu zadawano?

- Niedorzeczne. Na przykład: "Kto z Polaru gra w STS-ach [firma bukmacherska - red.]". Czy to jest pytanie do prezesa klubu? Albo: "A kto do kogo dzwonił"? Powiedziałem, że do mnie nikt nie dzwonił. Szef komisji nagle rzuca do mnie: "A co pan tu prasie mówi, że zgnilizna sięgnęła dna". Mówię więc: "Panowie, to ja z piłkarzem Tomaszem Romaniukiem negocjowałem kontrakt". Jeden z jego koronnych argumentów, by grać w Polarze, dotyczył korupcji. Usłyszałem wzruszającą opowieść, jak w jednym z poprzednich klubów Romaniuka trener i czterech piłkarzy handlowało meczami, a Romaniuk - jak twierdził - nie mógł na to patrzeć. I ja się na to nabrałem.

Opowiedziałem o spotkaniu pod Tarnobrzegiem, podczas którego zawodnicy sami postanowili opowiedzieć o tym, co się działo przed niektórymi meczami. Nie chcieliśmy jakiejś medialnej eskalacji, afery na całą Polskę. Podejmowaliśmy działania we własnym gronie. Uznaliśmy bowiem, że to pomoże nam sportowo walczyć o utrzymanie w II lidze. Publikacja w "Gazecie" o tym, że najprawdopodobniej niektórzy piłkarze sprzedają mecze, była jednak skierowana do działaczy. Musieliśmy zareagować. I piłkarze rzeczywiście się otworzyli. Okazało się, że tylko połowicznie, a potem i z tego chcieli się wycofać. Lojalność wobec środowiska piłkarskiego była ważniejsza od uczciwości wobec działaczy, kibiców i sponsorów.

Z tego co wiemy, spotkanie z piłkarzami Polaru w hotelu pod Tarnobrzegiem nie było pierwsze, podczas którego zawodnicy zaczęli się zwierzać...

- Najpierw było spotkanie przy ognisku przed meczem z Tłokami Gorzyce. Wówczas pierwszy raz pojawiło się nazwisko Marka Grabowskiego, który dzwonił do jednego z moich piłkarzy. Po tych zwierzeniach atmosfera się poprawiła, wygraliśmy z Tłokami w Gorzycach 1:0. Byłem zbudowany postawą drużyny. Dlatego gdy przegraliśmy 0:4 z Zagłębiem Lubin, wciąż byłem przekonany o czystości gry. Powiedziałem naszemu ówczesnemu wiceprezesowi Tomaszowi Szypule, że robienie szumu wokół telefonów od Grabowskiego będzie nie na miejscu. Niedawno było przecież spotkanie i piłkarze wszystko wyznali. Dziś wiem, że to była zasłona dymna. Zgłosili telefony, żeby odsunąć od siebie podejrzenia.

Po drugim spotkaniu pod Tarnobrzegiem zespół też spisał się dobrze i zremisował w Ostrowcu ze Stasiakiem. Potem piłkarzy odizolowaliście od świata. Pojechał Pan do zawodników?

- Tak, głównie po to, by porozmawiać z Irkiem Chrzanowskim, aby dać mu wyraźny sygnał, że doceniam jego szczerość i powiedzieć, że pomożemy mu, jakby się pojawiły jakieś kłopoty.

Rozmawiał Pan wówczas jeszcze z kimś?

- Z całą drużyną. Mówiłem im, że coś ważnego dla naszego klubu zaczęliśmy i musimy to zakończyć. Zapewniałem ich, że zrobimy wszystko, żeby ta sprawa nie była dla nich dotkliwa.

I co mówił wtedy Chrzanowski?

- Miał dylemat, bo przecież występuje przeciwko kolegom z boiska.

Jednak potwierdzał rozmowę z Grzegorzem Nicińskim z Zagłębia, który miał go zrugać podczas gry: "Nie kop, mecz jest i tak ułożony".

- Oczywiście, potwierdził to. Podał mi też nazwisko gracza, jego kolegi, który wymienił konkretną kwotę.

Chodziło o Zbigniewa Murdzę.

- Tak.

Jak Pan przyjął wycofanie się Chrzanowskiego z wcześniejszych wypowiedzi przed Wydziałem Dyscypliny PZPN?

- Być może on mówi co innego policji i co innego w PZPN. To, co powiedział podczas przesłuchania Wydziału Dyscypliny, jest śmieszne. Podobnie pozostali dwaj gracze Polaru. Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, to nie mówi takich głupot.

Czy to prawda, że Marcin Foltyn i Ireneusz Chrzanowski jechali z Panem do Warszawy, a wracali osobno?

- Tak. Po przesłuchaniach powiedzieli mi, że wolą wracać z Tomaszem Romaniukiem. To mi dało do myślenia. Przecież oni najlepiej wiedzą, czy Romaniuk grał uczciwie. Widziałem między nimi kumpelską atmosferę. Od tego momentu przestałem ich traktować poważnie.

Sądzi Pan, że prokuratura będzie skuteczniejsza od PZPN-u?

- Bardzo na to liczę. Mam nadzieję, że jeśli ktoś coś powiedział w obecności wielu świadków, to nie będzie teraz strugał idioty. Mógł nic nie mówić. Zeznania pod przysięgą przed prokuratorem to nie to samo co przed wydziałem dyscypliny. Chcę doprowadzić proces oczyszczania klubu do końca, nawet jak spadniemy. A potem z niezdemoralizowaną młodzieżą spróbujemy zacząć wszystko od nowa.



Co powinien zrobić zarząd Polaru z piłkarzami zamieszanymi w aferę?
Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19