Nasze kluby: Zagłębie Sosnowiec

W Zagłębiu grało wielu koszykarzy zza Oceanu, ale mistrzowskie tytuły klub zdobył wyłącznie w krajowym składzie. Największe gwiazdy tamtych lat to Dariusz Szczubiał i Justyn Węglorz
Do tej pory tylko dwa razy koszykarski zespół z naszego regionu zdobył mistrzostwo Polski i w obu przypadkach było to Zagłębie Sosnowiec.

W Sosnowcu występowało kilkunastu Amerykanów. Początki nie były łatwe. Według anegdoty miejscowi działacze telefonicznie uzgodnili przyjazd niezłego zawodnika zza Oceanu. Na lotnisku mieli go rozpoznać po znaku szczególnym - Amerykanin miał wysiadać z samolotu z piłką pod pachą. I rzeczywiście pojawił się wysoki gość z pomarańczową piłką. Działacze zawieźli go do klubu, wynajęli mu elegancki pokój w hotelu, otrzymywał wszystko, czego zapragnął. Dopiero na pierwszym treningu okazało się, że "znakomity amerykański koszykarz" nie potrafił prawidłowo wykonać dwutaktu.

Pierwszym Amerykaninem, który zadebiutował w pierwszoligowym Zagłębiu, był William Gleason. Było to w 1979 r. Gleason był biały, grał przeciętnie i nie wywołał wielkiego zainteresowania. Dopiero przyjazd dwa lata później czarnoskórego Kenta Washingtona wywołał euforię. Hala w Sosnowcu pękała w szwach, kibice szaleli na punkcie maleńkiego rozgrywającego z okolic Nowego Jorku. Washington zagrał nawet epizod w kultowej polskiej komedii "Miś".

Jednak największe osiągnięcia Zagłębie miało, kiedy na parkiecie pojawił się wyłącznie polski skład. Twórcą sukcesów sosnowieckiego basketu był Tomasz Służałek. Pod koniec lat 70. ten młody szkoleniowiec zaczął budować zespół, który w ciągu kilku lat stał się najlepszy w Polsce. Kluczowymi postaciami tamtej drużyny byli rozgrywający i mózg zespołu Dariusz Szczubiał, skrzydłowy z długimi rękami Justyn Węglorz oraz brodaty, potężny środkowy Janusz Klimek. 10 marca 1985 r. to trio wspierane przez kilku innych znakomitych graczy (m.in. Henryka Wardacha i Andrzeja Żurawskiego) zdobyło pierwszy w historii naszego regionu tytuł koszykarskiego mistrza kraju. W finałowych spotkaniach Zagłębie ograło utytułowanego Lecha Poznań, prowadzonego przez superstrzelca Eugeniusza Kijewskiego. - W pamięci utkwiło mi, że dwie godziny przed meczem hala była wypchana do granic możliwości, a przed wejściem stało drugie tyle ludzi, dla których zabrakło biletów - wspomina trener Służałek.

Za zwycięstwo zawodnicy otrzymali telewizory i nagrody pieniężne. Na pomeczowym uroczystym bankiecie zjawił się m.in. ówczesny wojewoda Tadeusz Wnuk, który był także szefem okręgowego związku koszykarskiego.

Pierwszy tytuł nie był przypadkowy, bo rok później Zagłębie powtórzyło wyczyn. Tym razem w finale sosnowiczanom nie dał rady wałbrzyski Górnik.

Trener Służałek wspomina, że poza samymi zawodnikami na pierwszym sukcesie Zagłębia zyskała też opiekująca się zespołem kopalnia Kazimierz-Juliusz. - Kopalnia miała wtedy kłopoty z wydobyciem, była na minusie. Dyrektor gwarectwa podczas inspekcji zapowiedział, że w razie zdobycia przez koszykarzy złotych medali, zredukuje jej wszystkie długi. I potem dotrzymał słowa - opowiada szkoleniowiec, który obecnie prowadzi drugoligowy zespół z Czeladzi. Jego podopiecznym sprzed lat powodzi się całkiem nieźle - Szczubiał jeszcze niedawno był trenerem męskiej reprezentacji, Węglorz prowadzi stację benzynową, Żurawski ma firmę paliwową, a Klimek i Hernas na dyrektorskich posadach robią kariery w Niemczech.

Jeszcze jedna informacja, która powinna zaciekawić sosnowieckich kibiców - większość zawodników, którzy zdobyli tytuły dla Zagłębia, to... Ślązacy z krwi i kości. Szczubiał to rodowity zabrzanin, Węglorz pochodzi z Rybnika, Żurawski z Wodzisławia, a Klimek i Hernas podstaw koszykówki uczyli się w Nowym Bytomiu.



Terminarz
  • Puchar Świata 2018/19