Sport.pl

Kluby ponad wszystko - Rok schyłku piłki reprezentacyjnej

Ranga rywalizacji drużyn narodowych spada. Jeśli władze światowej piłki tego trendu nie odwrócą, wkrótce gra w reprezentacji stanie się przykrym obowiązkiem.


To ponury paradoks, że postępująca utrata prestiżu rozgrywek drużyn narodowych na rzecz rozgrywek klubowych była szczególnie widoczna w roku mistrzostw świata. Mundial okazał się turniejem gwiazd zmęczonych i wypalonych, stał na przeciętnym poziomie, o czym najlepiej świadczy fakt, iż być może najlepiej zapamiętamy z niego ćwierćfinał Hiszpania - Korea Płd., w którym sędzia bramki nie uznał tylko dlatego, że nie uznał i mógł to zrobić przy milionach świadków bez żadnych poważnych konsekwencji.

Wielcy faworyci zawiedli, bo mieli w nogach wielomiesięczny maraton gier o wielką stawkę w wielkich klubach. Królem strzelców został Ronaldo, który wiosną przechodził specjalny program treningowy mający dać mu optymalną formę na MŚ. Wiele tygodni przygotował się do tej jednej imprezy. Jesienią był już przyciężkawą karykaturą samego siebie. Inny gwiazdor mistrzów świata Rivaldo wiosną pojawiał się na boisku w co trzecim meczu, w Barcelonie chuchano na niego i dmuchano, dawano odpocząć przy najdrobniejszych dolegliwościach.

Piłkarze, którzy zachwycali wiosną, na mundialu budzili politowanie. Co gorsza, azjatycki turniej nie wykreował nowych gwiazd, a forma jego uczestników przestała być dla bogatych klubów kryterium kluczowym dla decyzji transferowych. Potentaci jakby zdawali sobie sprawę, że jeśli zawodnik miał siły podczas MŚ, tzn. że w "prawdziwej" piłce (czytaj: klubowej, czyli dającej ogromne zyski) niewiele znaczy. Transfer Jona Dahla Tomassona do Milanu doszedł do skutku jeszcze przed mundialem, a zakup Ronaldo miał przede wszystkim wymiar marketingowy.

Jeśli mundial nie dość wyraźnie zwiastował schyłek piłki reprezentacyjnej, kolejne niepokojące zdarzenia przyszły po nim. Aferę z Nicolasem Anelką, który odmówił przyjazdu na towarzyski mecz Francuzów, można by potraktować jako kolejny wybryk krnąbrnego globtrotera o niespotykanym talencie, gdyby nie fakt, że nie on był pierwszy. Na zgrupowania kadry niechętnie przyjeżdżają zwłaszcza piłkarze z krajów egzotycznych lub uboższych w futbolowe tradycje, jak Polak z kanadyjskim paszportem Tomasz Radziński, Australijczycy, Nigeryjczycy, Kameruńczycy etc. Dowód, że te przypadki składają się na szerszy problem, dała FIFA, bowiem przy okazji sprawy Anelki okazało się, że istnieją przepisy nakazujące karać piłkarzy odmawiających reprezentowania kraju. Słowem, występ w narodowych barwach nie jest już zaszczytem, lecz obowiązkiem, czasem niemiłym. A i nim może nie być, jeśli któryś z zawodników wpadnie na pomysł, by odwołać się - jak niegdyś Bosman - do Trybunału w Strasburgu. Czy europejskie prawo zaakceptuje zmuszanie unijnego obywatela do reprezentowania kraju?

Jeszcze bardziej niepokoją wieści z Niemiec, gdzie Bayern Monachium zażądał od tamtejszej federacji piłkarskiej (DFB) odszkodowania za ciężką kontuzję, jakiej nabawił się podczas meczu kadry kupiony przez Bawarczyków za grube miliony Sebastian Deisler. Związek gorączkowo starał się, by nie doszło do groźnego precedensu, więc sprawę uciszył, zawierając tajemniczy kompromis. Wiadomo, że pieniądze wypłacił, nie wiadomo ile. Uniknięcie "groźnego precedensu" udało się więc średnio, bo de facto on nastąpił, tyle że bez medialnego hałasu. Jeśli piłkarze nie chcą narażać krajowej federacji na koszty, muszą w kadrze grać i trenować ostrożnie... Tak się już zresztą dzieje, bowiem sparingi reprezentacji z cennych dla budowy drużyny testów zamieniają się w nikomu niepotrzebną farsę. Coraz częściej zdarza się, by trenerzy wymieniali w przerwie całą jedenastkę (i w meczu gra np. 40 piłkarzy), a klubowi szkoleniowcy umawiają się z selekcjonerami, by nie eksploatować zbytnio ich gwiazd. O przysługach w drugą stronę jakoś nie słychać.

Kibiców mogą te tendencje martwić, ale im także będzie coraz trudniej identyfikować się z reprezentacją. Zwłaszcza w Europie. Postępująca integracja państw narodowych wiąże się przede wszystkim z wolnością przemieszczania się i zatrudnienia, dlatego piłkarze zaczną trafiać do "przypadkowych" reprezentacji, tych, które akurat im to zaproponują. Na ostatnim mundialu urodzeni w Niemczech Yildiray Basturk czy Ilhan Mansiz wystąpili jeszcze w reprezentacji tureckiej, przedstawiciele następnych pokoleń mogą wybrać inaczej. Zresztą w Korei i Japonii głośno było o nieporozumieniach w tureckiej ekipie, która podzieliła się ponoć na grupę wychowanych w zachodniej kulturze amatorów hulaszczych zabaw w dyskotekach i wstrzemięźliwych muzułmanów. We Serie A objawieniem jesieni jest Argentyńczyk Mauro Camoranesi, więc już wkrótce zostanie prawdopodobnie powołany do kadry... Włoch. Co więcej, runęła żelazna zasada FIFA, wiążąca piłkarza na zawsze z tym krajem, który reprezentował choćby w najniższej kategorii wiekowej, nawet jeśli był to incydent, jaki się nie powtórzy. Projekt rezygnujący z tej zasady (na razie tylko w przypadku zawodników poniżej 21 lat) już wkrótce zaakceptuje prawdopodobnie kongres FIFA.

Świat futbolu nie jest zawieszony w próżni. Jak rywalizacja państw narodowych ustępuje rywalizacji ponadnarodowych korporacji, tak piłkarskie reprezentacje oddają pole klubom, czyli futbolowym odpowiednikom nieliczących się z granicami koncernów. Niektóre krajowe federacje nieśmiało próbują z tym walczyć (we Włoszech zakazano sprowadzania zawodników spoza Unii), ale realia ekonomiczne skazują ich raczej na niepowodzenie. Kluby się buntują i pewnie dopną swego, bo finansowy kryzys zmusza je do penetrowania tanich rynków. Potentaci przeczesują je ze skrupulatnością poszukiwaczy złota - Real Madryt próbował kupić 17-letniego Diego z mistrza Brazylii Santosu już dwa lata temu, zanim ten zadebiutował w zespole seniorów...

A zwolennicy ekskluzywnych rozgrywek tylko dla bogatych znów podnieśli głowy. Tym razem hiszpańscy biznesmeni zaapelowali o stworzenie "Europejskiego Złotego Pucharu", na wzór koszykarskiej Euroligi. Cztery lata temu podobny projekt upadł, ale UEFA rozszerzyła LM do 32 zespołów. Teraz koszta mogą wzrosnąć.



Kluby kontra reprezentacje

(punkty piłkarzy z plebiscytu "France Football")

1. Real Madryt435
2. Brazylia360
3. Bayern181
Niemcy181
5. Francja136
6. Arsenal58