Po meczu na trybunach zapanowało szaleństwo. Niektórzy kibice płakali ze wzruszenia. O tym meczu będzie się w Szombierkach opowiadać latami. Końcówka była nieprawdopodobna. W 72 minucie Edward Ambrosiewicz obronił jedenastkę! Gdyby przepuścił ten strzał do IV ligi awansowałaby Gazobudowa Zabrze, która miała punkt mniej i łatwo wygrała swój ostatni mecz.
- Wiedziałem, jak się zachować w tej sytuacji. Strzelał Tomasz Mikusz. Obroniłem mu karnego w pierwszym meczu z Rudzie Śląskiej. Wtedy uderzał w prawy róg. Domyśliłem się, że teraz będzie chciał zmienić, więc rzuciłem się w lewy. No i udało się - cieszył się Ambrosiewicz.
Potem gospodarze kontrolowali już sytuację, a po ostatnim gwizdku sędziego strzeliły szampany. Ambrosiewicz rzucił się do wiwatujących kibiców, wszedł na płot i razem z nimi skandował pieśń zwycięstwa.
To nie był dla Szombierek łatwy mecz. Urania odgryzała się jak mogła i była bardzo groźna. Trybuny pierwszy raz eksplodowały w 23 minucie. Marek Kasprzyk strzelał na bramkę gości, odbita piłka do niego wróciła. Poprawił, już skutecznie.
Riposta gości była szybka: w 28 minucie ładnym strzałem w górny róg popisał się Marek Dykta, Ambrosiewicz nie miał nic do powiedzenia.
Potem Szombierki przeważały, ale grały bardzo nieskutecznie. Czas płynął i wydawało się, że to może być dla dzielnicy Bytomia dzień rozpaczy a nie dzień radości. Gospodarzy zżerały nerwy, pudłowali w najbardziej dogodnych sytuacjach, raz piłka trafiła w słupek. W 66 minucie efektownym strzałem głową popisał się Tomasz Sokolik. Kiedy pięć minut później sędzia odgwizdał karnego niektórzy ukryli twarze w dłoniach.
Ambrosiewicz pokazał jednak, że jest wielki. Kiedy rozmawiałem z nim po meczu, spytałem co dalej. - Szukamy bramkarza na czwartą ligę. Ja będę trenować juniorów. Oczywiście nadal będę w kadrze, ale jako bramkarz awaryjny - powiedział skromnie Ambrosiewicz.
W drużynie chce nadal grać najlepszy piłkarz z pola, czyli Marek Kubisz, który również dawno skończył wiek juniora. - Zdrowie ciągle dopisuje, chcę być w tej drużynie nadal - cieszył się "Kubek". - Sami zgotowaliśmy sobie nerwy w końcówce, bo niepotrzebnie straciliśmy tyle punktów we wcześniejszych remisowych meczach. Ale teraz to już na szczęście nieważne - dodał.
Jeszcze jedno: wśród kibiców Szombierek siedzieli w szalikach kibice Uranii. Nic złego im się nie stało. A przecież to był mecz gdzie emocje sięgnęły nieba. Można? Można.
Szombierki Bytom - Urania Ruda Śląska 2:1 (1:1) Bramki: 1:0 Kasprzyk (23.), 1:1 Dykta (28.), 2:1 Sokolik (66.).
Widzów: około 1000.