Sport.pl

Prezes Naprzodu Janów: spadek nam się należał

Rozmawiał Maciej Blaut
2011-02-22 , aktualizacja: 22.02.2011 20:29
A A A Drukuj
Mecz z poprzedniego sezonu: Naprzód Janów - KTH Krynica Fot. Bart´omiej Barczyk / Agencja Gazeta Mecz z poprzedniego sezonu: Naprzód Janów - KTH Krynica
- Ktoś w PZHL-u postanowił pokazać nam nasze miejsce w szyku. Wykorzystano do tego wszystkie formalne sposoby - mówi Janusz Grycner, prezes klubu z Janowa.
Katowiccy hokeiści przegrali rywalizację play out z KTH Krynica. O ich spadku z ekstraligi przesądziła poniedziałkowa porażka w Krynicy (3:4).

Maciej Blaut: Jeszcze niedawno był Pan przekonany, że Naprzód nie spadnie.

Janusz Grycner, prezes Naprzodu: W dalszym ciągu uważam, że mieliśmy zespół lepszy od KTH. Przegraliśmy, bo mieliśmy zbyt wąską kadrę. W pewnym momencie zostaliśmy z czwórką obrońców. Nowych zawodników być nie mogło, bo PZHL nałożył na nas blokadę. Nie chcę doszukiwać się błędów wszędzie poza sobą, ale PZHL okradł nas też z jednego meczu wprowadzając system bonusowy, który jest nieporozumieniem. Do tego po wygranym niedzielnym spotkaniu mieliśmy szpital w drużynie, bo sędzia dopuścił do ostrych fauli.

Czy spadek wam się należał?

- Sytuacja finansowa w kilku innych klubach nie jest o wiele lepsza niż u nas. Z drugiej strony nie ma o czym dyskutować: skoro spadliśmy, to znaczy, że nam się to należało. Teraz pewne sprawy rozegrałbym jednak inaczej. Ktoś w PZHL-u postanowił pokazać nam nasze miejsce w szyku. Wykorzystano do tego wszystkie formalne sposoby. Do siebie mogę mieć pretensje o to, że nie miałem kontrargumentów. Za późno załatwiłem ugody z zawodnikami, którym zalegaliśmy pieniądze.

Co dalej z Naprzodem?

- Show must go on... Trzeba tylko usiąść i pomyśleć jak to dalej poukładać. Szykujemy budżet powrotu do ekstraligi. Wiadomo, że w pierwszej lidze drużyna jest tańsza w utrzymaniu, ale też mniejsze są możliwości pozyskiwania sponsorów. Porozmawiam też z zawodnikami i zapytam ich, czy chcą zostać. Ci, którzy złożą takie deklaracje, będą stanowili trzon zespołu na następny sezon.

Możliwe, że zarządzanie klubem przejmie nowy podmiot?

- Gdybyśmy zostali w ekstralidze, to naturalnym rozwiązaniem było powołanie spółki. W tej sytuacji muszę zapytać inwestorów, jakie jest ich podejście do sprawy. Korzystniejszym rozwiązaniem może okazać się dogranie najbliższego sezonu obecnym stowarzyszeniem, by oczyścić jego finanse.

Klubowi nie grozi bankructwo?

- Wolałbym nie dopuścić do likwidacji klubu. Może to nie jest to taka marka jak Coca-Cola, ale też ma swoją wartość. Jeśli powołalibyśmy teraz jakieś Stowarzyszenie Miłośników Hokeja, to jego wartość będzie niższa. Upadku klubu może też nie chcieć miasto, które uczestniczy w jego finansowaniu.

Rozważą Pan odejście z Naprzodu?

- Pewne osoby, z opinią których bardzo się liczę, powiedziały mi: pomożemy, ale ciągnij to dalej. Chętnie przekażę to jednak komuś, kto ma więcej energii i jest bardziej kompetentny. Tłumów nie widzę.

Dopuszcza Pan, że Naprzód jednak zagra w ekstralidze np. korzystając z kłopotów któregoś z klubów?

- Kilka tygodni temu sekretarz związku Marek Bykowski mówił mi, że PZHL wprowadzi bardzo restrykcyjną politykę przyznawania licencji. Nie wykluczam, że ktoś może ich nie wypełnić. Niespecjalnie zależałoby mi na tym, aby wejść w jego miejsce do ligi. Budujemy teraz drużynę od nowa, chcemy oczyścić się z problemów. Budżet i zawodników będziemy mieli dostosowane do pierwszej ligi. Lepiej więc trzymać się swojego programu, niż wchodzić w nie swoje buty.

Komentarz Macieja Blauta

Spadek Naprzodu z ekstraligi to symboliczne wydarzenie dla katowickiego sportu. Stolica województwa śląskiego nie ma już bowiem ani jednego zespołu w najwyższej lidze w którejś z liczących się dyscyplin. W mniej popularnych grach też wcale nie jest lepiej. Honoru Katowic bronią tylko piłkarki 1. FC oraz specjaliści od... futbolu amerykańskiego. Podejrzewam, że większość mieszkańców miasta nawet nie wie o ich istnieniu. Nic nie wskazuje na to, aby sytuacja w katowickim sporcie miała się wkrótce zmienić. Ale może nie ma się czym przejmować? Przecież latem znów pewnie na krótko odwiedzi nas Justyna Kowalczyk i będzie się wtedy można pochwalić światu.

Podziel się