Dotąd zestaw par pierwszej rundy był oczywisty. Pierwszy zespół grał z ósmym. Drugi z siódmym i tak dalej... W tym sezonie wprowadzono jednak regulaminową nowość. Drużyny pierwszej czwórki zyskały prawo wyboru rywala. W najlepszej sytuacji była Cracovia, która wskazała przeciwnika jako pierwsza. Padło na Zagłębie. - Spodziewaliśmy się tego. Na lodowiskach plotkowało się o tym od paru tygodni - mówi Adam Bernat, prezes sosnowieckiego klubu.
W komunikacie Polskiego Związku Hokeja na Lodzie zaznaczono jednak, że jeżeli Zagłębie nie ureguluje długów wobec związku, to zastąpi je KTH Krynica. Ta informacja przeczy słowom Bogdana Terleckiego, przewodniczącego Wydziału Gier i Dyscypliny, który mówił na łamach "Gazety", że jeżeli Zagłębie nie zapłaci, to jego potencjalny rywal awansuje bez gry.
- Jak widać, sytuacja zmienia się dynamicznie. Żadna drużyna z pierwszej czwórki nie była za takim rozwiązaniem. Zresztą Zagłębie już potwierdziło, że zagra w play-off - mówi. Potwierdzenie to jednak za mało. Zagłębie musi zapłacić. - Wpisowe do ligi to 13 tys. zł, a cały dług wobec związku to 47 tys. zł. Poradzimy sobie i spróbujemy sprawić niespodziankę. Nasz zespół potrafi zaskoczyć każdego - uważa Bernat. Wtorkowe posiedzenie WGiD prawdopodobnie ostatecznie przesądzi o najbliższej przyszłości klubu.
Zaskoczył GKS Tychy, który nie wybrał siódmego w tabeli ekstraligi Podhala Nowy Targ, tylko postawił na lepszy zespół - Stoczniowiec - i męczące
podróże do Gdańska. - Decyzję podjęli trenerzy po konsultacji z zawodnikami. Siła obu drużyn jest podobna, a z rywalizacji z Podhalem mamy złe wspomnienia. Kontuzje Adama Bagińskiego, Łukasza Sokoła... Potem dochodziły do nas głosy, że nowotarscy hokeiści byli tak ustawiani, by eliminować naszych zawodników - mówi Andrzej Skowroński, prezes GKS-u.
W tyskiej szatni rozmawia się nie tylko o najbliższych meczach, lecz także o wypłacie zaległych pieniędzy. - Zawodnicy mogą spać spokojnie. Zgodnie z założeniami realizujemy plan spłaty długu - zapewnia Skowroński.
Z najtrudniejszym przeciwnikiem będzie rywalizować Jastrzębie, które trafia na niechciany przez drużyny z pierwszej trójki Sanok. - To nieobliczalny zespół, który w sezonie zasadniczym nie grał na miarę swojego potencjału. Liczyłem, że wybierze ich Cracovia, bo przecież odgrażali się, że tak zrobią. Jak widać, postawili jednak na łatwiejszą drogę - mówi Andrzej Frysztacki, wiceprezes JKH.
Pierwsze mecze odbędą się już jutro na lodowiskach drużyn pierwszej czwórki, które do awansu potrzebują trzech zwycięstw (słabsze czterech). To tzw. bonus, który nie miałby miejsca, gdyby teoretycznie słabszy zespół miał po sezonie zasadniczym dodatni bilans z drużyną, z którą zmierzy się w play-off. - Wybór rywala nawet mi się podoba. To dodatkowy smaczek rywalizacji o medale. Bonus to już jednak porażka. Połowa kibiców nie wie, o co w tym chodzi. Kto je ma i dlaczego? Trzeba z tym skończyć - podkreśla Frysztacki.
Jedyna taka liga - komentarz Wojciecha Todura
Hokeiści zakończyli sezon zasadniczy. Bliskie bankructwa Zagłębie czy Naprzód dojechały na oparach nadziei, że będzie lepiej.
To jedyna taka liga, gdzie...
1. Kluby mogą zapłacić wpisowe po zakończeniu sezonu
2. Zawodnicy, wyjeżdżając na lód, wiedzą, że i tak przegrają walkowerem
3. Hokeista ma świadomość, że jeżeli złamie kij lub uszkodzi łyżwy, to może iść pod prysznic
4. Chuligani wywożą prezesa na taczce, a ten mówi, że to "taki happening"
5. Trenerzy wyzłośliwiają się i kłócą na konferencji prasowej
6. Klub jest karany walkowerem dlatego, że jego zawodnicy ponad grę przedłożyli chęć głosowania w wyborach samorządowych
A teraz najważniejsze. To także jedyna taka liga, gdzie w ciągu minuty drużyny mogą zaoferować kibicom taką pigułę emocji, porywających zagrań, efektownych bramek i widowiskowych bójek, na którą tak dobrze opłacani - w porównaniu z hokeistami - piłkarze musieliby się pocić tygodniami.