Sport.pl

Hokeiści Zagłębia nie mają nawet porządnych łyżew

Rozmawiał Wojciech Todur
2011-01-26 , aktualizacja: 26.01.2011 23:42
A A A Drukuj
- Pieniędzy jak nie było tak nie ma - żalą się zawodnicy z Sosnowca. Nawet prezes Adam Bernat nie ukrywa, że płaci teraz za... wrzesień. Jak można pracować w takich warunkach?! Jaka będzie przyszłość klubu?
Po wtorkowym meczu ligowym z GKS-em Tychy (2:3) zrezygnowani hokeiści Zagłębia nie chcieli już nawet rozmawiać o problemach finansowych klubu. Drużyna od wielu miesięcy stoi na skraju bankructwa. Garstka zawodników gra w rozklekotanych łyżwach, za darmo i - co w tym najdziwniejsze - napędza strachu drużynom, które mierzą w mistrzostwo Polski. W tabeli ekstraligi zespół z Sosnowca zajmuje obecnie ósme miejsce.

Wojciech Todur: Styczeń dobiega końca. Zapowiadał Pan, że w tym miesiącu sytuacja finansowa klubu w końcu ulegnie poprawie.

Adam Bernat, prezes Zagłębia: Podtrzymuję to, co mówiłem. Jeszcze w tym miesiącu podpiszemy dwie, a może i trzy umowy sponsorskie. Na początku lutego pomogą nam kolejne firmy. Sytuacja zmierza ku normalności.

Nie obawia się Pan tak odważnych deklaracji? Hokeiści są u skraju wytrzymałości. Powtarzają, że zamiast pieniędzy klub karmi ich obietnicami.

- Nie mówiłem zawodnikom nic ponad to, co usłyszeli sami od prezydenta miasta. Nikt ich nie zwodzi, nie oszukuje. Po prostu tyle to trwa.

Najpierw były wybory samorządowe, potem jakiś sponsor pojechał na urlop, potem się zgodził, potem rozmyślił... W Sosnowcu to nigdy nie ma końca!

- O moich rozmowach ze sponsorami mógłbym napisać książkę! Wolę już takiego co pierwszego dnia mówi mi, żebym się wypchał. Ale są i tacy, którzy zwodzą mnie tygodniami. Tak było z jedną firmą, którą odwiedzałem dzień w dzień przez miesiąc, by w dniu podpisania umowy dowiedzieć się, że "nic z tego nie będzie, bo oni sponsorują Cracovię". Dobrze, że powiedziano mi to przez telefon, bo gdybym był na miejscu to pewnie bym eksplodował. Zdarza się, że sponsorzy żalą się na mnie, że jestem zbyt natarczywy. Myślę, że ta agresja bierze się z bezsilności. Gdybym nie został wystawiony przez sponsora to klub nie miałby teraz takich problemów.

Kieruje Pan Zagłębiem już od dekady. Może ten układ się wyczerpał? Może warto podać się do dymisji?

- Ostatnio kilka razy byłem już tego bliski. Proszę jednak pamiętać, że to równałoby się likwidacji klubu, a ja nie chcę być grabarzem. Teraz, gdy przypływ gotówki jest pewny, rezygnacja nie miałaby sensu. Pomyślę o tym po sezonie.

Dogracie go? Jeżeli nie spłacicie długów Polski Związek Hokeja na Lodzie nie dopuści was do play off.

- Takiego rozwiązania nie biorę pod uwagę. Wyrządziłbym tej drużynie wielką krzywdę. Grają tak ambitnie, że warto w nich inwestować i wierzyć.

Na początek wystarczy im zapłacić. Zawodnicy żalą się, że klub "kapie" im po sto złotych.

- To nieprawda. No, może juniorom tyle płacimy. Faktem jest, że nie jesteśmy w porządku. Na czysto to zapłaciliśmy pensje na wrzesień. Jest więc sporo do nadrobienia. Ale wierzę, że w najbliższych tygodniach wypłacimy drużynie dwie, trzy pensje.

A co ze sprzętem? Hokeiści nie mają w czym grać!

- Potwierdzam - łyżwy Rafała Twardego, Mateusza Białka czy Łukasza Zachariasza nie nadają się do gry.

I to wszystko dzieje się w klubie, który ma całe lodowisko w banerach reklamowych?

- Przecież te reklamy nie wiszą tam, bo taki mam gest. Nie gardzę żadnym sponsorem. Nawet tym za 500 złotych.

W drużynie została garstka zawodników, a po meczu z GKS-em Tychy na lodowisku plotkowano, że w Zagłębiu nie chce już grać Jarosław Dołęga.

- W środę trenował z resztą drużyny. Czy wszyscy zostaną? Nie wiem. Już kilka razy tak mówiłem, a potem świeciłem oczami.

W czwartek radni Sosnowca będą zatwierdzać miejski budżet i dzielić pieniądze także na sport. Macie dostać pół miliona złotych, ale już dziś słychać, że oczekiwana przez klub decyzja nie zapadnie.

- Nie wiem, jak będzie, ale od tych pieniędzy na pewno nie zależy najbliższa przyszłość klubu. Będą teraz? Dobrze. Miasto pomoże nam później. Poczekamy.

Podziel się