Nędza w KSZO. Gorzej być nie może

Piłka nożna. Można zaklinać rzeczywistość, można mówić o braku szczęścia, można czarować się ?ładnymi? porażkami, można szukać wykrętów i wymówek. Ale fakty są bezsporne - tak fatalnej rundy nie było w KSZO od ponad siedmiu lat.
Teoretycznie szukając przyczyn beznadziejnej postawy ostrowieckiego pierwszoligowca jesienią, można przecież pójść po najmniejszej linii oporu. Powiedzieć, że KSZO gra nieporównywalnie gorzej niż na wiosnę, bo straciło dwie największe gwiazdy - Adama Cieślińskiego i Łukasza Matuszczyka. I wytłumaczyć słabe wyniki kiepską sytuacją organizacyjno-finansową klubu. Mocno wstydliwego bilansu - aż 10 porażek w 17 spotkaniach i zaledwie 11 zdobytych goli - nie da się jednak tak łatwo usprawiedliwić. Oba argumenty można bowiem łatwo skontrować: owszem, sytuacja kadrowa KSZO jest nieco gorsza niż w ubiegłym sezonie, ale w wyjściowym składzie hutników w każdym jesiennym meczu roiło się od zawodników doświadczonych, kilku miało za sobą nawet bogatą przeszłość ekstraklasową. Problemy finansowe są, to nie ulega wątpliwości. Ale przecież znajdą się złośliwi, którzy wypomną ostrowieckim piłkarzom, zwłaszcza tym po trzydziestce, że otrzymują od władz miasta nadzwyczaj pokaźne stypendium w wysokości dwóch-trzech tysięcy złotych (przeznaczone - o ironio - dla najbardziej utalentowanych sportowców). A będą i tacy, którzy w tym kontekście przypomną pomarańczowo-czarnym październikowy występ w Wodzisławiu. Gdy upokorzyła ich Odra, klub o zadłużeniu ponaddwukrotnie większym, z zawodnikami, którzy pieniędzy za grę nie widzieli od kilku miesięcy.

Piłkarsko KSZO może nie prezentował się tak tragicznie, jak wskazuje miejsce w tabeli. Ale poza tymi wygranymi w żadnym spotkaniu nie sprawił, że to przeciwnik drżałby o końcowy wynik. Powód? Wyjątkowo prozaiczny. Ostrowczanie nie potrafili strzelać goli. Zatrważająca była ich podbramkowa nieporadność, szokowały fatalne pudła z trzech-czterech metrów, dziwne kiksy nie do przyjęcia na tym poziomie. Także sam styl gry KSZO podobać się nie mógł. Ładne, pomysłowe, oskrzydlające akcje na jeden kontakt z zeszłego sezonu ustąpiły miejsca topornemu zamęczaniu rywala dośrodkowaniami, tworzeniu zamieszania, prowokowaniu stałych fragmentów gry. Walki i biegania odmówić hutnikom nie mógł nikt, ale i nikt nie mógł ich posądzić o jakąkolwiek myśl w grze, o pomysł na zaskoczenie przeciwnika. Nic więc dziwnego, że "wyjściowym" wynikiem w pojedynkach naszego pierwszoligowca był bezbramkowy remis. Gdy udało się trafić na równie nieporadnego rywala (nawet potencjalnie dużo silniejszego, jak choćby ŁKS czy Piast Gliwice), rezultat udawało się utrzymać. Ale gdy to on obejmował prowadzenie, na jakąkolwiek zdobycz już nie można było liczyć.

Na koniec, by nie pozostać jedynie w krytyce, akcenty pozytywne. To postawa w Pucharze Polski. Po kilku latach żenujących wpadek KSZO z zespołami z głębokich prowincji tym razem te skądinąd coraz mniej w naszym kraju szanowane rozgrywki udało się w Ostrowcu potraktować poważnie. Efekt - dwa dwugodzinne, bardzo interesujące pojedynki z ekstraklasowymi Arką Gdynia i Polonią Warszawa. I nawet, mimo porażki w tym drugim, nie tylko na ambicję i wolę walki, ale także na grę ostrowczan patrzyło się z dużą przyjemnością.

Pozytyw drugi to prawidłowo rozwijający się talent trójki "młodych wilczków" KSZO. Odkryciem jesieni, bez cienia przesady, można nazwać Daniela Dybca, spore umiejętności pokazali też Jakub Kapsa i Mateusz Mąka. Przyszłość ostrowieckiej piłki? Niekoniecznie. Wszyscy od kilku dni przebywają już bowiem na testach w poznańskim Lechu.

Oceny za rundę jesienną (skala 1-10):

Michał Wróbel: bardzo chimeryczny. Gdy nie czuł na plecach konkurencji, potrafił długimi fragmentami przesypiać mecze na linii bramkowej. Gdy ją poczuł, był bohaterem drużyny (np. w Łodzi). Ocena: 4

Tomasz Dymanowski : trudno mu cokolwiek zarzucić. Skutecznie "postraszył" Wróbla, unikając wpadek. Ocena: 5

Daniel Dybiec : największe zaskoczenie in plus. 19-latek poprowadził defensywę KSZO do jednego z najlepszych wyników w lidze (tylko 18 straconych goli). Oprócz waleczności i nieustępliwości coraz mądrzejszy na boisku. Ocena: 6

Radosław Kardas: potrafi kierować obroną po profesorsku, potrafi w prosty sposób zawalić gola. Ocena: 5

Rafał Lasocki: sprowadzony do Ostrowca bardziej z sentymentu niż z potrzeby wzmocnienia zespołu. Z dyrygującym obroną KSZO Lasockim z lat 90. już, niestety, niewiele ma wspólnego. Ocena: 4

Mikołaj Skórnicki: pracowity, solidny, ale z każdym meczem coraz mniej pewny. Kilka jego prostych strat w środku pola mogło zespół słono kosztować. Ocena: 5

Michał Stachurski: największy boiskowy "wariat" w KSZO, ale też chyba najbardziej pozytywna postać. Najlepszy strzelec zespołu. Ocena: 6

Jarosław Białek: miał być liderem zespołu i jest. Szkoda, że musi być liderem słabego zespołu. Ocena: 5

Jakub Cieciura: zaczął obiecująco, a potem gasł w oczach. To on ma być motorem napędowym akcji KSZO. Gdy gra słabo, cierpi siła ofensywna całej drużyny. Ocena: 5

Adrian Frańczak: w przeciwieństwie do Cieciury lepszy w końcówce rundy. Bardzo, bardzo powoli, ale powraca dawny przebojowy "Franek". Ocena: 5

Mateusz Mąka: spory talent. Kiepskie jak na środkowego pomocnika warunki fizyczne, ale dużo sprytu, niezły jak na 18-latka przegląd pola. Ocena: 5

Janusz Wolański: rozczarowanie numer 1. Pewnie zbyt rzadko wystawiany do składu, ale nawet wtedy gdy grał, nie widać było, że to zawodnik mający za sobą 90 występów w ekstraklasie. Ocena: 4

Jakub Kapsa: nadzieja KSZO, ale czasami - cytując jednego z poprzednich trenerów - "jeździec bez głowy". Tylko zmiennik, choć na tę chwilę zasługujący na grę w podstawowym składzie. Ocena: 5

Krystian Kanarski: zdobył trzy bramki i... resztę wypadałoby przemilczeć. Ocena: 5

Damian Nawrocik: podobnie jak Wolański spory zawód. Raz na kilka meczów błysnął niekonwencjonalnym zagraniem, ale miał przede wszystkim strzelać bramki, a tego nie robił. Ocena: 4

Pozostali grali zbyt krótko, by ich ocenić.

Skomentuj:
Nędza w KSZO. Gorzej być nie może
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz