W Chorzowie powstała komisja przetargowa ds. budowy nowego stadionu. Paterman - członek rady nadzorczej niebieskiej spółki - reprezentuje klub w pracach komisji.
Wojciech Todur: Czy taka komisja jest potrzebna? Sympatycy klubu zamiast kolejnych spotkań oczekiwaliby raczej buldożerów na obiekcie Ruchu.
Janusz Paterman: To dokładnie tak jak ja. Nim jednak ruszą prace budowlane, musimy się do nich przygotować. Komisja powstała po to, żeby uniknąć błędów w fazie projektowania. Zapewniam, że dzięki temu oszczędzimy w przyszłości czas i pieniądze.
W jaki sposób chcecie "uniknąć błędów"?
- Na przykład przez doprecyzowanie warunków przetargu, dotyczących wyłonienia wykonawcy projektu. Chcemy doświadczonej firmy z tradycjami. Nie chcemy, by ktoś uczył się na błędach. Nasz nowy stadion będzie stawiany trochę jak klocki lego, czyli etapami. Trybuna po trybunie. To nie jest proste i trzeba się do tego zabrać z głową.
W podobny sposób powstają stadiony w Krakowie czy w Warszawie. A dlaczego stadion na Cichej nie może powstać od zera? To układanie klocków może trwać nawet cztery lata!
- Najważniejszy powód to pieniądze. Po prostu miasta nie stać na wyłożenie naraz sumy, która pokryłaby sfinansowanie całej inwestycji. Koncepcja zakłada, że prace ziemne ruszą w roku 2012, a zostaną ukończone cztery lata później. To tylko teoria. Wierzę, że gdy rozpocznie się budowa, to pojawią się sponsorzy, którzy pomogą nam przyśpieszyć zakończenie inwestycji.
Czy ten stadion na pewno powstanie? Czy to nie jest element kampanii wyborczej?
- Na pewno nie! Jest przecież uchwała rady miasta o budowie stadionu. To przesądza o tym, że rozmawiamy na poważnie.
Marek Kopel, prezydent Chorzowa, powiedział kiedyś, że przyszłość Ruchu jest na Stadionie Śląskim. A jakie jest Pana zdanie?
- Przyszłość wielkiego Ruchu rzeczywiście jest na Śląskim. To tam będziemy grać mecze fazy grupowej Ligi Europejskiej czy Ligi Mistrzów. Domem Ruchu jest jednak Cicha. Zbudujemy 15-, 18-tysięczny stadion, który na co dzień w zupełności nam wystarczy.
Jak się zarządza klubem, który gra na przestarzałym obiekcie?
- Na pewno gorzej niż kolegom, którzy mają do dyspozycji pachnące świeżością areny. Dziś krzesełko na trybunie to już za mało. Kibice oczekują rozrywki. Przychodzą na mecz jak do kina. Chcą czuć się bezpiecznie, coś zjeść, porozmawiać ze znajomymi. Proszę spojrzeć, jak nowe stadiony napędziły frekwencję w Poznaniu czy w Warszawie.