Za nami cztery kolejki rozgrywek, w których zespół trenera Bogdana Kowalczyka zdobył zaledwie dwa punkty. Dla ścisłości dodać trzeba, że do tej pory przeciwnikami puławian nie były drużyny pretendujące do medali. Azoty spotykały się raczej z zespołami, które będą walczyły o zachowanie ligowego bytu. Już pierwszy mecz u siebie z Chrobrym Głogów zakończył się niepowodzeniem. Puławscy szczypiorniści chcieli sobie odbić ten falstart w Piotrkowie Trybunalskim, ale Piotrkowianinowi też nie sprostali. - Początek sezonu rzeczywiście nie był dla nas udany - przyznaje Jerzy Witaszek, prezes puławskiego klubu. - Duży wpływ na to miało zdziesiątkowanie naszej drugiej linii. Z powodu kontuzji wypadło z tej formacji trzech podstawowych zawodników: Dmytro Zinchuk, Oleg Siemionov i Remigiusz Lasoń. To sprawiło, że ciężar gry musieli wziąć na siebie gracze, którzy do tej pory byli zmiennikami. Niestety, to ich w tym momencie jeszcze przerosło.
Wreszcie w trzeciej serii spotkań Azoty doczekały się wygranej. W Puławach poległ beniaminek - AZS AWF Gorzów Wielkopolski. Wtedy już do zespołu na dobre wrócili Zinchuk i Siemionov. Kiedy wydawało się, że na razie będzie już z górki, przyszedł kolejny zimny prysznic. Tym razem w wykonaniu Nielby Wągrowiec, która ograła puławian różnicą 12 bramek (36:24). - Podczas oglądania tego meczu doznałem szoku - dzieli się wrażeniami prezes Witaszek. - Przez 33 lata jestem związany z piłką ręczną - najpierw jako trener, a teraz jako działacz, ale czegoś takiego nie widziałem. Fatalne zachowanie na boisku całej drużyny. Z boku to wyglądało na to, że nasi zawodnicy zapomnieli, jak się gra. W ich poczynania wkradł się totalny chaos. Teraz pociesza mnie, o ile to tak można nazwać, jedna myśl - już gorzej być nie może.
Niestety, przed kolejnymi spotkaniami też trudno być optymistą, bo w następnej serii spotkań Azoty zmierzą się na własnym parkiecie z jednym z kandydatów do tytułu mistrzowskiego Wisłą Płock, a na następny mecz pojadą do jaskini lwa, czyli Vive Targi Kielce - aktualnego mistrza Polski. Tak więc na razie trudno będzie drużynie puławskiej pozbyć się miana czerwonej latarni. - To prawda, że przyjdzie nam się teraz spotkać z bardzo wymagającymi rywalami - mówi Jerzy Witaszek. - Liczę jednak na to, że zespół odbije się od dna i zacznie grać tak, jak tego wszyscy oczekują. Myślę, że mecz z Wisłą będzie znakomitą okazją do udowodnienia swojej wartości. Liczę na to, że wreszcie drużyna się przełamie. Przecież w ubiegłym sezonie zdołaliśmy pokonać płocczan na własnym parkiecie, więc teraz też można pokusić się o zwycięstwo, a przynajmniej ambitnie próbować.
Końcówka pierwszej rundy powinna być bardziej sprzyjająca dla Azotów. Tu rywalami będą takie drużyny, jak m.in. Warmia Olsztyn, Stal Mielec czy Miedź Legnica, a więc zespoły, które będą grały o utrzymanie się. - Wierzę, że końcówka pierwszej rundy będzie w naszym wykonaniu zdecydowanie lepsza od początku - kończy prezes Witaszek.