- Mamy bardzo dobre humory, bo to zwycięstwo bardzo nas przybliża do upragnionego celu, jakim jest awans do ekstraligi - mówi Jacek Ziółkowski, kierownik rzeszowskiej drużyny.
Rzeszowianie w Gdańsku wygrali, bo stanowili właśnie drużynę w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Wśród gości nie było słabych punktów i nawet gdy jeden z zawodników zaliczył wpadkę, to mógł liczyć na to, że inny nie pozwoli gdańszczanom na wiele. Gospodarze w całych zawodach wygrali zespołowo tylko dwa wyścigi i odnieśli zaledwie cztery indywidualne zwycięstwa. - Kluczowy był moment, gdy po siódmym biegu odskoczyliśmy na 15 punktów. W kolejnym wyścigu gdańszczanie zdecydowali się na podwójną rezerwę taktyczną, która przyniosła im tylko remis. Wtedy chyba przestali wierzyć w zwycięstwo i poddali się - analizuje mecz Ziółkowski. I faktycznie tak to wyglądało, bo trener gospodarzy Stanisław Chomski już później nie zdecydował się na jakiekolwiek zmiany taktyczne, a do dyspozycji miał chociażby najlepszych w szeregach Wybrzeża w niedzielę Dawida Stachyrę oraz Szweda Thomasa Jonassona.
Na nic zdała się też szaleńcza podróż Renata Gafurowa, który w niedzielę rano miał startować w Tarnowie w przełożonym z soboty finale indywidualnych mistrzostw Europy. Rosjanin przejechał ponad 600 km i na niecałą godzinę przed meczem pojawił się w parkingu gdańskiego stadionu, ale wywalczył tylko trzy "oczka".
Zgoła odmienne humory po meczu były w obozie rzeszowskim. - Pokazaliśmy, która z drużyn jest silniejsza - mówi Ziółkowski. - Nie ukrywam, że naszą wyższość nad sympatyczną drużyną z Gdańska chcemy przypieczętować w niedzielę w zaległym meczu w Rzeszowie - dodaje.
Po wygranej w Gdańsku żużlowcy Marmy Hadykówki są już bardzo blisko awansu do ekstraligi. Może się tak zdarzyć, że już za dwa tygodnie będą tego pewni w stu procentach. Stanie się tak, jeśli rzeszowianie w najbliższą niedzielę wygrają z Wybrzeżem oraz 19 września w Gnieźnie zdobędą przynajmniej punkt bonusowy, a tego samego dnia gdańszczanie przegrają wyjazdowy mecz z Lokomotivem Daugavpils. Wtedy przed ostatnią kolejką podopieczni Dariusza Śledzia będą mieli cztery "oczka" przewagi nad drugą drużyną w tabeli.
W przeciwnym razie o awansie zadecyduje ostatni mecz, u siebie z Lokomotivem, w którym rzeszowianie będą zdecydowanym faworytem. - Chciałbym, żebyśmy wygrali wszystkie mecze, które nam zostały do rozegrania, ale jeśli sprawa awansu będzie się rozstrzygać w ostatnim meczu, będzie to na pewno bardzo ciekawe i emocjonujące dla kibiców - twierdzi Ziółkowski.
Wszystko wskazuje więc na to, że tylko jakiś niesamowity splot niesprzyjających okoliczności może rzeszowskich żużlowców pozbawić awansu do ekstraligi. - Mam nadzieję, że tak nie będzie, że o wynikach ostatnich meczów i awansie zadecyduje sportowa rywalizacja w najmocniejszych składach - mówi kierownik Marmy Hadykówki. - Jednak nie można zapominać, czym może się skończyć lekceważenie rywala. Pokazał to niedzielny mecz w Daugavpils, gdzie gospodarze mogli przełożyć mecz na inny termin, ale wydawało im się, że nawet bez swoich czterech podstawowych zawodników poradzą sobie z jadącym w krajowym składzie Startem Gniezno. A stało się inaczej. Dlatego ze spokojem i maksymalnie skoncentrowani podchodzimy do trzech ostatnich spotkań w sezonie - kończy Ziółkowski.