Rozmowa z Wojciechem Stępniewskim*
Filip Łazowy: Do pierwszego półfinałowego meczu z Unią Leszno zostały trzy dni. Czy Unibax będzie w jakiś specjalny sposób przygotowywał się do tego pojedynku? Może planowane jest jakieś zgrupowanie?
Wojciech Stępniewski: Nie ma takiej potrzeby. Nasi zawodnicy w tych dniach mają zaplanowanych kilka startów. Najważniejsze, aby cały czas byli w gazie. Hans Andersen dwa razy będzie ścigał się w Vojens. W piątek z kolei potrenuje na Motoarenie, a w sobotę ma parowe zawody w Anglii. Z Chrisem Holderem sytuacja przedstawia się niemal identycznie. Nasi polscy zawodnicy na pewno będą dużo trenowali na toruńskim obiekcie. Ale jakichś specjalnych przygotowań nie planujemy.
Jeśli chodzi o formę zawodników Unibaksu, to kibice najbardziej niepokoją się o dyspozycję Andersena.
- Wiem. Duńczyk jest świeżo po kontuzji i ręka jeszcze go boli. I to nie przejdzie w ciągu kilku dni. Andersen doskonale zdaje sobie z tego sprawę i w takich okolicznościach musi się ścigać. Trzeba też pamiętać, że przez dwa tygodnie zawodnik nie mógł wsiąść na motocykl. Po prostu brakuje mu jazdy. Kilka zawodów w ciągu najbliższych dni pozwoli mu odzyskać pewność jazdy. Jak wygra kilka wyścigów, to wzmocni się psychicznie. Adrian Miedziński ostatnio miał trochę kłopotów sprzętowych, ale występ we wtorek w Szwecji pokazał, że się z nimi już uporał. Ryan Sullivan jest w gazie i prezentuje się znakomicie. Myślę, że pozostali też są w niezłej dyspozycji. Ale nie mogą przekombinować i mobilizować się aż za bardzo. Tak zrobili żużlowcy z Gorzowa i odpadli z Falubazem Zielona Góra.
Kto pana zdaniem jest faworytem rywalizacji Unibaksu z Unią? Rywale, którzy rewelacyjnie prezentowali się w sezonie zasadniczym?
- Większość pewnie zespół z Leszna upatruje w roli faworyta. Ja uważam, że sezon zasadniczy a faza play-off to dwa różne światy. Już niejedna drużyna się o tym przekonała. Dlatego ja powiem, że zapowiada się ciekawa rywalizacja. Unia jest bardzo silnym zespołem, ale do pokonania. Nie będę też kalkulował, jaki wynik trzeba osiągnąć na swoim torze, żeby potem skutecznie obronić tę zaliczkę. To jest dwumecz i dopiero po dwóch spotkaniach okaże się, kto był lepszy.
Nie lepiej byłoby w półfinale ścigać się z Falubazem? Wystarczyło nie wygrywać tak wysoko w rewanżowym meczu z Betardem Wrocław. Jednak nie kalkulowaliście, co niektórzy przed samym spotkaniem przepowiadali...
- Dziękuję, że pan to zauważył. Sport to nie biznes i tu się nie kalkuluje. Jak drużyna wygrywa, to nie można jej zatrzymywać. Jechaliśmy na maksa i nie miało znaczenia, kto będzie rywalem w półfinale. Pewnie wiele osób twierdzi, że Falubaz byłby teoretycznie łatwiejszym przeciwnikiem. Ale mnie to nie interesuje. Podobnie jak naszych zawodników. Jeśli chcemy być mistrzem, to musimy pokonać każdego i nikogo się nie bać. Ale w życiu nie będziemy kombinowali i specjalnie oddawali punkty, aby unikać starcia z teoretycznie silniejszym zespołem.
Po wygraniu rywalizacji z Betardem atmosfera w drużynie jest pewnie bliska ideału?
- W tym nie ma nic odkrywczego. Jak się wygrywa, to atmosfera jest znakomita. Jak przegrywa, to jest odwrotnie. Zwycięstwa budują dobrą atmosferę. Poza tym zespół tworzą ludzie, którzy znają się od wielu lat. Każdy z nich doskonale zdaje sobie sprawę z tego, o co walczy. Wszystkim zależy na tym, aby awansować do finału i zmierzyć się o złoty medal. Na to liczą też sponsorzy i kibice. Zawodnicy bardzo liczą na doping w niedzielę. Kiedy fani wspierają, to potrafią dodać skrzydeł.
* Wojciech Stępniewski jest prezesem żużlowców toruńskiego Unibaksu, który w półfinale play-off zmierzy się z Unią Leszno