Sport.pl

Wielkie Derby Śląska dla Górnika Zabrze

Piotr Płatek
2010-08-29 , aktualizacja: 30.08.2010 09:37
A A A Drukuj
Ekstraklasa. Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:0, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11 Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta Ekstraklasa. Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:0, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11
Trzy punkty w prestiżowym meczu z Ruchem zapewnił zabrzanom strzał z wolnego Mariusza Magiery.
Zabrze. Grzegorz Bonin w starciu z Maciejem Sadlokiem (Górnik - Ruch 1:0)
Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta
Zabrze. Grzegorz Bonin w starciu z Maciejem Sadlokiem (Górnik - Ruch 1:0)
Zabrze. Kibice Górnika podczas Wielkich Derbów Śląska
Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta
Zabrze. Kibice Górnika podczas Wielkich Derbów Śląska
Eksperci uważają, że sprzedaż niskoprocentowego alkoholu na stadionach nie wpłynie na bezpieczeństwo.
Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta
Eksperci uważają, że sprzedaż niskoprocentowego alkoholu na stadionach nie wpłynie na bezpieczeństwo.
Zabrze. Kibice Górnika podczas Wielkich Derbów Śląska
Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta
Zabrze. Kibice Górnika podczas Wielkich Derbów Śląska
Ekstraklasa. Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:0, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11
Fot. Przemysław Jendroska/Agencja Gazeta
Ekstraklasa. Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:0, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11
Czy Wielkie Derby Śląska będą rzeczywiście wielkie? Takie pytanie zadawano sobie w tygodniach poprzedzających mecz dwóch legendarnych klubów. Odpowiedzi były różne, m.in. telewizyjna stacja, która transmituje najlepsze pojedynki weekendu, zdecydowała, że spotkania nie pokaże.

Jakie to zatem było widowisko?

Zacznijmy od publiczności. Kibice nie zawiedli. Wypełnili stadion niemal do ostatniego miejsca. Zgodnie z decyzją prezydenta miasta spotkanie mogło obejrzeć nieco ponad 13 tys. widzów, ale mogło być ich nawet więcej. Na samym początku szalikowcy rozwinęli ogromnych rozmiarów płótno: "Ultras - Teatr Jednego Aktora".

Ale aktorów tego popołudnia na Roosevelta było jednak więcej. W loży zasiadły dawne sławy - spiker wyczytał m.in. Stanisława Oślizłę, Gerarda Cieślika, Jana Banasia czy Zygfryda Szołtysika. Adam Nawałka i Waldemar Fornalik na konferencji poprzedzającej mecz nie szczędzili sobie słów uznania i sympatii. Szczegóły dotyczące ustawienia zdradzili jednak w ostatniej chwili. Okazało się, że w bramce Górnika zabraknie Sebastiana Nowaka, a zadebiutuje w ligowym meczu Adam Stachowiak. W ataku zabrakło natomiast Adriana Świątka, a w jego miejsce szkoleniowiec postawił na Marcina Wodeckiego. Trener Fornalik także zmienił ustawienie w porównaniu z poprzednim meczem - w wyjściowym składzie pojawili się Arkadiusz Piech i Łukasz Janoszka, na ławce zostali tym razem Marcin Zając i Michał Pulkowski.

Pierwsza połowa stała na przeciętnym poziomie. Oba zespoły miały po kilka sytuacji, gole nie padły, a emocji nie było tylu, ilu można było się spodziewać na takim meczu. Górnik starał się narzucać tempo, częściej był w posiadaniu piłki, niezłych okazji do zdobycia gola nie wykorzystali Aleksander Kwiek i Grzegorz Bonin. Ruch ograniczał się do rozbijania ataków, próbował też kontr. W 39. minucie Grzegorz Bronowicki uderzył zbyt słabo, a trzy minuty później Janoszka źle przyjął piłkę w polu karnym. Gdyby zrobili to precyzyjniej, Ruch do przerwy mógł prowadzić.

Debiutujący w zabrzańskiej bramce Stachowiak nie był tego popołudnia najpewniejszym punktem zespołu. Kilka razy popisał się dość zaskakującymi interwencjami. - Cieszę się, że wreszcie wystąpiłem, bo miałem dość długą przerwę w grze. Jednak muszę nad sobą popracować. Na moje trzy wyjścia z bramki dwa były niepotrzebne i zdenerwowały tylko zgromadzonych kibiców - przyznał potem samokrytycznie bramkarz Górnika. Dlaczego więc trener postawił na niego? - Stachowiak i Nowak prezentują się dobrze na treningach. Mamy dwóch równorzędnych bramkarzy i teraz szansę dostał Adam, który szybko nadrobił zaległości po kontuzji - tłumaczył dziennikarzom Nawałka, który o swojej decyzji powiadomił zawodników na przedmeczowej odprawie.

O ile pierwsza połowa nieco rozczarowała, to druga stała na jeszcze słabszym poziomie. Gra toczyła się w środku boiska, tempo spadło, podbramkowych akcji brakowało. Tak było do 82. minuty. Dość długo trwało ustawianie rzutu wolnego na 20. metrze od bramki Pilarza. Do strzelania chętnych było kilku - Adam Banaś odpychał Aleksandra Kwieka, a ku zdumieniu obrońców i bramkarza Ruchu precyzyjnym strzałem popisał się Mariusz Magiera, który po chwili utonął w ramionach kolegów z zespołu. - Odpychanie Olka przez Adama to była typowa ściema, miała spowodować mętlik w głowie bramkarza - uśmiechał się potem Magiera, który zdobył drugiego gola w ekstraklasie. - Mariusz świetnie strzelił lewą nogą, to był podręcznikowy gol, nie do obrony - przyznawał Pilarz.

Niebiescy zagrali bardzo słaby mecz, do Zabrza wyraźnie przyjechali po punkt. Po meczu uwagę skierowali na zasadność podyktowania wolnego, po którym padł gol. - Sędzia nie powinien go podyktować. Cały mecz pozwala na twardą, męską grę, czemu w tym momencie tak nie zrobił? - zastanawiał się Maciej Sadlok. - Wolnego w ogóle nie powinno być, nie było żadnego faulu - kategorycznie stwierdził Pilarz. Innego zdania był faulowany. - Chciałem obiec Grodzickiego, on mi stanął na drodze. Faul był jak najbardziej. A piłkarze Ruchu gdyby gol nie padł, w ogóle nie podnosiliby tego tematu, a tak szukają dziury w całym - kręcił głową Tomasz Zahorski.

Co ciekawe, gol padł 50 sekund po tym, jak trybuny opuściła Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza.

Poziom Wielkich Derbów był rozczarowujący. Pośrednio przyznali to obaj trenerzy. - To był chyba niezły derbowy mecz, choć kibice oczekiwali raczej większej liczby bramek czy sytuacji podbramkowych. Punkty były jednak najważniejsze i temu obie drużyny podporządkowały swoją grę - delikatnie przyznał Waldemar Fornalik. Bardziej dosadny był Adam Nawałka. - Derby były zdominowane przez taktykę i strategię gry. Poziom był w tle - ocenił szkoleniowiec Górnika.

W chorzowskiej szatni po spotkaniu była głucha cisza, zawodnicy gości schodzili z boiska z opuszczonymi głowami, wyraźnie podłamani straconą osiem minut przed końcowym gwizdkiem bramką. - Jeden punkt na pewno był na wyciągnięcie ręki - żałował trener Fornalik..

Z kolei zabrzańska szatnia żyła. Jeszcze kilkanaście minut po meczu dochodziły z niej okrzyki radości, a piłkarze popisywali się tańcami zwycięstwa. Przez najbliższe kilka miesięcy to oni będą dzierżyć miano piłkarskich królów Śląska. - Przez najbliższe pół roku możemy z dumą spacerować po Śląsku - pół żartem, pół serio mówił Zahorski.

Po tym spotkaniu Górnik wyprzedził Ruch, chorzowianie spadli aż na 12. miejsce. Niebiescy mają tyle samo punktów co 14. Arka Gdynia, w dodatku w perspektywie przed nimi mecz z Legią Warszawa. Wydaje się, że w razie dalszego osłabiania drużyny chorzowianie mogą mieć kłopoty ze spokojnym utrzymaniem w ekstraklasie.

Prezes Górnika był po spotkaniu rozanielony. - Przeważaliśmy, byliśmy lepsi, ten gol nam się zwyczajnie należał. Gdzie są ci, którzy narzekali na sprowadzenie Mariusza Jopa. On był dziś "profesorem" - twierdził Łukasz Mazur. - Nasza gra idzie w coraz lepszym kierunku i wszystko wygląda coraz lepiej. Naprawdę możemy grać jeszcze lepszą piłkę - zapewniał po meczu kapitan zabrzan Adam Banaś.

Podziel się