Wtedy drużyna z Rzeszowa - bez Anglików Lee Richardsona i Chrisa Harrisa oraz Amerykanina Ryana Fishera w składzie - przegrała 44:46. Dzięki temu gdańszczanie rundę finałową rozpoczęli z pierwszej pozycji, mając dwa punkty przewagi nad Marmą Hadykówką Rzeszów.
Teraz, po dwóch kolejkach rundy finałowej, sytuacja jest trochę inna. Rzeszowianie wciąż są na drugim miejscu, ale po remisie w ostatnim wyjazdowym meczu z łotewskim Lokomotiv Daugavpils mają tylko punkt straty do gdańszczan, którzy w fazie play-off nie błyszczą. Najpierw pokonali u siebie Lokomotiv 47:43, a później przegrali w Gnieźnie różnicą aż 24 pkt, co stawia pod znakiem zapytania zdobycie przez nich punktów bonusowych za lepszy bilans w dwumeczu w konfrontacjach z obiema drużynami.
W tej sytuacji wygrana w niedzielę da rzeszowianom pozycję lidera. - Chłopcy są żądni rewanżu. Bardzo zależy im, by pokazać drużynie z Gdańska miejsce w szeregu - mówi Jacek Ziółkowski, kierownik rzeszowskiej drużyny. - Najbardziej zdeterminowani są Richardson i Harris, którzy w tamtym meczu nie mogli wystąpić, oraz Szwed Mikael Max, którego punktów wtedy zabrakło. Jednak teraz jego dyspozycja idzie w górę, dodatkowo w sobotę powinien trenować jeszcze na rzeszowskim torze - dodaje Ziółkowski.
Rachunki do wyrównania z gdańszczanami mają też Maciej Kuciapa i Rafał Okoniewski. Temu pierwszemu podczas lipcowego pojedynku rozleciał się najlepszy motocykl, a Okoniewski w ostatnim biegu chciał pomóc koledze z pary i przyblokować Dawida Stachyrę, co wykorzystał gdańszczanin i zapewnił swojej drużynie wygraną. Pod znakiem zapytania w rzeszowskiej drużynie stoi jedynie występ Dawida Lamparta, który wciąż przechodzi rehabilitację kontuzjowanego w meczu ze Startem Gniezno obojczyka. - Decyzja odnośnie jego startu zapadnie dopiero w niedzielę przed meczem - stwierdza Ziółkowski.
- Nastroje są bojowe, chcemy pokazać, że porażka w rundzie zasadniczej była przypadkiem. Pewne układy oraz pech zadecydowały, że tamten mecz przegraliśmy. Chcemy pokazać, że jesteśmy od nich lepsi, najlepiej pokonując ich nie tylko w niedzielę, lecz także w rewanżu w Gdańsku. Nie lekceważymy rywala, ale chcemy wygrać bardzo zdecydowanie - mówi Ziółkowski. - W niedzielę będziemy też nasłuchiwać wieści z Gniezna, gdzie Start będzie walczył z Łotyszami. Oczywiście będziemy ściskać kciuki za drużynę z Gniezna - dodaje kierownik rzeszowskiego zespołu.
Gdańszczanie przed niedzielnym meczem mają swoje problemy. W niedzielę w Gnieźnie poobijał się Stachyra, którego występ - zdaniem działaczy Wybrzeża - jest niepewny. - Moim zdaniem Dawid na pewno pojedzie w tym meczu. Jestem o tym przekonany - twierdzi jednak Ziółkowski. Stachyra najprawdopodobniej wystąpi z numerem 3., a oprócz niego wystąpią: Paweł Hlib, Rosjanin Renat Gafurow, Czech Matej Kus oraz Szwedzi Thomas Jonasson i Magnus Zetterstroem. Tego ostatniego, podobnie jak Harrisa, dzień wcześniej czeka występ w Grand Prix Chorwacji w miejscowości Gorican. Z tego też powodu mecz Marmy Hadykówki z Lotosem Gdańsk nie dojdzie do skutku, jeśli turniej w Gorican zostanie przełożony na niedzielę.
Organizatorzy informują, że pierwsza kasa biletowa będzie czynna od godz. 15, a godzinę później kibice będą mogli wejść na stadion.
Awizowane składy:
Marma Hadykówka Rzeszów - 9. Chris Harris, 10. Mikael Max, 11. Rafał Okoniewski, 12. Maciej Kuciapa, 13. Lee Richardson, 14. Dawid Lampart.
Lotos Wybrzeże Gdańsk - 1. Paweł Hlib, 2. Thomas H. Jonasson, 3. Tobias Kroner, 4. Renat Gafurow, 5. Magnus Zetterstroem, 6. Mateusz Lampkowski.
Godz. rozpoczęcia: 18.
Sędziuje: Marek Wojaczek z Godziszki.
Bilety: 28 zł - normalne, 17 zł - ulgowe, 5 zł - program.
W innym meczu:
Start Gniezno - Lokomotiv Daugavpils