Sport.pl

Wiedeńczycy bardzo liczą na "Linz-festiwal"

Wojciech Todur
2010-07-28 , aktualizacja: 28.07.2010 21:06
A A A Drukuj
Piłkarze Austrii Tomas Jun (z lewej) i Petr Vorisek na srodowym treningu na Cichej Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc Piłkarze Austrii Tomas Jun (z lewej) i Petr Vorisek na srodowym treningu na Cichej
Piłkarze Austrii dotarli w środę do Pyrzowic samolotem linii należących do Nikiego Laudy, przed laty mistrza świata w Formule 1.
W składzie ekipy, która zamieszkała w dwóch katowickich hotelach, znaleźli się m.in. członkowie zarządu stołecznego klubu. Działacze zażyczyli sobie samochodu do własnej dyspozycji na okres pobytu w Polsce. Za tydzień zrewanżują się tym samym chorzowskim VIP-om. Austriaków trudno było pomylić z innymi hotelowymi gośćmi. Większość miała fioletowe krawaty nawiązujące do barw klubu. Na piłkarzy czekał tylko jeden łowca autografów. Przyjechał z Bytomia. Najbardziej liczył na podpisy Rolanda Linza i Milenko Acimovicia. Zmartwił się, gdy usłyszał, że Słoweniec jest kontuzjowany i na Cichej nie zagra.

W kadrze Austrii zabrakło też pauzującego za czerwoną kartkę Juliana Baumgartlingera oraz kontuzjowanego Austriaka Marko Stankovica. Pod znakiem zapytania stoi występ Aleksandra Dragovicia. 19-letni Austriak serbskiego pochodzenia uchodzi za wielki talent. Na środku defensywy Austrii zastąpił byłego reprezentanta Polski Jacka Bąka. Dragović przed ostatnim meczem ligowym dostał gorączki i nie wybiegł na boisko. - Decyzja o tym, czy zagra, zapadnie dopiero przed meczem. Na pewno nie będę ryzykował jego zdrowia - podkreśla Karl Daxbacher, trener wiedeńczyków. Szkoleniowiec po wylosowaniu niebieskich stwierdził, że "Ruch to trudne zadanie". Oczekiwał, że łamigłówkę pomoże rozwiązać mu Bąk, który grał w Austrii przez trzy sezony.

Austriackie media zwróciły się też o pomoc do Radosława Gilewicza, byłego napastnika Ruchu i Austrii. Gilewicz wyczekuje na pojedynek Dragovicia i Artura Sobiecha. - To młodzi, utalentowani gracze. Jestem ciekaw, jak skończy się ta rywalizacja - mówi Gilewicz, który przygotowuje też wiedeńczyków na spotkanie z chorzowskimi fanami. - Atmosfera na stadionie jest genialna! - chwali.

Do Chorzowa wybiera się kilkuset fanów Austrii. Niebiescy ostrzegają, że nie wpuszczą na trybuny więcej niż 400 sympatyków klubu z Wiednia, dla których przygotowali bilety po 55 zł.

Daxbacher podkreśla, że siła lig polskiej i austriackiej jest zbliżona. Austriak przypomina jednak, że Ruch nie zaczął jeszcze rywalizacji na krajowych boiskach, a jego zespół ma już w nogach dwa spotkania o ligowe punkty. Waldemar Fornalik, szkoleniowiec niebieskich, również uważa, że zespół w rytmie meczowym zawsze ma przewagę nad tym, który dopiero sposobi się do sezonu.

Austriacy wierzą, że na Cichej znowu trafi Roland Linz. 29-letni napastnik strzelił w tym sezonie już trzy gole w lidze i jednego w Lidze Europejskiej.

Na internetowej stronie klubu zastanawiają się, czy na Cichej znów będzie "Linz-festiwal". Austriak powtarza, że najważniejszy jest awans. - Polacy są dla mnie zagadką. Nie znam tej drużyny, z piłkarzy znam tylko Sebastiana Olszara. Koncentrujmy się na sobie. Gramy dobrze i skutecznie - podkreśla piłkarz, który razem z kolegami z drużyny trenował w środę na Cichej w porze meczu.

Liczba meczu

120

tysięcy kibiców obejrzało 18 września 1963 roku na Stadionie Śląskim mecz Austrii Wiedeń z Górnikiem Zabrze (1:0) w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. To rekord frekwencji w historii chorzowskiego obiektu.

Podziel się