Strąk zdecydował, że nie skorzysta z oferty Górnika, by rozstać się z klubem. Prawie dwa tygodnie temu zdawało się, że obie strony doszły do porozumienia. Piłkarz przedstawił swoje warunki odejścia, klub je spełnił. Tymczasem pomocnik przedłużał podpisanie porozumienia o zakończeniu kontraktu. W czwartek poinformował prezesa klubu, że nigdzie nie odejdzie.
Prezes Górnika nie krył wzburzenia. - W tej sytuacji powinienem zacytować pamiętne przemówienie Józefa Becka, ministra spraw zagranicznych, z maja 1939 roku: "My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor". Dla mnie honor też jest najważniejszy. Ostatnio przekonałem się, że podobnie jak ja honor traktuje Konrad Gołoś, który uczciwie potraktował Górnika [piłkarz w związku z kontuzjami postanowił zakończyć karierę sportową - przyp. red.]. Niestety, dla Strąka pojęcie honoru ważne się nie wydaje. Nie wiem, czy po tym, co zrobił, ktokolwiek w innym klubie poda mu jeszcze rękę - denerwuje się Łukasz Mazur.
Strąka do Zabrza sprowadził zimą 2009 roku trener Henryk Kasperczak. Wcześniej piłkarz był głównie rezerwowym w austriackim SV Ried.
Górnik, który obecnie prowadzi politykę oszczędnościową, od pewnego czasu chce pozbyć się piłkarza i zakończyć w ten sposób wypłacanie mu comiesięcznych horrendalnie wysokich pensji. Zawodnik miał podobno ofertę gry w Grecji (tam trafił już inny niechciany w Górniku gracz, Robert Szczot), jednak z niej zrezygnował. - W tej sytuacji pan Strąk będzie oczywiście musiał grać w zespole rezerw w B-klasie - zapowiada prezes Mazur.
Niewykluczone, że zawodnik jeszcze zmieni zdanie. Prezes Mazur dał mu czas do dzisiejszego ranka. Z piłkarzem nie udało nam się wczoraj skontaktować.