Pierwszy wysłannik
UEFA zjawił się na białostockim obiekcie 2 lipca. Fernand Meese z Belgii po kilkugodzinnej inspekcji na, nie oszukujmy się, fatalnie prezentującym się stadionie (w połowie rozkopanym z powodu trwającej przebudowy) zostawił wskazówki, co należałoby zrobić, by starać się o organizację spotkań w trzeciej i ewentualnie w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej. Później przyszło jeszcze pismo z UEFA z wykazem 22 niezbędnych poprawek, w tym jednej bardzo istotnej, o której Belg nie wspomniał. A mianowicie - konieczności wymiany 2000 tysięcy siedzisk na nowe, z większymi oparciami.
Włodarze Białegostoku nie zrazili się. Radni zdecydowali o przekazaniu Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, który zarządza stadionem, 200 tys. zł, a ten zabrał się do
pracy. Prócz wymiany krzesełek, trzeba było m.in. zdecydowanie poprawić warunki pracy mediów, stworzyć sektor dla kibiców gości, ulepszyć zaplecze znajdujące się w kontenerach - szatnie, pomieszczenie antydopingowe.
We wtorek w stolicy Podlasia zjawił się kolejny delegat UEFA, tym razem z Austrii. Ścisłym zadaniem Gerharda Kapla była ocena 22 prac, zaleconych wcześniej. Kiedy zjawił się na stadionie ok. godz. 14.45 i zauważył, że trudno zorganizować porządne widowisko sportowe na przebudowywanym obiekcie, miny gospodarzy spotkania - z MOSiR-u i Jagiellonii - nerwowo słuchających delegata, dodatkowo się zasępiły. Jednak przez kolejne 150 minut musiały się rozchmurzyć, skoro Austriak tylko chwalił.
- Powiedział, że jest bardzo zadowolony z tego, co zrobiliśmy w tak krótkim czasie - mówił szef MOSiR-u Adam Popławski. - Wykonaliśmy aż 20 punktów z raportu UEFA. W dwóch, dotyczących wymiany krzesełek i stworzenia sektora kibiców gości, prace są ukończone w 90 proc., ale uprzedzaliśmy wcześniej, że nie da się tego zrobić szybciej.
Popławskiemu wtórowała Agnieszka Syczewska, dyrektor zarządzający klubu: - Delegat był bardzo zadowolony z tego, co zostało wykonane na stadionie, ocenił to wręcz jako świetną robotę. I przyznał nawet, że nie sądził, iż tyle się nam uda, kiedy zobaczył wcześniejszy raport.
Nerwowe wyczekiwanie się nie skończyło. Delegat bowiem pochwalił, przekazał swoje spostrzeżenia do siedziby UEFA i wyjechał w stronę Krakowa, gdzie w środę będzie wizytował stadion Hutnika, na którym swój mecz w drugiej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy gra Wisła. Z dziennikarzami rozmawiać w ogóle nie chciał. Białostoczanom pozostało wyczekiwanie decyzji, która faksem powinna przyjść z Nyonu teoretycznie do północy.
- Jeszcze siedzę w biurze, ale przecież spać przy faksie nie będę - żartowała wieczorem Syczewska. - Trzymajmy kciuki, najpóźniej w środę rano powinniśmy wszystko wiedzieć.
Popławskiemu trudno było żartować: - Niby wszystko jest dobrze, ale póki decyzji nie ma, nie ma ulgi. Tyle roboty wykonaliśmy w tak krótkim czasie, że aż bokiem wychodzi. Samo załatwienie dwóch tysięcy wymaganych krzesełek w okresie urlopowym, to już była nie lada sztuka. Mieliśmy wiele ofert, ale na koniec sierpnia, ale udało się załatwić co trzeba w kilka dni. Gdyby ktoś powiedział nam teraz, że stadion jest nieodpowiedni do gry w pucharach, to nie wiem, jak miałbym spojrzeć w oczy ludziom, którzy przy nim tak ciężko pracowali. Zadaniem delegata było odniesienie się do poprzednich zaleceń UEFA, które mieliśmy wykonać. Skoro delegat pozytywnie ocenił naszą
pracę, to konsekwentnie UEFA powinna wydać nam zgodę. Nie zrozumiałbym decyzji negatywnej - nie krył dyrektor MOSiR-u.
Piłkarze Jagiellonii w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europejskiej zagrają z Arisem Saloniki. Są gospodarzem pierwszego meczu, który odbędzie się 29 lipca. Jeśli nie będą mogli grać w
Białymstoku, spotkanie odbędzie się w
Kielcach, na co nalegają Grecy. Zapewniają, że do Polski wybiera się ok. 2000 kibiców, ale wiadomo, że przede wszystkim łatwiej byłoby zorganizować im wyjazd do Kielc, a ponadto Jagiellonia straciłaby jeden ze swoich atutów.