Serwis specjalny - Polonia Bytom » Pierwsze treningi bytomskich piłkarzy w okresie przygotowawczym do nowego sezonu upłynęły w nerwowej atmosferze. Nad klubem zawisła groźba buntu zawodników, którzy narzekali, że klub nie wypłaca im regularnie pieniędzy. Nieoficjalnie można było od nich usłyszeć, że nie dostają pensji od marca, a klub zalega im z wypłatą premii jeszcze za jesień poprzedniego roku.
Prezes Polonii zapewnia jednak, że piłkarze dostali już część zaległych wynagrodzeń. - Do końca tego tygodnia wypłacimy kolejną część. Zawodnicy powinni być zadowoleni - przekonuje. Bartyla nie ukrywa jednak, że jest rozczarowany ich postawą. - Jeśli któryś zawodników uważa, że w Polonii dzieje mu się krzywda, to droga wolna. Z każdym z nich mogę w każdej chwili rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron i rozliczyć się co do złotówki. Rozmawiałem nawet na ten temat z kilkoma z nich, nie było chętnych, żeby tak zrobić - podkreśla prezes Polonii.
Skąd w klubie biorą się zatory płatnicze? - Wiadomo, że nie należymy do potentatów. Nie mogę o wszystkim mówić, ale podmioty i osoby, z którymi współpracujemy, mają pewne problemy. Ja i tak bardzo szanuję naszych partnerów za to, że w dobie kryzysu nie odwrócili się od nas i wciąż nam pomagają - mówi Bartyla.
W ostatnich latach w Polonii kilkakrotnie dochodziło do strajków piłkarzy z powodu opóźnień w wypłatach. - Najtrudniej było pod koniec 2007 roku, gdy nie mieliśmy nawet własnego stadionu. Podjąłem wtedy drastyczne ruchy i odsunąłem kilku piłkarzy od składu. Mówiłem im, że to właśnie dzięki Polonii zaistnieli w ekstraklasie. Nie chcieli mi wtedy wierzyć, a czas pokazał, że miałem rację. Potem niektórzy z nich do mnie dzwonili i przepraszali, mówiąc, że źle postąpili i najchętniej odwróciliby czas - wspomina Bartyla.