Sport.pl

Zamrożona przyszłość Stoczniowca

Łukasz Pałucha
2010-05-17 , aktualizacja: 17.05.2010 20:21
A A A Drukuj
Fot. Michal Łepecki / Agencja
Spółka akcyjna Stoczniowiec Gdańsk szuka sponsora, pomocy u władz miasta i swojego prezesa. Trener i hokeiści czekają na to, co się wydarzy, i rozmawiają z innymi klubami. Jaka jest przyszłość gdańskiego hokeja?
Na razie mamy więcej pytań niż odpowiedzi Stoczniowiec zakończył sezon 2009/2010 na 5. miejscu, do nowego przystąpi już jako spółka akcyjna, która przejęła pierwszą drużynę. - 6 maja spółka została zarejestrowana w KRS. Część organizacyjna została w ten sposób zakończona - mówi jej prezes Janusz Biesiada. Tymczasowy prezes, bo spółka zaraz po zawiązaniu ogłosiła konkurs na przyszłego sternika. - Wpłynęły do nas cztery oferty. Do końca tygodnia rozpatrzy je rada nadzorcza spółki i kandydaci zostaną poinformowani o decyzji. Może jednak tak się zdarzyć, że konkurs zostanie przedłużony, że będziemy szukać dalej - tłumaczy Biesiada.

Samo powstanie spółki nie rozwiązuje problemów Stoczniowca. Niezbędni są sponsorzy, którzy będą ją finansować. - Prowadzimy rozmowy z dotychczasowymi sponsorami i władzami miejskimi. Składamy też oferty innym firmom. Nie chcę jednak snuć nie wiadomo jakich opowieści i ubarwiać na siłę. Do końca miesiąca powinno wiele się wyjaśnić - zapewnia Biesiada.

Na razie więcej jest niewiadomych. Nie wiadomo przede wszystkim, kto będzie trenerem Stoczniowca w nowym sezonie i jak będzie wyglądał jego skład. Andrzej Słowakiewicz, który prowadził zespół w minionych rozgrywkach, swoje pozostanie na stanowisku uzależnia od utrzymania składu. Tymczasem już odeszło dwóch zawodników zagranicznych - Josef Vitek i Milan Furo (ten pierwszy podpisał już kontrakt z GKS Tychy). Umowy kończą się także trzem polskim hokeistom Jarosławowi Rzeszutce, Pawłowi Skrzypkowskiemu i Bartłomiejowi Wróblowi. Szczególnie Rzeszutko, najskuteczniejszy polski hokeista mistrzostw świata I Dywizji, jest rozchwytywany przez inne klubu. Zgodnie z przepisami nowy pracodawca będzie musiał jednak zapłacić za wychowanka Stoczniowca ekwiwalent na jego wyszkolenie. Zależny jest on od wieku zawodnika, ilości meczów w ekstralidze i reprezentacji, w przypadku Rzeszutki zamyka się to wszystko sumą w wysokości około 90 tys. zł. Na taki wydatek nie stać praktycznie żadnego polskiego klubu. - We wtorek spotykamy się z Rzeszutką. Czas nagli, wiemy, że ma oferty z innych klubów, ale chcemy go namówić do popisania nowej umowy - mówi Biesiada.

Gdańscy hokeiści żyją w niepewności. - Każdy z nas otrzymał od trenera Słowakiewicza rozpiskę indywidualnego treningu do końca miesiąca. Ponownie spotkamy się 1 czerwca i wtedy ma być już coś więcej wiadomo na temat naszej przyszłości - mówi bramkarz Stoczniowca Przemysław Odrobny. - Ciężko prognozować, co się wydarzy. Docierają do nas różne plotki: że wszystko się rozpadnie, ale i takie, że znajdzie się sponsor, który da pieniądze na zagraniczne transfery. Na razie wszystko jest jeszcze po staremu, podlegamy pod klub, ale niedługo cała drużyna ma być wniesiona aportem do spółki - dodaje Odrobny, który dostał kuszącą propozycję z Unii Oświęcim.

Wiadomo już natomiast, że nowy sezon rozpocznie się 10 września. Runda zasadnicza potrwa do 6 lutego 2011 roku, trzy dni później rozpocznie się play-off. Mistrz Polski wyłoniony zostanie najpóźniej 21 marca.





Po naukę za ocean

Dwóch 20-letnich hokeistów Stoczniowca - obrońca Krzysztof Kantor i napastnik Maciej Rompkowski - zostało wybranych w drafcie przez drużynę Powassan Dragons z kanadyjskiej ligi Greater Metro Junior A Hockey League. GMHL to nowa liga na mapie Kanady, została założona w 2006 roku. Obejmuje zespoły z prowincji Ontario (należy do niej m.in. Toronto). Nie jest zrzeszona w kanadyjskim związku hokejowym, przez co w wątpliwość poddawany jest jej poziom i przyszłość. - Tak mówią zazdrośni, którzy nie zostają do niej zaproszeni - mówi trener Słowakiewicz, który był jedną z trzech osób (obok Mieczysława Nahunko, byłego trenera Stoczniowca, i Mariusza Kiecy, znakomitego przed laty bramkarza reprezentacji Polski) nadzorujących draft ze strony polskiej.

- W tej lidze wszystko jest poukładane, nic nie jest robione na wariata. To nie tylko hokej, ale także kontynuacja nauki. Stamtąd o wiele łatwiej dostać się na kolejne szczeble, czyli do IHL i AHL, które są bezpośrednim zapleczem NHL. Gra w tej lidze pozwala płynnie budować karierę zawodową młodego hokeisty - tłumaczy Słowakiewicz. Zawodnicy wybrani w drafcie do Kanady mają wyjechać w sierpniu i spędzić tam przynajmniej rok.

- Jeśli to będzie możliwość rozwoju dla nich, to klub nie będzie robić przeszkód. Liczymy, że w przyszłości zyskamy też na tym finansowo - mówi Biesiada. - Jeśli któryś z nich zadebiutuje w NHL, to klub otrzyma około 150 tys. euro. Takie są międzynarodowe stawki, które dostają choćby kluby z Czech czy Słowacji - wyjaśnia Słowakiewicz.

Podziel się