Polski Związek Hokeja na Lodzie głowi się jak dogonić światową czołówkę. W elicie graliśmy po raz ostatni w roku 2002. Droga na igrzyska jest zamknięta dla naszej reprezentacji od czasów Albertville (1992). Działacze PZHL-u uznali więc, że własnymi siłami najlepszych nie dogonimy. Mają nam w tym pomóc naturalizowani obcokrajowcy. Przede wszystkim Czesi i Słowacy. To na razie propozycja, ale Zdzisław Ingielewicz, prezes PZHL-u uważa, że to dobre rozwiązanie. Już od najbliższego sezonu każdy obcokrajowiec, który nie ukończył 28 lat i rozegrał w polskiej lidze dwa pełne sezony może być traktowany jak Polak. Wystarczy, że złoży wniosek o przyznanie naszego obywatelstwa.
O takim pomyśle pierwszy mówił głośno Janusz Grycner, prezes Naprzodu Janów. Ponad rok temu Ingielewicz głośno go krytykował. - Przecież to absurd! Droga donikąd. Skończmy z tymi bezsensownymi wydatkami na masę przeciętnej jakości hokeistów - mówił "Gazecie". Dziś prezes twierdzi już inaczej. - Podtrzymuję to co powiedziałem, ale oprócz planów długoterminowych czyli szkolenia młodzieży i trenerów, musimy mieć rozwiązanie na teraz. Nie możemy karmić sympatyków hokeja opowieściami, że za kilkanaście lat będzie lepiej. Nasza dyscyplina potrzebuje sukcesu. Awansu do elity, spotkań z najlepszymi - przekonuje prezes.
Ingielewicz przypomina, że tą drogą poszło już kilka europejskich federacji i wskazuje na Włochów, Słoweńców, Chorwatów czy Brytyjczyków - w składach, których zaroiło się od naturalizowanych obcokrajowców. - Jeżeli nie pójdziemy w ich ślady to nie wygramy rywalizacji nawet ze średniakami - ostrzega.
Słabą stroną tego pomysłu jest fakt, że już gotowość przyjęcia obywatelstwa, a nie zakończony proces będzie przesądzał o tym czy zawodnik zostanie zgłoszony do rozgrywek ekstraligi jako Polak.
Ale klubowi działacze już zacierają ręce. - Nasi zawodnicy nie będą mogli żądać kontraktów z księżyca, bo na ich miejsce już będzie czekał obcokrajowiec, która zagra za mniejszą sumę - przekonuje "Gazetę" jeden z prezesów.
Pierwszym klubem, który chce zyskać na nowych przepisach jest Naprzód. Słowak Miroslaw Zatko oraz Czech Marian Kacirz już rozpoczęli starania o polskie obywatelstwo. Zatko to czołowy obrońca ekstraligi i co ważne ma dopiero 26 lat. Ale Kacirz to już doświadczony, bo 36-letni napastnik.
Niewykluczone jednak, że hokejowe środowisko będzie naciskać by znieść limit wieku dla potencjalnego "Polaka-obcokrajowca". - Uznaliśmy, że 28 lat to górna granica, która daje gwarancję, że reprezentacja zyska w bliskiej przyszłości wartościowego hokeistę. Zdaję sobie sprawę, że może dochodzić do manipulacji i kluby oraz zawodnicy będą tylko rozpoczynać starania o obywatelstwo by w pewnym momencie z niego zrezygnować. Będziemy obserwować ten proces i wyciągać wnioski - zapewnia Ingielewicz.
- Jeżeli Zatko i Kacirz dostaną polskie obywatelstwo, to klub na pewno na tym zyska. Będziemy przecież mogli zakontraktować kolejnych obcokrajowców. Pamiętajmy jednak, że dobro klubu będzie też dobrem reprezentacji. Trener kadry wie, że może zyskać dwóch zawodników, i jest tym mocno zainteresowany - przekonuje Grycner.
Wiesław Jobczyk - trzykrotny olimpijczyk i jeden z najlepszych napastników w historii polskiego hokeja uważa, że to szkodliwy pomysł. - Dla klubów będzie łatwiej i wygodniej, bo dzięki temu będą trzymać w ryzach polskich zawodników. Niestety jest niebezpieczeństwo, że zaleją nas przeciętni gracze. Czy reprezentacja na tym skorzysta? A czy poziom może pójść w górę jeżeli w składach drużyn zabraknie miejsca dla utalentowanej młodzieży? Rozwiązaniem jest mocna, zawodowa liga. To jest szansa na rozwój hokeja - podkreśla Jobczyk.
PZHL proponuje też by za zawodników zagranicznych nie byli uznawani hokeiści nie posiadający naszego obywatelstwa. Musieliby jednak wykazać, że mają polskie korzenie lub złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa (tacy zawodnicy nie musieliby wcześniej grać dwóch sezonów w ekstralidze).
Jano Klich, czeski menedżer, który wytransferował do Polski dziesiątki graczy zapewnia, że tacy się znajdą. - W okolicach Trzyńca, Havirzova czy Karviny żyje dużo polskich rodzin. Trudno, żeby wśród nich nie było i hokeistów. Rozmawiam już zawodnikami, którzy nie mają polskich korzeni, ale są zainteresowani przyjęciem obywatelstwa po dwóch latach gry w Polsce. Zapewniam, że znajdzie się wielu chętnych - mówi.
Adam Bernat, prezes Zagłębia proponuje by potencjalnych Polaków nie szukać tylko za południową granicą. - Rozmawiałem ostatnio z osobą, która zna realia kanadyjskiego hokeja. W co drugiej drużynie można tam znaleźć zawodników, którzy mają polskie nazwiska i chcą grać dla kraju swoich dziadków. Wystarczy tylko poszukać - proponuje.